Niech sam mąż jeździ. Spotykanie się co tydzień z tak toksyczna osobą to zdecydowanie za dużo. A jak nie pomaga to mimochodem chwal swoim rodziców za to jacy są wspaniali empatyczni
gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 11:16 Czy od Was też rodzice wymagają rozwiązywania swoich problemów na każdym kroku? Mam 31 lat, wyprowadziłam się z domu jak miałam 23 lata (jak tylko dostałam 1 umowe o pracę). Mam Męża, prace i ogólnie swoje życie. Mieszkam niecałą godzine drogi od domu rodzinnego. W domu rodzinnym pojawiam się rzadko (raz na kwartał?), ale Matka (lub Ojciec), Matka zdecydowanie częściej wydzwania do mnie przynajmniej co 2 dni i prawie za każdym razem czegoś chce. A to jej coś przetłumacz (prowadzi własną firemke i zatrudnia osoby znające angielski), a to żeby jej coś przewieźć, a to jej coś załatw. Kiedyś źle zaprakowała (ma w dupie znaki i wiedziała że źle parkuje ale sądziła że jej sie upiecze) i jej auto odholowali to oczywiście żebym przyjechała i zapłaciła 600 zł bo ona nie ma kasy a każdy dzień na policyjnym parkingu to dużo pieniędzy. Nie nigdy nie oddała. Jak w pracy czegoś nie wie albo ma wątpliwość to zawsze telefon do mnie. Spłacam karte kredytową - ona nie miała zdolności a jeszcze jak mieszkałam u nich namówiła żebym wzieła na siebie, bo nie będzie co do garnka włożyć i nam prąd odetną. Oczywiście obiecała spłacać i nigdy tego nie zrobiła. Nie zarabia jakoś źle, nie ma kredytu na mieszkanie ale wszystko co zarobi to natychmiast przepuszcza na jakieś bzdury. Kiedyś zarabiała sporo ale odkąd pamiętam nigdy nie oszczędzała. Jednocześnie potrafi mnie wyśmiać że nie chodze co miesiąc do fryzjera, czy nie przepuszczam kasy na ciuchy. Kupiłam z Mężem i urządziłam jakiś czas temu mieszkanie ( częściowo na kredyt) - nie dołożyła ani złotówki , ale wszystkim wokół opowiada o tym jakby to była jej zasługa. Nie raz jej wytykałam, że jej zachowanie jej słabe ale wtedy płacze aż ją zatyka, krzyczy, obraża się, odgraża się że dostanie zawału , po jakimś czasie jej przechodzi i tak w kółko. Dziś znowu dzwoniła, że Ojciec (a dokładniej mój Ojczym) jest okropny, że nie może z nim wytrzymać i że ma wstrętny charakter. Mówiłam jej już o tym ponad 10 lat temu, jak wyjechała na pół roku za granice a mnie z nim zostawiła i musiłam znosić jego zachowanie. Jak wróciła to jej powiedziałam co wyprawiał, ale wtedy na mnie nawrzeszczała że kłamie i chce go jej obrzydzić. Dziś jej to przypomniałam - "no tak na Ciebie to można liczyć" (z ironią). To nie pierwsza taka sytuacja, za 2 tygodnie się pogodzą i powie do każdego jakie z nich udane małżeństwo. Jestem zmęczona, jest mi wstyd przed Mężem i jego rodziną (za każdym razem jak są jego i moi rodzice to się najem wstydu za ich zachowanie). Mąż też nie rozumie dlaczego musze na nich lożyć cały czas skoro tak to się przechwalają ciągle czymś nowym. Sorry za długi post ale mi się ulało - jakieś rady? Dołączył: 2012-02-10 Miasto: Lublin Liczba postów: 1406 4 stycznia 2020, 11:33 Twoja matka jest z tego co mówisz bardzo toksyczną osobą, na Twoim miejscu ograniczyłabym kontakty do niezbędnego minimum, czyli telefon z życzeniami na święta. Im więcej macie kontaktu tym gorzej, a mama się nie zmieni w tym wieku, może być tylko coraz gorzej. Wiem z autopsji. Lois_Lane Dołączył: 2019-05-02 Liczba postów: 268 4 stycznia 2020, 11:34 Doczytałam do końca. Masz prawą być zła i rozżalona. Dobrze, że jesteś świadoma tego co się dzieje. Musisz postawić matce granice, jak na razie wchodzi ci na głowę kiedy chce. Takim w miarę wygodnym sposobem może być ograniczenie kontaktu, nie odpowiadaj na każdy jej telefon. Oddzoń raz na tydzień/dwa tygodnie i powiedz że byłaś przepracowana, nie miałaś czasu. Oczywiście będzie biadolić że nie masz dla matki czasu ale jak nie postawisz na swoim i nie zaciśniesz zębów to nic nie tak zrobiłam z teściami jak jeździliśmy do nich często i mimo to wciąż były pretensje że prawie nas nie ma. Tak mnie szlak trafił że byliśmy 3 razy w roku i temat się skończył. mamager 4 stycznia 2020, 11:39 Wpisz sobie w google OSOBOWOŚĆ NARCYSTYCZNA i wszystko stanie się jasne. Dołączył: 2013-04-20 Miasto: Poznań Liczba postów: 3179 4 stycznia 2020, 11:48 Masz problem ze stawianiem granic, popracuj nad tym, bo się zameczysz. Kiedyś rodzice wychowali Ciebie, stosowali jakaś dyscyplinę, stawiali granice... Teraz Ty musisz wychować ich :) Ja rozpoczęłam ten proces bardzo wcześnie, więc problemu nie mam. Nastepnym razem nie wyskakuj z pieniedzy, matka poniesie konsekwencje swoich działań i na drugi raz pomysli. To tak jak z dziećmi, trzeba cierpliwości :) Trafilas na rozkapryszonego bachora, ale dasz radę :) Cllio 4 stycznia 2020, 11:50 Jakbym czytała o moim ojcu. A w dodatku mnie obarczał odpowiedzialnością za moje dorosłe rodzeństwo. Bo jestem najstarsza, dobrze zarabiam i powinnam się wszystkimi zajmować... Odcięłam się. Przestalam przyjeżdżać, obierać prawie wszystkie jego telefony. Powiedziałam wprost, że mam dość. Że każdy jest odpowiedzialny za siebie a mnie nikt nie pyta jak sobie radzę. Pomogło. Liandra 4 stycznia 2020, 12:09 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z bliskimi. gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 12:38 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców. Dołączył: 2015-01-14 Miasto: Kielce Liczba postów: 2265 4 stycznia 2020, 12:48 U mnie odwrotnie. Moja mama nie chce nikomu zawracać głowy, wszystko sama, nawet ból ukrywała... A dla ciebie mam jedną stanowczą radę-absolutnie nie dawaj jej żadnych pieniędzy. Nie masz żadnego obowiązku na nią łożyć, ona tobą manipuluje taki zachowaniem. agazur57 Dołączył: 2017-03-21 Miasto: Leśna Góra Liczba postów: 5694 4 stycznia 2020, 12:55 Litości, to są dorosłe osoby, nikt im nie musi życia uprzyjemniać. Stawiaj granicę- wiem, że to trudne, zwłaszcza jak z kimś łączą więzy emocjonalne. Też nie rozumiem dlaczego finansujesz matkę mając własną rodzinę. Matka jest manipulantką, która wykorzystuje ludzi. Po prostu Cię wykorzystuje. ote="Liandra napisał(a):A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców.
Mąż sprzedał w internecie przewijak synka, bo się synek przestał na nim mieścić. W jednej z kieszeni przewijaka trzymałam pępowinę synkową, odkąd odpadła, i mąż ciągle mi przypominał, żebym ją wyjęła z tej kieszeni, bo będą mieli do nas pretensje, że im sprzedaliśmy przewijak z pępowiną.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-03-12 23:52:35 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-13 00:21:56) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Temat: Mąż wybrał rodzinęJesteśmy małżeństwem 12 lat. Narzeczeństwem byliśmy krótko, dlatego niezbyt dobrze chyba poznałam swojego męż. Mam wielki problem. Mąż jest ode mnie starszy o 12 lat był ustatkowanym i niezależnym finansowo tej chwili mam 36 lat. Na począku było cudownie byłam szczęśliwa mieliśmy wspólny cel posiadanie dzieci, czym mieliśmy problem ale wreszcie się udało. Dziś mamy trójkę super dzieciaków. Mąż jest bardzo związany ze swoją rodziną. Dopóki niemieliśmy dzieci ja również uczestniczyłam w czętych spotkaniach, ale moje kontakty stopniowo malały ponieważ pracuję zawodowo i wychowanie dzieci zajmuje mi cały wolny nie bardzo angażuje się w domowe obowiązki codziennie jeszcze musi się zdrzemnąć i oczywiście internet który pochłania mnóstwo czasu. Maż pracuje w domu. Mąż jednak niezaprzestał tych kontaktów zostawiał mnie i jechał do rodziców z którymi mieszka jego brat z bratową, która jest bardzo silną osobowością. W tej chwili mam wrażeni że jeżdzi tyko do niej, ponieważ z mamą swoją nie rozmawia a jego brat pracuje. On codziennie do południa kiedy jestem w pracy jedzie do niej, tak żebym nie wiedziała ("czego oczy nie widzą tego sercu nie żal") ponieważ z tym walczę. Byliśmy u nich na imienninach a na drugi dzień usłyszałam od męż komentaż, żen on aż się spocił wstydu za mnie a bratowa tak przy mnie skakała a ja nie umiałam być wdzięczna tylko mina na kwintę(jakoś tego nie zauważyłam). To były komentaże z tych jego brat zażartował, że mu brat do żony podjeżdża na kawkę a ja wiem że kawy nie pija. Dziś zażartowałam od kiedy jest takim kawoszem i rozpętała się burza. Powiedział, że głupia to dla mnie komplement. Jest mi przykro ponieważ mąż chyba ma większą więż z nią niż ze mną a on nie rozumie mojej zazdrości. Kazałam mu podjąć decyzję kto jest dla niego ważny i powiedział że z rodziny nie zrezygnuje. ja niechcę żeby zrezygnował ale codzienne bieganie uważam za chorobę i uzależnienie emocjonalne. Ale skoro już wybrał to chyba już wszystko jasne. Chciałabym chwilowej separacji ale niewiem jak to rozwiązać ponieważ mieszkam u niego i chcę opiekować sie swoimi dziećmi. Może chwilowe rozstanie dobrze nam zrobi, chociaż nie mam do niego zaufania i przecież niemogę i niechcę go kontrolować. Ja bardzo bym chciała żeby było dobrze tak jak dawniej ale niewiem czy jest to możliwe? Proszę poradźcie jak się zachować w tej chwili milczymi ponieważ nie chce mi się rozmawiać ponieważ nie mamy o czym. 2 Odpowiedź przez WeselneZaplecze 2012-03-13 09:58:32 WeselneZaplecze Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-09 Posty: 215 Odp: Mąż wybrał rodzinęSama nie wiem co napisać... Długo już coś takiego trwa? A zauważyłaś w zachowaniu męża jakąś zmianę? 3 Odpowiedź przez Tendre77 2012-03-13 10:13:00 Tendre77 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 747 Odp: Mąż wybrał rodzinęStawianie sprawy na ostrzu noża rzadko przynosi korzystny, zamierzony efekt, zwłaszcza w sytuacji kiedy ewidentnie mąż przedkłada kontakty z bratową nad własną spróbuj porozmawiać o swoich obawach sama z jego bratem. Dowiedzieć się czy w tych żartach to jest ziarno prawdy, może On też się martwi i to jest jego sposób na poruszenie tej kwestii. Twój mąż ewidentnie szuka odskoczni... że w postaci bratowej to jeszcze bardziej niebezpieczne bo może to robić pod płaszczykiem - "przecież to rodzina". A czytając forum przestałam wierzyć w świętości i niestety przypadki zdrady w rodzinie nie są wcale że nie przesadzasz i sytuacja jest poważna, trzeba mądrze rozegrać wszystko, wybadać grunt, szukać sojuszników. I nie odchodzic od dzieci- ona są najważniejszym skarbem. 4 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-13 14:54:20 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-13 20:28:33) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęTrwa to około 3 lat on cały czas się denerwuje kiedy zaczynam rozmowę i najczęsciej kończy się to kłótnią. Poza tym bratowa jest osobą operatywną itaką och ach wszystko załatw poprostu kobieta interesu ja przy niej jestem kopciuszkiem choć pracuję w szkole. Mają wspólny interes ale nie na tyle wiążący by spotykać się codziennie a ja już chyba nie mam siły by z tym walczyć. Obowiązki rodzinne oddaliły mnie od tych spotkań ale dobro mojej rodziny jest dla mnie najważniejsze. Ja przestałam się znimi spotykać choć się nie gniewamy ale moje kontakty ograniczyły się tylko do spotkań świątecznych i imieninowych choć mieszkamy 200 metrów od siebie. Przestałam ją lubić myślę że właśnie przez tę zażyłość z mężem. Przestaliśmy się do siebie odzywać narazie i myślę że na weekend wyjadę z dziećmi do mamy. Jeżeli chodzi o jego za chowani to nie jest zbyt wylewny na dzień kobiet kupił mi "zdechłą" różę taką samą jak niani która u nas pracuje więc nie jestem chyba dla niego zbyt ważna a może nie ma wyczucia ponieważ na boże narodzenie kupił mi złoty zegarek który był dla mnie wybrykiem ponieważ na codzień i tak go nie noszę. Raz sprawdziłam mu telefon i oczywiście w kłótni powiedziałam że musi do niej zadzwonić bo to taka dobra ciotka i musi o wszystkim wiedzieć i teraz mam wrażenie że kasuje zaraz smsy i kontakty z listy bym poprostu nie wiedziała. Jeżeli chodzi o szukanie sojuszników to raczej kiepsko ponieważ bratowa to taka super dziewczyna wzór cnót, teściowa bardziej ją ceni niż własne córki gdybym głośno powiedziała o swoim problemie to powiedzieliby że jestem głupia i śmieszna a tka wykształcona. To prości ludzie i oceniają innych raczej przez pryzmat tego ile kto zarabia. Jak mąż daje mi pieniądze i mnie nie bije to powinnam go kochać i chwalić. Ja jestem romatyczką potrzebuje by mąż mi okazywał uczucia bym mogła z nim rozmawiać o wszystkich nawet najskrytszych sprawach, szczerości uczciwości zaufania. Mąż o tych spotkaniach mi nie mówi bo ja to złośliwie komentuję że bez tych wizyt to dzień stracony. Nie mam z kim pogadać nie mogę z koleżanką z pracy bo mieszkam w małej miejscowości i wieści się szybko rozchodzą rozmawiam z jego młodszą siostrą ale ona nie ma decydującego głosu w tej nasze kłopoty, właściwie moje wynikają z różnicy wieku każde z nas ma inne oczekiwania wobec drugiej osoby dla każdego z nas są inne ważne rzeczy. 5 Odpowiedź przez Tendre77 2012-03-13 15:40:42 Tendre77 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 747 Odp: Mąż wybrał rodzinęWięc może na spokojnie spróbuj zamiast dogryzać w sprawie bratowej, znaleźć wspólne pasje z mężem, porozmawiaj z nim o twoich potrzebach bez wtrącania w to bratową. Rozmawiaj o drugiej strony, jeżeli jedyną osobą która widzi w tym problem jesteś Ty, to może twoje odczucia są bardzo subiektywne, powodowane zazdrością, a nie realnym na spokojnie... 6 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-13 20:01:04 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-13 22:01:23) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęJak mam się czuć kiedy oni codziennie się spotykają i dziwne że mają o czym rozmawiać a kiedyś jechała ta bratowa z nami autem przez około 2 godziny i nie mieliśmy o czym rozmawiać ja ze zrozumiałych względów złości i zazdrości ale oni? Tak w ogóle dziękuję że się odzywasz bo jest to dla mnie bardzo ważne nie chcę rodziców wtajemniczać w moje problemy a nie mam z kim porozmawiać. Może i jestem zazdrosna ale czy codzienne wizyty to normalne? Ponadto chyba widzę teraz go w innym świetle, widzę wszystkie jego niedociągnięcia. Ja idę z dziećmi na górę z dziećmi tójką kłaść je spać czytać książeczki kąpać i schodzi nam ok 2 godz mąż w tym czasigląda telewizję śledzi internet czy to jest normalne? Jak byłam z córką w szpitalu 3 tygodnie przyjechał do nas raz a miał 2 godz drogi, gdy mąż pani z łóżka sąsiedniego miał 6 godz i przyjeżdżał co weekend(mój mąż nie ma pracy na etacie prowadzi własny biznes i może pozwolić sobie na takie wyjazdy). Wtedy się zastanowiłam czy to jest normalne? 7 Odpowiedź przez Tendre77 2012-03-14 11:51:36 Tendre77 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 747 Odp: Mąż wybrał rodzinęPewnie nie jest normalne... często widzimy wady drugiej osoby dopiero po czasie, albo w nietypowych sytuacjach... a wtedy już mamy dzieci, wspólne sprawy...Absolutnie nie jest normalne, że on jeździ tak często do bratowej i to, że na ciebie spada większość obowiązkow domowych. Może spóbuj włączyć go w te obowiązki, w końcu jest trójka dzieci, Ty jedne myjesz, niech ona przygotuje pokój, abo poczyta bajkę... wiem ile jest roboty ze spaniem dzieciaczków... póxniej sam człowiek pada na twarz i nie ma siły ani czasu dla siebie...A dlaczego nie chcesz właczac w to rodziny... nie mówiąc nic , nie dajesz im możliwości pomocy sobie 8 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-14 16:31:33 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-14 16:36:53) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęDla niego nie normalne jest że ja nie jeżdżę. Ja nie jeżdżę ponieważ dla mnie najważniesze są moje dzieci i im poświęcam swój wolny czas. Właśnie wróciłam z pracy. Mąż śpi a trójka biega (4lata, 6 lat i 9 lat) bez opieki ale przecież mąż się nimi zajmuje. W rodzinie właściwie panuje przekonanie że to kobiety są odpowiedzialne za wychowanie dzieci taki stereotyp. Jak ma mi pomóc rodzina jak mój mąż wie najlepiej czego potrzebuję. Kiedyś zapytałam dlaczego mi mnie nigdy nie zabiera odpowiedział że ja to nie lubię nigdzie jeździć a on nie może tak siedzieć uwięziony. Poza tym w rozmowie on powiedział że jeżdził będzie a ja mam siedzieć cicho. Mieszkam u męża i właściwie wszystko czego się dorobiliśmy to jego zasługa. Czuję się nie u siebie i chciałabym od niego odpocząć bo się męczę poza tym w tym co mówi nie czuję szczerości a ja chcę bliskości i otwartości. 9 Odpowiedź przez modzia7 2012-03-15 14:23:18 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-03-15 14:25:20) modzia7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-17 Posty: 895 Wiek: 25 Odp: Mąż wybrał rodzinę jego agresywna reakcja mówi sama za siebie...jest możliwe żebyś mogła ich poobserwować? np to na ile on do niej jeździ? jak często? masz możliwość ich nakryć? może np umów się z bratem męża jak masz do niego zaufanie że wpadniecie niezapowiedzianie?Już nic nie powiem na tekst o uwięzieniu... dla niego rodzina, dom... to więzienie?Przecież rodzinę się tworzy dla siebie... to jest najważniejsze w życiu! a on woli polataC? 10 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-15 16:59:55 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-15 18:07:14) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęNie mam możliwości ponieważ jestem w pracy, a on uważa że ja jestem zawistna i zazdrosna. Gdy nawet wcześniej bym wróciła i zajechała to przecież gdybym ich nie nakryła to znaczy że go sprawdzam i nie ufam. Pozatym ja tam nie zajeżdżam tak bez przyczyny tylko z wizyt takich obowiązkowych. Nie chce mi się z nim rozmawiać. On uważa że ma prawo jeździć to jego rodzina. Ja wywalczyłam tylko tyle że nie jeździł wtedy kiedy ja byłam w domu i weekendy, ale mnie to nie wystarcza ponieważ wiem że i tak tam jest. A jak jest w domu to większość czasu spędza przed komputerem i obowiązkowa drzemka inaczej wyobrażam sobie swój związek. Nie myślę że mają romans on jest za leniwy. Może to poprostu już "przeciążenie materiału". Dziewczyny napiszcie co sądzicie? Każda wypowiedź jest dla mnie ważna. 11 Odpowiedź przez malaOna 2012-03-16 20:47:01 malaOna Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-27 Posty: 52 Wiek: 23 Odp: Mąż wybrał rodzinęUważam, że ta sytuacja jest co najmniej dziwna... Nie lubisz jego bratowej i przez to jeszcze bardziej razi Cię jego sympatia do niej. Myślę sobie, że może on siedząc w domu całymi dniami potrzebuje przyjaciela. Może zamiast kumpla z którym pijałby wieczorami piwo ma ją, do której jeździ żeby wypić kawę i pogadać... i nie oznacza to, że mają romans. Jak mówiłaś ona jest ogarnięta, rzeczowa, więc pewnie też ma o czym z nią pogadać. A Ty jesteś pewna, że nie masz sobie nic do zarzucenia pod tym względem?Może jeździ do niej, bo w domu nie ma z kim porozmawiać? A jeśli rzeczywiście tak Cię to denerwuje to zamiast psioczyć na nią, spróbuj z nią porozmawiać, wybrać się też na kawę, niby przy okazji. Może jakbyś ją lepiej poznała to zmieniłabyś zdanie? Ja też z początku byłam uprzedzona do pewnej osoby z rodziny narzeczonego, dopóki z nią nie spędziłam trochę czasu i nie poznałam jej:) 12 Odpowiedź przez Teo 2012-03-16 21:02:52 Teo Gość Netkobiet Odp: Mąż wybrał rodzinę Ja jednak romansik wyczuwam... Bo gdyby to była tylko przyjaźń to by o tym powiedział, nie złościłby się i na zarzuty odparłby, że lubi z nią rozmawiać, mają wspólne zainteresowania itp, a że pracuje w domu chce się z niego wyrwać. Natomiast reakcja agresją w sumie zupełnie bezpodstawną wiele i nie mieszka "u niego" tylko mieszkasz u siebie. Jesteście małżeństwem od 12 lat, a ty mieszkasz u niego?! Nie wiem kobity co z Wami się dzieje... 13 Odpowiedź przez Bardolka 2012-03-16 21:54:56 Bardolka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-23 Posty: 1,394 Wiek: 29 Odp: Mąż wybrał rodzinę Kurcze przykro mi to mówić, ale sama się tak załatwiłaś - dlaczego pozwoliłaś mężowi na labę od wychowania dzieci? Jak urodziłaś pierwsze i drugie to gdzie on wtedy był? Też mam w swoim najbliższym otoczeniu taką parę i aż mnie krew na to zalewa, ale nie będę przecież wtrącać się w ich układ. są pewne różnice, bo ona bezrobotna, zahukana, ale tak samo dwoje dzieci i w kółko ganianie wkoło nich, gotowanie, robota, a on gwiazdka w pracy, w domu tylko komputer, garaż, techniczne zabaweczki (wiertarki, kompresory, dyski do kompa), ja odnoszę wrażenie, że oni nie mają ze sobą nic wspólnego ... Gdy Ty i Ja, cały świat jest dla nas ... 14 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-16 23:23:24 zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęKiedyś stosunki z tą bratową układały się porawnie często się widywałyśmy miałyśmy wspólne tematy i problemy. Po jakimś czasie jej status materialny znacznie się poprawił i zaczełam żle się czuć w towarzystwie osoby wszystko wiedzącej będącej specjalistką od wychowania dzieci o na ma jedno jak aniołka z którym nie miała żadnych problemów wychowawczych a ja mam trójkę. Służyła dobrą radą " ja to bym". Wiem że to po części moja wina ale na początku małżeństwa wspólnie jeżdziliśmy w te odwiedziny póżniej ja sama odstawałam. Nawet gdyby tak dobrze się z nią gadło to nie powód do codziennych odwiedzin dla mnie to jest chore. Dzień w dzień do kogo by nie jeździł to chyba normalne nie jest. Teraz nie potrafię sobie z tym poradzić drażni mnie to. Skoro woli ją niż mnie to niech się zdecyduje. 15 Odpowiedź przez Azahiel 2012-03-16 23:40:13 Azahiel Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-08 Posty: 197 Wiek: ponoć już XXI Odp: Mąż wybrał rodzinę Witaj Równiez niestety wietrze romansidło, ale jak napisała Tendre77 spróbuj porozmawiać o swoich obawach sama z jego bratem. Dowiedzieć się czy w tych żartach to jest ziarno prawdy, może On też się martwi i to jest jego sposób na poruszenie tej się dowiedziećmalaOna nie zgodzę się że autorka postu jest winna, facet tez po mimo że pracuje ciężko powinien poświęcić czas zonie, a tym bardziej dzieciom, powinien, wiedzieć że rodzina to obowiązki dwojga a nie tylko jednej strony. MIŁOŚĆ TO NIE GESTY MIŁOŚĆ TO NIE SŁOWA MIŁOŚĆ TO KWIAT KTÓRY NALEŻY PIELĘGNOWAĆ gg 1273483 Cztery słowa a tak bolą : JUŻ CIĘ NIE KOCHAM 16 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-17 11:32:42 Ostatnio edytowany przez zawiedziona76 (2012-03-17 11:38:28) zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinętrudno to wszystko ogarnąć i zrozumieć chciałabym byśmy byli szczęśliwi tak jak kiedyś szczególnie ze względu na dzieci. Z drugiej strony nie wiele nas łączy nie mamy wspólnych zainteresowań i każde z nas ma własnych znajomych swoją pracę więc nie wiem jakie racje bytu ma ten związek? Z seksem też jest tak sobie nawet jak rozmawiamy to raz na 10 dni a jak nie rozmawiamy to..... Co robić? Czy warto to ciągnąć? Na samą myśl dla niego ktoś inny jest ważniejszy nie chce mi się do niego zbliżać nie potrafię mu zaufać czuję że stoi między nami mur, który coraz bardziej wzrasta poprzez nieszczerość z jego strony. Ja chciałabym szczerze rozmawiać a mój mąż uważa że to takie babskie i głupie potrafi gadać do problemach innych ale swoje zamiata pod dywan. Dla mnie małżeństwo oparte jest na bezgranicznym zaufaniu i uczciwości. Być może wszystko przeze mnie bo za bardzo kochałam próbowałam mu dogodzić na każdym polu myślałam że to oczywiste że jak się kogoś kocha to sprawia się mu przyjemność chce się by czuł się dobrze. A to wychodzi mi bokiem należy ich traktować chyba inaczej a ja się w tym pogubiłam. 17 Odpowiedź przez Vman 2012-03-17 23:49:06 Vman Net-Facet Nieaktywny Zawód: Student Zarejestrowany: 2012-03-05 Posty: 249 Wiek: 22 Odp: Mąż wybrał rodzinęEhh przedstawiłaś swoje subiektywne zdanie na ten temat, do obiektywizmu można dojść szukając przyczyn i logicznych związków ze strony męża. Śmieszą mnie te odpowiedzi typu 'ojj mąż jak widać postawił na swoim, już wybrał, musi mieć romans'. Dziwią się że mąż czuje się uwięziony w domu i potrzebuje kontaktu, a te same osoby w tematach kobiet 'kur domowych' doskonale rozumieją ich sytuację... Hipokryzja jest tym co rozbija związki, obiektywizm i bycie fair tym co je trzyma w kupie. Przeanalizujmy sytuację męża. Żona wychodzi do pracy, nie ma jej, on zostaje z dziećmi i nianią przy czym wychodzi do rodziny, żona wraca z pracy i zajmuje się dziećmi. (jeśli dobrze zrozumiałem). Mąż pracuje w domu, prowadzi interesy, jest więc człowiekiem z cechami charakteru biznesmena, 'biznesowanie' sprawia mu przyjemność. Tak się stało, że 200m od jego miejsca zamieszkania, gdzie mieszka jego rodzina najbliższa jest pewna bizneswoman z którą świetnie może się dogadać. Człowiek, który pracuje w domu, czuje silną potrzebę kontaktu ze światem, nie chodzi do pracy więc osoby z którymi się kontaktuje niejako wybiera sam, bo na nikogo skazany nie jest. Jego żona już od jakiegoś czasu unika spotkań z rodziną, którą on uważa za własną, żona teraz zabrania mu kontaktu z rodziną stawiając sprawę na ostrzu noża, żona w tym momencie dla niego postradała zmysły, do tego ma obsesję na punkcie bratowej, która ma podobne zainteresowania jak mąż i świetnie się z nim dogaduje. Do tego wspomniałaś, że mąż nigdzie Cię nie zabiera, a zapytany dlaczego, odpowiada, że przecież jeździć nie chcesz. (dlaczego? niech poda powód, musi jakiś mieć aby się wybronił) może kiedyś nie chciałaś gdzieś jechać, bądź też narzekałaś na wyjeździe. Do tego tak, stężenie PEA, noradrenaliny, dopaminy jest już praktycznie zerowe w waszym związku z uwagi na staż, zastąpione oksytocyną odpowiadającą za przywiązanie, która wydziela się gdy spędza się razem czas, a tego u was brakowało. Podczas konfliktów natomiast narasta 'alergia' na człowieka z którym długo się już żyje, ktoś obcy który zrobi coś pierwszy raz nie jest irytujący, robiąc to 20sty raz denerwuje strasznie, do tego później, nie robiąc nic szczególnego, ma wyrobioną opinię na swój temat i jest atakowany właściwie za przeszłość. Macie inne zainteresowania, nie pełnicie już związku ale rolę Państwa X, z mercedesem, psem i trójką dzieci. Do tego mąż, ktory nie chce rozmawiać na takie 'babskie' tematy, musi mieć w sobie pewną dumę, która mu na to niepozwala, jest ok jak jest, on ma swoje potrzeby, a Ty tego nie akceptujesz, on woli odciąć Cię od tego, abyś już nic nie mówila, a na każdy atak odpowiada atakiem, jeśli odpowiada emocjonalnie to znaczy, że on rozumie tę sprawę inaczej niż Ty, ma inny punkt widzenia. Gdyby widział to co Ty, ale by oszukiwał, mówiłby swoje, uspokajał, ale nigdy nie denerwował się, irytujące są nielogiczne (dla nas) poglądy wycelowane w coś ważnego dla nas. To że ogląda telewizję i korzysta z internetu to przy pracy w domu nic specjalnego, Ty nie masz na to czasu, więc wydaje Ci sie to bardzo marnotrawne i dziwne. Nie jest dziwne to, że on wychodzi gdy tego nie widzisz, skoro Cię to denerwuje. Potrzeba wam wzajemnego zrozumienia i całkowitej restrukturyzacji związku. Separacja nic nie naprawia... Separacja ma kopa, gdy hormony buzują, gdy narkotyczny głod drugiej osoby zmusza do skruchy i powrotu. Śmieszą mnie też pomysły o nakrywaniu męża z bratową w domu brata i teściowej, no to jest pocisk Wejdziesz i jak w teledysku disco polo zobaczysz ubrania rzucone pod sypialnią i ich w objęciach. Jedyny problem jaki mógłby zaistnieć, to zbytnie oddalenie się od Ciebie i przybliżenie do bratowej skutkujący w relacji partnerskiej, jednak jak mowiłas jest na to zbyt leniwy, są też inne powody, aby mąż zachowywał się tak jak się zachowuje. Dla mnie ta opcja odpada, natomiast to że mąż lepiej sie dogaduje z bratową niż z Tobą to chyba już zaistniało. Dla spokoju możesz pomówić ze szwagrem, ale bez nerwów, spokojnie, on napomknie coś bratu gdy uzna to za zasadne, nikt nie chce rozpadu...Nie rozumiem dlaczego unikałaś jego rodziny, dlaczego 'jakoś się oddzieliłaś', przecież to w tej kwestii Twoja wina, że on chodzi tam sam. Uczucia mogłyby wszystko naprawić, jednak w tej sytuacji, po prostu biologicznie, są na to minimalne szanse, a jeśli będziesz go atakowac za coś, czego on sam nie zauważy i nie uzna za słuszne, to oddalisz siebie od niego. Nie walcz też z bratową, dąż do prawidłowej relacji inaczej nic z tego nie wyjdzie. Cóż mogę polecić, jakieś zmiany w nastawieniu, zamiast ataku wyrażenie swoich obaw, zaufanie, zacieśnienie relacji z jego rodziną, może jakaś terapia jako że wspólnego spożycia MDMA mi nie przystoi polecać, pozostaje tylko wyeliminowanie powodów, zapomnienie błędów i nadzieja na lepsze jutro. Pozdrawiam. 18 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-18 00:45:26 zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęDzięki za analizę naszej relacji jest całkiem trafiona. Zaczęłam się oddalać lub zaczęto mnie odsuwać gdyż oni mają ten sam biznes a ja pracę na etacie. Pojawiły się dzieci i wyjście z dziećmi było już kłopotliwe,(jedno poważnie choruje) a ja przebywając wciąż z nimi sfrustrowana i tak popłynęło, a teraz powoli tonę z tym problemem jak z kamieniem na dno. Źle się czuję w tym środowisku gdzie wartość człowieka postrzegana jest przez liczbę zer na koncie. Trafiłeś w sedno z tymi mercedesami. 19 Odpowiedź przez Vman 2012-03-18 02:31:21 Vman Net-Facet Nieaktywny Zawód: Student Zarejestrowany: 2012-03-05 Posty: 249 Wiek: 22 Odp: Mąż wybrał rodzinęWprawdzie nie mogę się wtrącać, ani wyznaczać nikomu priorytetów, ale w tym obrazku, jeśli chodzi o Twoją stronę, nie pasują wg mnie dwie kwestie. Jeśli pieniądze nie są problemem, a mąż jest biznesmenem dlaczego pracujesz na etacie, znam kilka małżeństw biznesowych, ale są to bardziej biznesmen i pani żona biznesmena, a nie biznesmen i nauczycielka. Bardziej żona jest uzupełnieniem takiego męża, zajmuje się dziećmi, jest przy tym damą itd. Druga sprawa, nie zauważyłem żadnych specjalnych konfliktow z rodziną, więc nie wiem dlaczego jest takie odcięcie, czujesz się tam niedoceniona, ale nie utarło się żeby zarówno mężczyzna jak i kobieta musieli oboje robić grubą kasę, więc dla mnie wartość byłaby wyznaczana czymś innym niż pensją w takiej sytuacji. Nie wiem jak do tego nastawiony jest mąż, no ale tkwienie w takiej sytuacji jak jest teraz poprawy nie zapowiada. Powodem różnicującym są miejsca pracy, spędzony czas jak i stosunek do rodziny i wyjazdów. Tym bardziej jeśli nie masz czasu na nic a mąż ten czas ma, coś powinno się zmienić. Gdzieś razem wyjść, z dziećmi, we dwoje, mieć coś wspólnego ze sobą, bo najzwyczajniej coraz mniej rzeczy Was łączy. Mąż może być też pracoholikiem lub uzależnionym od sieci, ale na to wpływu nie mamy, jedyny jaki można mieć na to wpływ to zapełnienie mu czasu Tobą, w inny sposób niż robi to teraz. Człowiek po to się dorabia, żeby miał spokój i lżej, nie po to żeby nie móc z tego bogactwa korzystać, to jak chodzić codziennie zbierać grzyby, a nie mieć czasu ich zjeść. Sam tytuł wątku wskazuje, że głownym powodem, który Cię trapi jest to że mąż zwyczajnie woli iść do rodziny zamiast zostać z Tobą, jak mówiłem on tez potrzebuje wyjścia, a jeśli w rodzinie czuje się dobrze i w koncu jest to jego rodzina to musisz to zaakceptowac i się dołączyć, taka sytuacja jest nienaturalna, a jeśli mąż sądzi, że to Ty jesteś ogniskiem tej sytuacji, wybierze rodzinę, bo Ciebie rozumiał nie będzie, do tego stawiasz się na przegranej pozycji każąc mu wybierać. Mąż jak mniemam do żadnej rozmowy z analizą nie przystąpi, należy więc zmienić kwestie za ktore jest się odpowiedzialnym jak również żądać naprawy błędów, jeśli takie zostaną popełnione, ale mąż będzie musiał najpierw dobrze zrozumieć Twój punkt widzenia zanim zaczniesz go atakować, inaczej będzie jak ze ścianą, oczywiście Ty też musisz zrozumieć punkt widzenia męża, aby ważnych dla niego rzeczy, które mocno Tobie nie przeszkadzają, dla spokoju po prostu nie ruszać. Pozdrawiam. 20 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-18 10:05:19 zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęJeżeli chodzi o pracocholizm to źle trafiłeś. Nie jest to człowiek który lubi się poświęcać. Chce coś mieć ale jak najmniejszym kosztem. Niestety przekłada się to również na rodzinę. Chciał mieć dzieci i bardzo się z nich cieszył ale jeżeli chodzi o zaangażowanie to już gorzej. Wychodzi z założenia że jak jedno siedzi i po co drugie ma czas marnować jak może odpoczywać. Jeżeli chodzi o pracę to nie chcę z niej zrezygnować ponieważ daje mi to niezależność nie tylko finansową. Gdybym nie pracowała musiałabym go prosić o kaszdy grosz. Z bratową kiedyś byłyśmy blisko miała też problemy z posiadaniem dziecka i my też z tym problemem się zetknęliśmy dlatego wcześniej często razem rozmawiałyśmy a potem ja rodziłam dzieci dużo czasu spędzałam w domu ona w tym czasie stała się bisneswomen. Byłyśmy kiedyś na wspólnych zakupach, było to w czasie urlopu macierzyńskiego ja przygnębiona siedzeniem w domu a ona po zakupach mówi że najlepiej to na zakupy jeździ jej się samej. Głupio mi się zrobiło i więcej już nie chcę jechać. Obserwując zachowanie naszych dzieci często słyszałam ja tobym nie pozwoliła na takie zachowanie a dziecko to powinno...i takie inne rady. A akurat na ten temat nie powinna się wymądrzać ponieważ ma jedno dziecko z kórym nie ma żadnych problemów ani zdrowotnych ani wychowawczych. Na mężu takie uwagi nie robią wrażenia może dlatego że padają z ust jego rodziny a mnie to drażni. Ja też wiem jakie dziecko powinno być ale inaczej wychowuje się dziecko samo a inaczej w grupie. Moje dzieci nie odbiegają od jestem typowym rakiem uzbrajam się w pancerz i się wycofuję. Nie wiem czy potrafię tak wszystko zapomnieć mężowi i udawać że jest ok. Wiele razy w słowach męż wyczuwałam nieszczerość lub na nie które tematy nie mówił mi nic, a potem mówił przecież ci mówiłem. Dlatego trudno mi zawierzyć mu i zaufać. Narazie milczymy dlatego weeked jest najtrudniejszy. Dziś jadę z dziećmi do mamy niech odpocznie ode mnie i jedzie do rodzinny jak tak mocno się kochają. Dla mnie codzienne wizyty do kogo by nie jeździł nie są normalne. Mówi mi że jeździ toi brata bo to rodzina szkoda że tak często nie odwiedza swoich dwóch ja mam inne spojrzenie na małżeństwo ponieważ dzieli nas 12 lat ja jestem za partnerstwem a mąż ma mniemanie że skoro zarabia na życie i mnie nie bije nie pije to jest super mężem. Niestety przebywanie w domu w dziećmi non stop to wysiłek nie tylko fizyczny ale i psychiczny. Wcześniej też myślałąm co ona robi tylko siedzi w domu jak bardzo się myliłam. 21 Odpowiedź przez Vman 2012-03-18 16:35:27 Vman Net-Facet Nieaktywny Zawód: Student Zarejestrowany: 2012-03-05 Posty: 249 Wiek: 22 Odp: Mąż wybrał rodzinęDla mnie, jeśli to jest jego dom rodzinny, brat, mama to jest to drugi dom, szczególnie jeśli nie chodzi do pracy i dzieli go tylko 200m od domu brata. Ty masz konflikt z jego rodziną, z pracy zrezygnowac nie chcesz, zapomnieć też nie wiesz czy potrafisz, jeśli mąż też ma podobne podejście to raczej nic z tego nie będzie. Co do wymądrzania się nt. wychowania, dla mnie jeśli ktoś nie ma problemów wychowawczych to oprócz otoczenia dziecka, ma też chyba odpowiedni wpływ na dziecko skoro te problemy nie występują. Tutaj potrzeba poświęcić coś aby coś odratować i trzeba chcieć, jesli nie będzie porozumienia w tym z czego trzeba będzie zrezygnować aby spór zażegnać a chęci będą, można iść na jakąś terapie małżeńską. Nikt nikomu nie pomoże jeśli ten ktos sam czegoś nie zrobi ze swoim życiem. Pozdrawiam. 22 Odpowiedź przez zawiedziona76 2012-03-18 20:52:12 zawiedziona76 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-12 Posty: 14 Odp: Mąż wybrał rodzinęMyślę że mając swoje lata to nawet mamy nie odwiedza się codziennie chyba że jest taka konieczność (choroba). Przecież ma kolegów, siostry których też mógłby od czasu do czasu odwiedzić. Nie wiem co ja mam poświęcić, wydaje mi się że ja jestem skłonna do rozmowy ale do tego trzeba dwojga. Pozwolić mu latać i udawać że mi się podoba. Między mną a jego rodziną nie ma wielkiego konfliktu. Teściowa odwiedza mnie codziennie a z nim nie rozmawia więc nie jest tak źle. Ja mam takie odczucie że oni rozmawiają o tak ważnych i mądrych sprawach że ja jestem za głupia żeby to zrozumieć. Może nie chcą żebym ja słuchała i oczymś się dowiedziała. Jego brat też nas odwiedza od czasu do czasu, ale przychodzi jak mąż jest. Dzięki za jakiekolwiek wskazówki które dla obserwatora wyglądają inaczej- działą to trochę jak terapia. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
W dniu, w którym mój syn się ożenił, znałam moją synową zaledwie od około 2 tygodni. Szczerze mówiąc, nie za bardzo mi się podobała.Wyzywający makijaż, sukienka, ewidentnie powiększone usta - wszystko to sugerowało, że dziewczyna nie lubi pracować. Poznałam jej rodziców, gdy byliśmy wszyscy pod Urzędem Stanu Cywilnego.Przeprowadziliśmy się z mężem do miasta tuż
Witaj Gwiazdko, doskonale rozumiem Twój stan ducha. Mój mąż też miał nieodciętą pępowinę. Na początku wydawało mi się ze problem są teściowie którzy uzależnili go od siebie pieniędzmi, autem na każde zawołanie, wygodnym życiem. Ale po latach z nim zdałam sobie sprawę, ze to w nim jest problem, bo gdyby miał zdrowy stosunek do pewnych praw wytłumaczyłby swoim rodzicom, ze on chce założyć swoja rodzinę, ze będzie im pomagał kiedy będzie to potrzebne, odwiedzał, ale musi żyć własnym życiem. Nie mieliśmy dzieci z jednej strony dobrze, ale z drugiej żałuję może dziecko otworzyłoby mu oczy i zrozumiałby o co w życiu chodzi. Ale nie udało się, czasami miałam wrażenie ze on nie chce mieć dziecka bo to wiązałaby sie z wzięciem odpowiedzialności za swoja rodzine, moze czułby ze musi trochę odpuścić. Ja z kolei bałam się ze zostanę sama z dzieckiem, ze on dalej nie będzie mnie zauważał, ze będą wychowywać dziecko na swój strój, obsypywać kasa, a moi rodzice zostaną potraktowani jak intruzy. Zresztą dziecko potrzebuje spokoju, a nie walczących mąż tez wolał spędzać czas ze swoimi rodzicami, rodzeństwem a nie ze mną, ja byłam dodatkiem, bo mężczyzna musi mieć żonę, a w małym środowisku..przecież coby ludzie powiedzieli, ze trzydziestokilkuletni facet bez żony i mieszka z rodzicami. Przez 4 lata byliśmy na wyjazdach we dwójkę 2 razy. Zawsze jeździliśmy z teściami lub z jego siostrami, czułam się na tych wyjazdach jak piąte koło u wozu. Cały czas byłam sama, na ostatnim wyjeździe w górach jak wracaliśmy ze stoku, to mój mąż miał problem zeby wysiedzieć ze mną w pokoju, odrazu biegł do pokoju rodziców. Na stoku ciągle patrzył jak idzie jego siostrze, pobiegł wykupić lekcje z trenerem dla siostrzenicy, uczuł swojego ojca jeździć na nartach, a ja sama. Kiedyś zwróciłam mu uwagę , co tylko pogarszało sytuacje bo odkażał mnie wtedy ze wszystkiego mu zazdroszczę, ze wymyślam, ze jestem przewrażliwiona, albo że zabraniam mu kontaktów z rodziną. Mieszkał z rodzicami, schodził do nich kilka razy dziennie, w każdej chwili jest do ich dyspozycji, ja nie migałam się bardzo od odwiedzin u nich, wszystko w granicach zdrowego rozsądku, każde imieniny urodziny, święta obiadki niedzielne, kawki, herbatki. Rodzeństwo przyjeżdżało co tydzień lub dwa, a jemu wciąż mało. Ja się ciągle czepiam, a jak ja chciałam pojechać do swoich rodziców to była za każdym razem mniejsza lub większa wojna, zawsze! twierdził, ze nie zarobie na paliwo, ze moi rodzice to nie przyjadą bo są wyliczeni, ze powinnam co trzy miesiące umawiać się z rodzeństwem i pojechać jak będą wszyscy. Było wiele takich sytuacji, w których mnie niszczył obrażał, nie czuł, ze mnie krzywdzi swoimi słowami, ze próbował zrozumieć, jak on czułby sie gdybyśmy mieszkali u moich rodziców, jak często on chciałby jeździć. Wydawało mi się ze gdybyśmy się wyprowadzili, może to by jakoś minęło, ale z postów w tym wątku, wynika ze mieszkanie oddzielnie nic nie zmieniło. Moze wtedy byłby jeszcze bardziej stęskniony za rodzina i jeszcze bardziej za nimi tęsknił. Wstydzę się tego, mam takie dziwne uczucie, taki ból, ze nie zasługiwałam na miłość mojego męża, mimo tego że dużo dla niego robiłam, zmieniał kilkukrotnie prace, zeby być bliżej, nigdy nie kazałam mu wybierać miedzy rodzina a mną bo uważałam ze to tez byłaby chora sytuacja. chciałam zeby było normalnie, zeby on mnie nie niszczył tylko dlatego ze kolejny weekend z rzędu nie mam ochoty spędzić z teściami czy jego rodzeństwem. Chciałam zeby mnie kochał i czasami odpuścił, przeprosił, powiedział rozumiem. Tłumaczyłam, ze jeśli mamy żyć tak rodzinnie to ja też mam rodzinę. Ale on zawsze znalazł jakąś głupią wymówkę, ze on źle się czuje w towarzystwie mojej siostry, bo ona go obgaduje, nic nie pomogły zapewnienia,ze tak nie jest. Ciągle wszyscy go obgadywali, do znajomych tez przestaliśmy jeździć, bo im tez nie można było ufać. TYLKo mam i tata są ok. Kiedyś powiedział, ze mnie zniszczy jeśli się dowie, ze coś powiedziałam na jego rodzinę. A ja bałam się z kimkolwiek rozmawiać, zeby tylko ktoś nie powiedział komuś ... a on odrazu oskarżyłby mnie. Nawet jeśli powiedziałabym komuś , ze chcę nap. się wyprowadzić bo najlepiej być na swoim. TO CO W TYM TAKIEGO OBRAŹLIWEGO I ZŁEGO???????????Wykrzykiwał, ze ja to zasypałabym go moja rodzina, ze on ma dosyć tych imprez, ze w mojej rodzinie jest tyle dzieci, za chwile będą komunie, i inne imprezy. Wszystko kasa, jak zaprosiłam rodziców na obiad krzyczał, ze on nie będzie utrzymywał mojej rodziny. A jednocześnie ja musiałam z nim chodzić do jego rodziców, bo przecież oni tacy dobrzy, dali mieszkanie, prace, nic nie płacimy... głupie to wszystko wiem, ale jak ma się taka głupotę na codzień człowiek nie wie kim jest, stoi w miejscu nie myśli o przyszłości tylko zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień. Nie wiem może ktoś odnalazłby się w tej sytuacji. dla mnie jest to takie żenujące, bo takie trudne do opowiedzenia, do wyrażenia, nienormalne. Dlatego doskonale rozumiem autorkę wątku i współczuję. Ja odeszłam od męża, zostawiłam mu wszystko co mieliśmy meble, sprzęt, samochód, który ja kupiłam przed ślubem ale on napisał umowę na siebie i zapisał na siebie, pieniądze jeszcze z prezentów, wszystko, pożyczam samochód od rodziców zeby dojechać do pracy. Mieszkam u rodziców wspierają mnie, mówią ze mam racje ze nie ma za czym płakać, ale płacze. Czasami tęsknię za tym drobnymi rzeczami, za tym ze kogoś mam, ze nie muszę się rozwodzić, szukać nowego miejsca, pracy.
Jak już wspomnieliśmy, rodziców kontrolujących swoje dorosłe dzieci, motywuje poczucie braku, ale także strach. Boją się, że życie dziecka potoczy się pełne niezależności, dojrzałości i wolności z dala od domu. Każda próba przejęcia kontroli nad własnym życiem przez dziecko jest więc interpretowana jako obraza.
Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 61 2020-01-10 10:32:58 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNigdzie nie ma ideałów 62 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:34:20 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Nigdzie nie ma ideałówCzyli innymi slowami: Nie chcialo Ci sie szukac wiec myslalas, ze kogos zmienisz awantura ? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 63 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:35:27 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda 64 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:40:37 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 65 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 10:48:24 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Gadasz głupoty takie, że głowa mała. To, że Tobie z Twoją rodziną jest źle, nie oznacza, że Twojemu facetowi nie siedzi u mamusi tylko jeździ w odwiedziny. Jest daleko, tęskni, nie ma się mu co dziwić. To nie są wyjazdy co tydzień. Ale lepiej się awanturować o pierdoły zamiast normalnie na spokojnie porozmawiać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 66 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:52:01 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:To może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 67 Odpowiedź przez Cyngli 2020-01-10 10:53:49 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachWspółczuję. Pewnie dlatego Cię tak irytują jego wyjazdy, bo sama nie masz bliskich relacji z własnymi więzią można pracować. Można ją odbudować, jeśli się chce. 68 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 11:02:16 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie?A po co Ty masz męża? Po to, żeby zajmować mu 24/7 i kontrolować co robi? Może się przerwócić przez sen z prawego boku na lewy czy też ma wtedy awanturę?Przecież on tam nie jeździ co tydzień. Przeprowadźcie się bliżej nich, to nie będzie musiał u nich nocować masz idealne rozwiązanie. Po prostu powiedz mężowi, żeby jechał sam. Nie musisz za każdym razem jechać z więzi z rodziną to plus, a nie minus. Będziesz z tych więzi nie raz korzystać jak będziecie mieć dzieci i trzeba będzie wysłać je na wakacje do dziadków. Wtedy będzie super extra i nic Ci nie będzie przeszkadzać przestań tu się rzucać i wbijać w niepotrzebny sarkazm. Twój mąż nie robi nic złego. Nawet gdyby powiedział Ci oficjalnie, że każdy pierwszy weekend w miesiącu spędza u rodziców, to dalej nie byłoby nic złego. Ty masz trzy inne weekendy, które możesz z nim spędzać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 69 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 11:10:02 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pozostałe trzy weekendy w miesiącu pewnie robi mu jazdy za wszystko. Ty się ciesz. Ciesz sie, bo mimo twojego paskudnego charakteru on jednak dalej z Tobą kolejny dowód na to, że jednak Cię kocha i dalej jeszcze jesteś dla niego jeszcze. 70 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 11:25:37 Ostatnio edytowany przez Monia12345 (2020-01-10 14:24:34) Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościSerdecznie dziękuję za wszystkie opinie i porady. I czas poswiecony na pewnością z taką wiedzą i doswiadczeniem powinien pan zostać psychologiem i pomagać innym :-D :-D :-D 71 Odpowiedź przez czekoladazfigami 2020-01-10 11:55:31 czekoladazfigami Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-10-30 Posty: 1,779 Wiek: odpowiedni Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie każdy ma patologiczne relacje ze swoją rodziną. Niektórzy po prostu lubią spędzać ze sobą czas. Jak ty nie lubisz siedź w domu. Zdejmij z siebie płaszczŁadnie, proszę CięChce zobaczyć całą gamę złości w kościI chcę poczuć z Tobą tlen 72 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-10 12:07:04 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-10 12:09:01) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pokręcona Owieczka napisał/a:SaraS napisał/a:Owieczko, jasne, ładnie, że mąż ma więź z rodzicami, ale czy relacja z żoną nie powinna być ważniejsza dla niego? Czy skoro są już po ślubie, to ich wspólny czas to siedzenie w domu, znaczy - proza życia, a wyjazdy, Sylwestry itd. mąż może sobie zostawić dla rodziców i żona niech nie marudzi, bo on więzi rodzinne pielęgnuje?Wydaje mi się, że silniejsze ma więzi z rodziną niż z żoną, z którą jest 0d 5 miesięcy, i która od zawsze robiła mu awantury. Zresztą, Autorka awanturami odnosi odwrotny skutek. Chciałabyś spędzać czas z kimś, kto ma wieczne pretensje? Ja no tak też być może, ale w takim wypadku nie miałabym nic do powiedzenia - bo wg mnie nie bierze się ślubu z kimś, z kim więź ma się słabszą niż z tą rodziną na przykład. Tzn. ja bym nie brała, jeśli wiedziałabym, że dla partnera rodzice są ważniejsi, ani jeśli to dla mnie ktokolwiek byłby ważniejszy. Natomiast, cóż, jeśli mężowi autorki wystarczyło, że autorka jest tuż tuż za rodzicami, to teraz oboje - niestety - ponoszą tego konsekwencje. A o awanturach pisałam już wcześniej - oczywiście, że to źle, że autorka próbuje coś zmienić w ten sposób. Ale źle z zasady, bo awantury to kiepska metoda na cokolwiek, a nie źle, bo autorka nie ma powodu do niezadowolenia. Moim zdaniem ma. MagdaLena1111 napisał/a:A czy jakość/ważność relacji jest wprost proporcjonalna do ilości wyjazdów albo ilości wspólnie spędzanego czasu?Nie, nie zawsze, zależy od tego, czym takie spędzanie czasu jest spowodowane. Natomiast w tym przypadku znamienne jest to, że mąż autorki tak dzieli swój czas, bo tak po prostu chce. I o ile nie są milionerami i muszą poświęcać również sporo czasu na pracę, to zgaduję, że jeśli mąż machnie takie trzy rundki do rodziców (przypomnę, 8 h jazdy w dwie strony + czas spędzony u rodziców) w ciągu dwóch tygodni, to nie wydaje mi się, żeby dla partnerki wiele zostało. Tzn. oczywiście zostaje, ale głównie takie zwyczajne życie. Dlatego ją rozumiem - nie zachwycałoby mnie, gdyby partner spędzał ze mną nawet większość czasu, ale ta większość byłaby "prozą życia" - obowiązkami domowymi, spaniem, może pracą, generalnie siedzeniem w domu, a różne okazje z większą ilością wolnego czasu były przeznaczane na i abstrahując od tego, co ja bym chciała czy nie chciała , to tak ogólnie uważam, że sytuacja, w której mąż zamiast myśleć o, powiedzmy, rozrywce/czymś interesującym z żoną, w pierwszej kolejności bierze pod uwagę rodziców, jest dość niepokojąca, jeśli chodzi o związek, bo raczej jasno pokazuje priorytety męża. 73 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 16:40:10 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca teze 74 Odpowiedź przez Olinka 2020-01-10 18:48:01 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,381 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Będę uparta i powtórzę swoje pytania:Kiedy macie wolny czas i jesteście razem, to co wtedy robicie? Jaka jest jakość tego wspólnie spędzanego czasu? Jeśli mąż ma wolny weekend albo kilka dni urlopu, to zdarza się z jego strony propozycja spędzenia tego czasu tylko we dwoje czy od razu oznajmia, że chce pojechać do rodziców, ewentualnie szuka pretekstu, by się do nich wyrwać? Jeśli odpowiedziałaś poprzednikom, to przepraszam, ale... ile w końcu jest tych wizyt w ciągu miesiąca, tak średnio? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 75 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-11 22:51:11 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-11 22:51:54) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości ja86 napisał/a:Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca tezeNie, dzień nie, natomiast zrozumiałam, że tych dni jest więcej (jedyny podany przez autorkę konkret to trzy razy w ciągu dwóch tygodni; nawet biorąc pod uwagę święta, to dość dużo + jeszcze chęć na Sylwestra z rodzicami). Poza tym to nawet nie chodzi o ilość samą w sobie - raczej o proporcje między spędzaniem czasu z rodzicami a spędzaniem go z autorką. Jeżeli do takiej liczby wyjazdów dodać pracę, obowiązki i zwykłe "życiowe" czynności, to, jak sądzę, dla autorki wiele nie zostaje. 76 Odpowiedź przez katarine93 2020-01-14 23:09:21 katarine93 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-02-17 Posty: 166 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNo cóż, checkpoint "żona" odhaczony, kiedyś tam może zacznie się liczyć z Twoim zdaniem jak szczęście dopisze. 77 Odpowiedź przez dexx 2020-01-16 06:09:30 dexx Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-08-27 Posty: 72 Wiek: 47 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościJak dla mnie jeździ za często - no i sylwester z rodzicami??? Ja mam prawie 50 lat i nigdy nie wpadłem na taki pomysł. W jakiś sposób "nie odciął pępowiny".Wcale mnie nie dziwi, że masz z tym problem. Czas i pieniądze (koszty) mógłby poświęcić na coś wspólnego dla was. 78 Odpowiedź przez Mendre 2020-03-12 08:48:47 Mendre Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-11-28 Posty: 149 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie przejmuj się. Na tym forum to zawsze trzeba stosować kompromisy i miłe rozmówki, tylko ten kompromis to za każdym razem polega na tym, że żona ma się do maminsynka dopasować. Bo i większość osób tu to teściowe albo kobiety, które same nie odcięły pępowiny albo wręcz mieszkają z teściami. Na szczęście młodsze pokolenie już jest wychowywane inaczej niż pod szyldem "zrobiliśmy sobie dziecko żeby się nami zajmowało i umilało nam czas jak dorośnie". I tak wg. mnie Twój mąż za często tam jeździ. Są telefony, można zadzwonić. A już proponowanie sylwestra z teściami jest po prostu bardzo słabe i świadczy tylko o tym, że nie wyszedł jeszcze z tamtej rodziny. Bo wbrew pozorom celem młodych ludzi jest wyjście z rodziny i założenie swojej własnej i skupienie się na niej w 100%. Nie jakieś "żonę można zmienić" - w przyrodzie tak to nie działa i u nas też nie powinno. To kolejny wymysł ludzi wychowanych właśnie w duchu posłuszeństwa i trzymania dziecka niejako na smyczy, żeby tylko nie zapomniało się tymi rodzicami zająć. Co możesz zrobić to po prostu wyczuć dlaczego właściwie on tam jeździ. Czy tak uwielbia ich towarzystwo czy może jednak jest w tym odrobina "rodzice są starzy i biedni, muszę im okazać wdzięczność". Bo to właśnie jest jeden z największych problemów maminsynków - ta wmawiana od dziecka, przymusowa wdzięczność. Wtedy trzeba wytłumaczyć, że sam się na świat nie pchał i rodzice samodzielnie podjęli decyzję o posiadaniu dziecka. Tym samym też musieli wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i je dobrze wychować - żadnej wielkiej łaski tu nie ma i nie ma za co czuć wdzięczności aż takiej, żeby w dorosłym życiu ciągle być emocjonalnie związanym z rodzicami. A potem poszukaj artykułów i źródeł naukowych na ten temat i mu pokaż. Ja takie poznajdowałam i okazało się, że u mojego męża prawie słowo w słowo wszystko pasowało, od samego dzieciństwa. I taki argument do niego w końcu przemówił - zyskał o wiele większą świadomość swojego życia i jakie mechanizmy nim rządzą. I teraz jest w stanie podejmować decyzje biorąc poprawkę na to, że pewne rzeczy zostały mu wpojone po prostu dla wygody mamusi. 79 Odpowiedź przez ja86 2020-03-12 09:39:58 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościIstnieje też taka opcja, że miał dosyć swojej małżonki i jej zachowania w domu, że wolał jeździć gdziekolwiek, np do mamusi. Warto o tym pomyśleć i coś zmienić 80 Odpowiedź przez Izzie_Stevens 2020-03-12 13:21:56 Izzie_Stevens Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-02-02 Posty: 714 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Przeczytałam część tylko waszych postów i zdumiewa mnie jacy jesteście dziwni. Nie będę tutaj nikogo cytować, podawać pseudonimów bo nie chcę hejtować. Po pierwsze to że mąż autorki chce jeździć do rodziców to nie widzę w tym nic złego, szczególnie że nie jesteście w małżeństwie nawet pół roku. Moje pytanie jest do autorki czy wcześniej mieszkaliście razem, przed ślubem?Co złego jest w tym że ktoś chce spędzić sylwestra z rodziną? No normalnie żal mi tej osoby co to napisała, współczuję bliskiej więzi z partner, teraz mąż, mieszkał ode mnie ok 60km. Z pewnych przyczyn zamieszkaliśmy razem szybciej niż planowaliośmy, zamieszkaliśmy w moim mieście. Mój wtedy jeszcze partner czuł potrzebę przez jakiś czas jeżdżenia co weekend do rodziców, nie widziałam w tym nic złego. Nie mogłam jeździć z nim bo akurat miałam swoje zobowiązania. Z teściami zawsze miałam dobry kontakt więc to rozumieli. Później zdarzało się, rzadko , że mój partner jeździł do bliskich sam raz na miesiąć. Teraz kiedy jesteśmy po ślubie zawsze jeździmy razem, raz częściej, raz rzadziej. Ostatni sylwester akurat spędziliśmy z moimi teściami, są w porządku i nie widzę w tym nic złego. Często spędzamy wszelskiego rodzaju imprezy z różnymi członkami rodzin, spędzamy też ze znajomymi. Napiszcie czemu sytuacja jaką ja opisałam jest traktowana przez niektórych tutaj jak rodzaj jakieś "patologi"... ?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ? Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Maryla Rodowicz i Andrzej Dużyński nadal nie otrzymali rozwodu. Potyczki między byłymi partnerami ciągną się od 2016 roku. Po dawnej miłości ani śladu, a zostały jedynie wzajemne oskarżenia. Mąż Rodowicz miał przejść samego siebie w ostatnich dniach!
fot. Adobe Stock, New Africa Nie chcę żyć na niczyjej łasce. Tylko jak iść do pracy, mając dziecko przy piersi? To niemożliwe! Kiedyś prababcia opowiadała mi, że gdy wychodziła za mąż, ojciec musiał przekazać jej solidny posag. Inaczej ślubu by nie było, bo teściowie nie daliby swojego błogosławieństwa. Dostała więc dwie pierzyny, garnki, krowę i kilka kur. No i dwa ary ziemi. Wtedy to był prawdziwy majątek. Śmiałam się z tego. Myślałam, że te czasy dawno już minęły. I że teraz rodzicom wystarczy, że młodzi się kochają. No i co? Bardzo się pomyliłam Zanim wyszłam za Maćka, mieszkałam na wsi pod Rzeszowem. Urodziłam się w dość biednej rodzinie. Jestem najstarsza, poza mną jest jeszcze czwórka rodzeństwa. Rodzice mają malutki domek i niewielkie gospodarstwo – kilka hektarów lichutkiej ziemi. Z tego, co hodują i uprawiają, nie są w stanie utrzymać rodziny. Nic więc dziwnego, że od kilku lat tata jeździ do Niemiec. Pracuje zwykle na czarno, na budowach. Czasem załapie się na kilka tygodni, czasem nawet na pół roku. Haruje od świtu do nocy, oszczędza. I przysyła pieniądze do domu. Dzięki temu mama ma na rachunki, ubrania… Jakoś wiąże koniec z końcem. Mój mąż to bardzo porządny chłopak. Pochodzi z Rzeszowa. Poznaliśmy się, gdy byłam w szkole średniej, i zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wszyscy myśleli, że to szczenięca miłość, że nam przejdzie, jednak tak się nie stało. Im dłużej byliśmy ze sobą, tym silniejsze stawało się nasze uczucie Nie planowaliśmy jednak ślubu. Najpierw chcieliśmy skończyć szkoły, znaleźć pracę, odłożyć trochę pieniędzy na start i, co najważniejsze, wynajęcie choćby kawalerki. Wiedzieliśmy, że możemy liczyć tylko na siebie. Rodzina Maćka też nie jest bogata. Wychowywała go matka, mieszkał z nią i bratem w bloku. Miał co prawda swój pokój, ale malutki. Ledwie łóżko i biurko się w nim mieściło. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Maciek zaczął pracować w warsztacie samochodowym, ja miałam obiecane miejsce w naszym wiejskim sklepiku. Jednak wtedy stało się to, co się stało. Wyjechaliśmy na majówkę w góry i… nas poniosło. Zobacz także: "Zostawiłam partnera dla aroganckiego mężczyzny i żałuję?” Top 5 romansów na lato, które przeczytasz w jeden dzień Zaszłam w ciążę. Byłam przerażona Myślałam, że Maciek mnie zostawi, ucieknie. Ale nie. Powiedział, że już kocha nasze nienarodzone maleństwo. Szybko wzięliśmy ślub. A potem pojawiło się pytanie – co dalej? Nie było wyjścia, musiałam wprowadzić się do Maćka. Uznaliśmy, że tak będzie lepiej. Raz, że w moim rodzinnym domu panowała olbrzymia ciasnota, dwa – w mieście było bliżej do szpitala, trzy – mąż pracował w Rzeszowie i od moich rodziców musiałby dojeżdżać codziennie kilkadziesiąt kilometrów. A to przecież kosztuje… Zamieszkaliśmy więc w jego malutkim pokoiku. Gdy wstawiliśmy łóżeczko i dodatkowa szafkę, ledwie można było drzwi otworzyć. Jednak nam to nie przeszkadzało. Cieszyliśmy się, że jesteśmy razem, i z niecierpliwością czekaliśmy na narodziny dziecka. Wyglądało na to, że wszystko się ułoży. Brat męża, Marek, mnie lubił, teściowa była dla mnie miła. Czułam wobec niej wdzięczność za to, że przyjęła mnie pod swój dach, starałam się więc nie wchodzić jej w drogę. Szanowałam zwyczaje panujące w jej domu i pomagałam, jak umiałam Gdy szła do pracy, gotowałam dla wszystkich, prasowałam. Tylko sprzątać i dźwigać nie mogłam, bo lekarz uprzedził, że jak się będę przemęczać, to stracę dziecko. Wydawało mi się, że to, co robię, wystarcza i ona docenia moje starania. Nieraz mówiła, że świetnie gotuję i cieszy się, że syn ma gospodarną żonę. Maciek dokładał się do czynszu, rachunków, robił zakupy. Nie byliśmy więc darmozjadami. Myślałam, że mimo ciasnoty będziemy żyć spokojnie i w miarę zgodnie. Niestety… Sielanka skończyła się, gdy przyszedł na świat Rafałek. Przez pierwsze tygodnie teściowa cieszyła się z narodzin wnuka, a potem – jakby diabeł w nią wstąpił. Nagle zaczęliśmy jej przeszkadzać. Narzekała, że przez płacz dziecka nie może spać, a Marek się uczyć, że za długo zajmuję łazienkę i kuchnię. I tylko przy synku siedzę, zamiast w domu pomagać. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje. Przecież sama urodziła dwoje dzieci i wiedziała, jak wygląda życie z maluchem. Dziś wiem, że płacz, łazienka, kuchnia były tylko pretekstem. Bo tak naprawdę chodziło jej o pieniądze. Już nie jesteśmy w stanie dokładać się jak przedtem Kiedy urodził się synek, nasza sytuacja finansowa się pogorszyła. Nie byliśmy już w stanie dawać teściowej aż tak dużych sum na utrzymanie. Czasem nie dawaliśmy nic. Oczywiście Maciek brał nadgodziny, dodatkowe fuchy, ale to i tak było za mało. Synek często chorował. Biegałam z nim od lekarza do lekarza, nawet w Centrum Zdrowia Dziecka dwa razy byłam. A wiadomo, ile takie wyprawy kosztują. Do tego leki… Oszczędzaliśmy na wszystkim, ale jedna pensja ledwie wystarczała nam na życie. Myślałam, że teściowa to rozumie… Moja mama starała się pomagać, jak mogła. Przywoziła z gospodarstwa rodziców warzywa, kurczaki, jajka, a w sezonie owoce. Wszyscy je jedliśmy. Nie przedzieliłam lodówki na pół. Mimo wszystko teściowa była coraz bardziej niezadowolona, coraz częściej się czepiała. Znosiłam to cierpliwie, zaciskałam zęby. Miałam nadzieję, że sobie pogdera i jej przejdzie. Nic z tego… Powoli zaczynałam mieć tego dość. Coraz częściej dochodziło między nami do kłótni. Maciej starał się łagodzić konflikty, rozmawiał z matką. Prosił, by odnosiła się do mnie grzeczniej. I faktycznie, przez kilka dni było dobrze, ale potem wszystko wracało do normy. Atmosfera w domu robiła się coraz gęstsza. Przez skórę czułam, że któregoś dnia dojdzie do wybuchu No i doszło. Teściowa zaziębiła się i została w domu. Właśnie przecierałam warzywa na zupkę dla Rafałka, gdy weszła do kuchni. W ręku trzymała plik rachunków. – Nie będę tego wszystkiego płacić! Albo się dokładasz, albo fora ze dwora – krzyknęła i rzuciła papiery na stół. Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Do tej pory tylko mi dogryzała, nigdy jednak nie chciała wyrzucić mnie z domu. – Przecież mama wie, że nie mam z czego. Zarabia tylko Maciek. Jak Rafałek podrośnie, pójdzie do przedszkola, wtedy znajdę pracę i będzie nam łatwiej – wykrztusiłam zdezorientowana. Łypnęła na mnie złym okiem. – No właśnie, tylko Maciek – syknęła. – Wszystko on i ja. A gdzie jest twój posag? Przyszłaś do nas goła i wesoła, z jedna torbą pełną starych ciuchów. Głupich talerzy i garnków nawet nie przywiozłaś. Korzystasz z moich jak ze swoich. Długo to znosiłam, ale mam już dość. Tatuś za granicą pracuje, kokosy zarabia, więc chyba może dołożyć się do utrzymania córeczki? Nie będę dłużej tolerować w domu darmozjada – wrzasnęła. Zrobiło mi się potwornie przykro. Aż się popłakałam. Przecież teściowa wiedziała, że rodzice nie mają pieniędzy… Zamknęłam się z dzieckiem w naszym pokoiku i czekałam na powrót męża. Przez drzwi słyszałam, jak teściowa dogaduje, że nie będzie sobie i młodszemu synowi wszystkiego od ust odejmować tylko dlatego, że jej syn ożenił się z nędzarką, której rodzice nie chcą nic dać. Dość tego, dłużej nie dam sobą poniewierać Maciek wrócił tamtego dnia późno. Był bardzo zmęczony. Opowiedziałam mu o wszystkim. Miałam nadzieję, że stanie po mojej stronie i ustawi teściową do pionu. I rzeczywiście poszedł do kuchni z nią porozmawiać, ale nie spodobało mi się to, co potem od niego usłyszałam. Wrócił z rozmowy mocno zmieszany. Westchnął i powiedział, że jego mama ma prawo się denerwować, bo jest jej ciężko, zarabia niewiele. I zamiast się obrażać, powinnam to zrozumieć. Na koniec dodał, że moi rodzice faktycznie powinni dać mi jakieś pieniądze, sprzedać kawałek pola albo coś. I on chce, żebym z nimi o tym poważnie pogadała. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Mój mąż przyznał teściowej rację! Dał mi do zrozumienia, że dla niego też jestem nic niewartą biedaczką. Ależ się wściekłam… Wykrzyczałam, że nie pozwolę się obrażać, nie potrzebuję ich łaski i sama sobie poradzę. A potem spakowałam rzeczy dziecka i pojechałam do rodziców. Od tamtej pory mieszkam na wsi. Siostry gnieżdżą się we trzy w jednym pokoju, żebym ja miała się gdzie podziać z Rafałkiem. Maciek przyjeżdża, codziennie wydzwania. Przeprasza, kaja się. Mówi, że wtedy był zmęczony i nie wszystko do niego docierało. Błaga, żebym wróciła. Rozmawiał z matką. Podobno ona nie będzie mi już robić wyrzutów, wspominać o posagu. Nie wierzę jej. Dla niej zawsze będę nikim. Dlatego, choć bardzo tęsknię za mężem, na razie zostanę w rodzinnym domu. Jak Maciek chce, może się do nas wprowadzić. JEGO teściowa przyjmie go z otwartymi ramionami. Czytaj także: „Nasz syn ma firmę budowlaną. Wstyd nam we wsi, bo wyzyskuje ludzi, zatrudnia na czarno bez umowy i ubezpieczenia”„Czułem się jak król życia. Piłem, ćpałem, zmarnowałem karierę i zniszczyłem małżeństwo. Zawiodłem też córki”„Przyjaciółka dała się omamić narcyzowi i teraz płacze mi w ramię. Uwiódł ją, a potem szybko zajął się kolejną pięknością"
Wtedy znowu do mnie dotarły słowa jednego z kolegów wnuczka wypowiedziane z ironią za moimi plecami: – Mówił, że jego stary ma nowe bmw, a jeździ tramwajem, głupek! Po co Michał kłamał? Nie mamy nowego bmw ani nawet starego. Zapytałam o to wnuka, jak tylko doszliśmy do domu. Popatrzył na mnie a potem… się rozpłakał.
fot. Adobe Stock Myślę, że z moją historią spokojnie mogę konkurować w kategorii najkrótszych małżeństw na świecie. Szczerze mówiąc, jestem wdzięczna losowi, że tak się stało. Gdy pomyślę, że mogłabym mieszkać pod jednym dachem z moim byłym mężem i nie wiedzieć, co robi... Do dziś mam mroczki przed oczami i robi mi się niedobrze. Moje małżeństwo trwało 2 miesiące, ale z Markiem poznaliśmy się kilka lat wcześniej. Na początku byliśmy dobrymi znajomymi, jednak im więcej czasu ze sobą spędzaliśmy, tym bardziej między nami iskrzyło. Trzy lata temu, niespodziewanie klęknął przede mną i zapytał, czy zostanę jego żoną. Byłam w szoku, bo parą byliśmy wtedy dopiero kilka miesięcy. Oboje jednak byliśmy dorośli, w miarę rozsądni i przede wszystkim kochaliśmy się ponad wszystko. Oczywiście, że powiedziałam „tak”. Już wcześniej czułam, że coś nie grało Na kilka miesięcy przed ślubem poczułam, że Marek zaczął dziwnie się zachowywać. Nie przykładałam do tego większej wagi, bo podobno często tak bywa — zrzuciłam to na karb stresu przed weselem i starałam się żyć, jakby nic się nie stało. Mój narzeczony często przebywał wtedy u swojej starszej siostry, Aliny. Alkę, córkę ojca Marka z poprzedniego małżeństwa, bardzo lubiłam. Dziewczyna nie miała jednak szczęścia w życiu. Zostawił ją mąż, straciła pracę i długo nie mogła znaleźć nowej. Było to dla mnie naturalne, że Marek, jej brat i mój wtedy przyszły mąż wspiera ją jak tylko może. Ba! Byłam nawet dumna, że wyjdę za takiego odpowiedzialnego, opiekuńczego i kochającego człowieka. Gdybym wtedy wiedziała, oszczędziłabym sobie wiele wylanych łez i nieprzespanych nocy... Nasz ślub był ogromny. Ja wolałam mieć małą i skromną ceremonię, ale Marek, moi teściowie i moi rodzice szybko mnie zakrzyczeli. Wśród blisko setki gości zabrakło jednak bardzo ważnej osoby — Aliny. Mój mąż był mocno niepocieszony, ale nie potrafił mi wytłumaczyć, dlaczego jego siostra postanowiła nie przyjść na ślub swojego jedynego brata. Ja pomyślałam, że pewnie jest jej przykro patrzeć na cudze szczęście, gdy sama jeszcze nie pogodziła się z rozwodem. Nie zaprzątałam sobie tym głowy. Bo dlaczego miałabym to robić w najważniejszym dniu mojego życia? Już zaraz po ślubie i mój mąż zaczął zachowywać się bardzo podejrzanie. Ukrywał telefon, miał tajemnicze rozmowy, znikał z domu na długie godziny. Nie jestem typem, który panikuje z zazdrości, ale to zachowanie, tak niepodobne do otwartego i szczerego Marka zupełnie wytrąciło mnie z równowagi. Kilka razy próbowałam podsłuchać, z kim i o czym rozmawia, gdy chowa się w łazience lub na balkonie. Udało mi się jednak usłyszeć jedynie fragmenty rozmowy, z których może nie potrafiłam wyciągnąć kontekstu, ale główny sens pozostawał ten sam. Jakieś kochanie, jakiś skarb, jakiś misiaczek... Marek mnie zdradzał. Głupia nie jestem i od razu połączyłam fakty. Mój mąż miesiącami udawał, że jeździ do swojej siostry, by ją pocieszyć, a tak naprawdę spędzał czas z jakąś obcą babą, robiąc nie wiadomo co... Za rękę jednak do tej pory go nie złapałam, bo widocznie przez ten czas doszedł do perfekcji w kłamstwach i ukrywaniu faktycznego stanu rzeczy. Zaczęliśmy się kłócić, Marek coraz częściej znikał na całe weekendy. Pewnego dnia nie wytrzymałam — powiedziałam, że muszę od niego odpocząć i wyprowadzam się do rodziców. Po tygodniu nie mogłam już przestać myśleć o mężu. Myślałam, że taka przerwa dobrze nam zrobi. Oboje przemyślimy nasze zachowania i może uda się nam jeszcze uratować to małżeństwo. Może to ja przesadzam, może nie ma żadnego romansu? Nie mogłam dłużej wytrzymać, bo mimo wszystko nadal kochałam go całym sercem. Pojechałam do naszego mieszkania, by rzucić mu się w ramiona, powiedzieć mu, że go kocham i że wszystko będzie dobrze... Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania, usłyszałam śmiech kobiety. Czyli ja płaczę za nim dniami i nocami, tęsknię i układam plan, jak uratować nasze małżeństwo, a on sprowadza sobie dziwki do naszej sypialni?! Poszłam za źródłem głosu, ciągle modląc się, bym się myliła, by to nie było to, co myślę... A było jeszcze gorzej Nakryłam ich w łóżku. Naszym łóżku. Marek i Alina, jego siostra, w najlepsze zabawiali się ze sobą. Myślałam, że zwymiotuję. — Marek?! Alina?! Co wy robicie?! Jak mogliście?! — krzyknęłam. Oni spojrzeli na mnie przerażeni. — Anka... To nie tak... — powiedział mój mąż, odsuwając się od niej jak poparzony. — Wynoś się... wynoście się oboje! — wrzasnęłam, ciskając w nich pierwszym z brzegu przedmiotem, który znalazł się w zasięgu mojej ręki. Czyli mój mąż nie kłamał. Jeździł cały czas do swojej siostry, by ją „pocieszyć”. Jak faktycznie to pocieszanie wyglądało? Nie chcę nawet o tym myśleć. Wyrzuciłam go z mieszkania, zablokowałam jego numer i wszystkie konta w portalach społecznościowych. Kontaktuje się z nim jedynie mój prawnik. Ja zostałam w naszym mieszkaniu, ale nie potrafię nawet wejść do sypialni. Zbiera mi się na wymioty, gdy pomyślę, ile razy mój były niedługo mąż sypiał w niej z własną siostrą... Powinnam się wyprowadzić, ale z drugiej strony, to mój dom, w którym pełno jest też pozytywnych wspomnień... Więcej prawdziwych historii:„Wyjechałem na urlop z miłą i skromną dziewczyną. Godzinę później wracałem z narzekającym, rozwydrzonym babsztylem”„Miałam wszystko, ale zostawiłam kochającego męża dla kochanka, bo mnie nudził. Teraz zmieniłam zdanie i chcę wróci攄Mąż nagle zaczął dawać mi drogie prezenty i stał się wyjątkowo czuły. Dziad mnie zdradza - jestem tego pewna”„Podczas imprezy firmowej wdałam się we flirt z klientem. Zupełnie zapomniałam, że w domu czeka na mnie mąż”
Mój mąż często odwiedzał wieś, w której mieszka moja siostra. Jest wielkim miłośnikiem przyrody, a jego ulubioną aktywnością jest wędkarstwo. Na działce siostry położony jest przepiękny drewniany domek, który często odwiedzaliśmy w wolnym czasie. Dom jest podzielony na część
Najbardziej nieprawdopodobną częścią pracy psychologa są ludzkie historie. Dla mnie to niesamowite – mimo tego, że rozpoczynając przygodę z tym zawodem teoretycznie mogłabym się tego spodziewać. Zetknięcie się z tymi wszystkim przeżyciami, opowieściami i towarzyszenie w przebywaniu wielu ciężkich ścieżek, zmienia. Z jednej strony odbiera naiwność i przekonanie, że wszystko u innych jest idealne i lepsze niż u mnie. Buduje pokorę, bo pokazuje, że tak naprawdę każdy z nas ma jakieś demony i przykre wyzwania, którym musi sprostać. Z drugiej strony każda taka historia pokazuje, że można i warto próbować walczyć z tym, co nie jest łatwe. Walczyć – nie mam dla Was coś absolutnie wyjątkowego. Zamiast mojego tekstu, mam dla Was historię Ani, która postanowiła zmienić swoje życie i zawalczyć o szczęście. Pomimo wielu przeciwności, wątpliwości i całego wachlarza emocji, podjęła decyzję, która nie była przez wszystkich rozumiana. Zaczęła wybierać siebie, dbać o to, co dla niej najważniejsze. Postanowiła zakończyć to, co toksyczne. Mam wielką nadzieję, że jej opowieść będzie dla Was tak dużą inspiracją, jaką jest dla mnie. Aniu, bardzo Ci dziękuję za to, że dzielisz się z nami tym naprawdę, to nie wiem sama od czego zacząć… Mam ogromną potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami, które bardzo dużo mnie kosztowały. Spisując moją historię, nie zamierzam nikogo krytykować ani oceniać. Swoich rodziców bardzo kocham – pragnę jedynie pokazać, że z pewnymi przeciwnościami możemy walczyć, że miłość do rodziców nie oznacza bezgranicznego posłuszeństwa, przytakiwania i spełniania oczekiwań nawet w dorosłym życiu. Moje doświadczenia są dla mnie cenną lekcją na przyszłość, jak nie postępować w stosunku do własnych dzieci…Przez ostatni rok dużo się w moim życiu zmieniło – musiałam podjąć pewne kroki, żeby uwolnić się od niezdrowych relacji ze swoją mamą. Jednym z ważniejszych kroków było pójście na terapię, aby poradzić sobie z negatywnymi emocjami, smutkiem i niskim poczuciem wartości, które były efektem toksycznych relacji, jakie łączyły mnie z mamą przez długie lata. Miałam ogromne wsparcie męża i mojej przyjaciółki, jednak w pewnym momencie doszłam do wniosku, że muszę to fachowo przepracować, aby odzyskać radość życia. Czułam, że zaczynam się rozsypywać na kawałeczki. Nie chciałam, aby moje dzieci patrzyły na smutną mamę, chociaż chciałam to przed nimi ukryć. Chwilami było mi tak ciężko, że nie miałam siły wstać rano z łóżka. Dopiero tuż przed 40-tymi urodzinami postanowiłam coś z tym zrobić. Moja historia pokaże, że nie trzeba pochodzić z rodziny z problemami alkoholowymi, przemocą fizyczną, itp. żeby poczuć się tak jak ja. Czasami nawet miłość bywa toksyczna, zwłaszcza jeżeli odbiera nam przestrzeń życiową, burzy porządek i odbiera pewność decyzję o spisaniu mojej historii, byłam pewna, że będzie ona bez „happy endu”. Jednak pojawiły się pewne okoliczności, które nadały pewnym sprawom nowy bieg. Ale o tym na zakończenie…Właśnie skończyłam 40 lat, chociaż wcale się nie czuję na ten żoną i mamą trójki wspaniałych chłopców – 4, 6, i 10 lat. Jestem pedagogiem – uczę języków obcych w szkole podstawowej i bardzo kocham swoją pracę. Jestem bardzo szczęśliwą mężatką imamą, a mimo to, do niedawna nie potrafiłam się w pełni cieszyć swoim szczęściem. Moje problemy zaczęły się już w dzieciństwie, jednak dopiero teraz postanowiłam dać sobie szansę na życie bez poczucia winy i ciągłego zadowalania osoby, której oczekiwaniom niestety chyba nikt nie jest w stanie sprostać. Z zewnątrz, na pozór może się wszystkim wydawać, że moje relacje z mamą są idealne, jednak prawda wygląda(ła) troszkę inaczej. Mama miała trudne relacje również ze swoimi rodzicami. Nie opuściła ich jednak do samej śmierci, opiekowała się nimi w chorobie – chociaż te trudne relacje tego nie ułatwiały. Ze swoją siostrą nigdy się nie dogadywały, również z siostrzeńcami były nieporozumienia. Z taty rodziną też bywało różnie. Wiem z obserwacji, że nie zawsze wszyscy byli w porządku w stosunku do rodziców, ale trzeba czasami odpuścić, zapomnieć o żalu i uzmysłowić sobie, że nikt z nas nie jest idealny…Wychowywałam się w domu jednorodzinnym, tzw. wielopokoleniowym. Całe dzieciństwo pamiętam kłótnie pomiędzy rodzicami i dziadkami. Byłam w to poniekąd wciągana, ponieważ rodzice jako jedynaczkę traktowali mnie „po partnersku” i mnie o wszystkim informowali. Byłam też permanentnie naocznym świadkiem tych nieporozumień. Teraz z perspektywy dorosłego człowieka i mamy trójki dzieci, zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam być świadkiem tych kłótni. Rodzice przedstawiali mi zawsze swoje racje, a ja im zawsze bezkrytycznie wierzyłam, nie dopuszczając myśli, że nie do końca tak jest, że każda ze stron ma swoje racje, a prawda zazwyczaj leży gdzieś jak już wspomniałam, moi dziadkowie, siostra mamy oraz jej dzieci z pewnością nie byli zawsze w porządku w stosunku do moich rodziców, jednak po moich licznych doświadczeniach głównie z mamą , wiele zrozumiałam i nauczyłam się inaczej odbierać świat. Moja mama starała się być jak najlepszą mamą , jednak często kierowała się zbyt gwałtownymi emocjami, nie potrafiła słuchać, wyciągać wniosków i krytycznie spojrzeć na swoje poczynania. Nigdy nie potrafiła przyznać się do błędu ani przeprosić. Dzisiaj czasy się na szczęście zmieniły – era kiedy „dzieci i ryby głosu nie miały” minęła bezpowrotnie. Ja nie mam z tym problemu, żeby przeprosić własne dziecko, że np. zbytnio się uniosłam. Uczę swoje dzieci w ten sposób szacunku i pokazuję, że każdy ma prawo do emocji, nawet tych złych, ale nie wolno nikogo ranić ani poniżać. Kiedyś była to prawdopodobnie ujma na honorze rodziców przeprosić własne dziecko…Myślę, że problemy mojej mamy wynikają z trudnych relacji z jej rodzicami – ma ogromne poczucie krzywdy, ponieważ dziadkowie zawsze faworyzowali jej siostrę, czuła się odrzucona. Ponadto ma zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do ludzi, a przede wszystkim bliskich. Mam zawsze nieodparte wrażenie, że mama układa sobie w głowie pewien scenariusz dotyczący jakiejś sytuacji, nadchodzącego wydarzenia i jeżeli nie „odgadnie” się jej oczekiwań oraz ich nie spełni – jest bardzo rozczarowana i potrafi bardzo dosadnie to wyrazić. Jest to osoba, która z jednej strony oferuje innym pomoc, jednak później oczekuje wdzięczności – takiej jaką sobie wymarzy. Patrząc na mamę, myślę, że jest pełna sprzeczności – potrafi bardzo kochać, nieść pomoc, poświęcać się i jednocześnie bardzo zranić, jeśli coś nie idzie po jej byłam z mamą mocno związana jedynaczka, zawsze wierna… Jako dziecko, nastolatka nigdy nawet nie dopuszczałam myśli, że może nie mieć racji, a ja mogłabym mieć własne zdanie i czasami się jej sprzeciwić. Tata zaczął wyjeżdżać za granicę gdy byłam jeszcze bardzo mała – miałam dwa latka. Potem mama pojechała do niego, zostawiła mnie na dwa tygodnie z dziadkami. Nie chciała jednak tam zostać, chociaż miała możliwość i wróciła do mnie, bo bardzo tęskniłyśmy obie. Dokładnie pamiętam jak skreślałam dni w kalendarzu. Za jakiś czas wspólnie z mamą pojechałyśmy do taty na stałe do Niemiec – mieszkaliśmy tam 5 lat. Wróciłam jako nastolatka, trochę zagubiona, nie mogłam za bardzo odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Będąc z rodzicami za granicą zyskałam język – niemiecki to dla mnie mowa ojczysta. W Niemczech też miałam dobre początki z językiem angielskim. Okazało się, że mam zdolności językowe. W Polsce skończyłam Lingwistykę Stosowaną. Wyjechałam na studia 350 km od rodzinnego domu. Nie dostałam się bliżej i… bardzo mnie to ucieszyło. Myślę, że podświadomie pragnęłam niezależności i oddechu. Cały czas byłam z mamą, tata wciąż w pracy poza Polską. Ja miałam wciąż poczucie obowiązku, że muszę towarzyszyć mamie na każdym kroku. Wspierać ją, bo miała problemy ze swoimi rodzicami, z siostrą, teściową , siostrami mojego taty. Wówczas wydawało mi się, że świat jest okropny, ludzie straszni, nawet rodzina przeciwko nam, że każdy ma jakieś złe intencje. Tak byłam wychowywana i tak odbierałam te wszystkie rodzinne niesnaski. Mama miała na moje emocje taki wpływ, że nawet wtedy, gdy posprzeczała się z tatą, a wiedziałam, że nie ma racji – nie ośmieliłabym się stanąć po jego stronie. Potwornie bałam się ją zranić, sprzeciwić jej. Wszelkim wyjazdom na wakacje (zawsze z rodzicami nawet w ogólniaku) towarzyszyły nieporozumienia z mamą. Rodzice też się sprzeczali, a ja wciąż robiłam „coś nie tak”. Dorastałam w poczuciu, że nie poradzę sobie z wieloma rzeczami. Rzeczywiście bywałam pechowa – tu coś rozlałam, tam potłukłam, do dzisiaj mi się to zdarza. Ale jak miałam być zaradna, skoro mnie w wielu rzeczach wyręczano, nie umiałam podejmować samodzielnie decyzji, mama mi wszystko narzucała: Powiedz to, zrób to, nie rób tamtego. Czasami mama układała mi całe zdania, co mam komuś ja byłam potulna i miałam więc możliwości wyrobienia sobie poczucia własnej wartości oraz umiejętności podejmowania samodzielnych decyzji. Bardzo dokładnie pamiętam ostatnie wakacje z rodzicami – teoretycznie bardzo ciekawe, bo w Stanach Zjednoczonych, ale wspominam je jak zły sen. Byliśmy u anglojęzycznej kuzynki mamy, rok wcześniej oni odwiedzili nas z dziećmi w Polsce. Spędziliśmy tam trzy tygodnie. Na początku byliśmy u nich sami, bo wyjechali do innego stanu na ślub. Ja byłam dla rodziców tłumaczem, ale mama zawsze miała do mnie jakieś uwagi. Dochodziło między nami do poważnych spięć, ciągle płakałam, a tata nie potrafił mnie wesprzeć. Tylko mówił, że mamy się obie uspokoić. Jedynie ukradkiem mówił mi, że mnie rozumie, ale ja przecież wiem jaka jest mama. Ja nawet nie potrafię powiedzieć o co tak naprawdę chodziło – to jest właśnie ogromny problem w relacjach z moją mamą… Oprócz jej wygórowanych wymagań, zupełna nieprzewidywalność. Wyjazd zakończył się konfliktem z kuzynką mamy, ponieważ również ona nie spełniła mamy rzeczywiście mają inne pojęcie o gościnności, ale to ludzie wychowani w innej kulturze i innych realiach. Po prostu „Help yourself”. A nasza polska gościnność jest zupełnie inna – może trochę wynika to z naszych narodowych kompleksów, będących skutkiem poprzedniego ustroju? Jednak nie możemy oczekiwać, że każdy nam za wszystko się odwdzięczy z nawiązką. Do dzisiaj mnie potwornie stresuje właśnie ta nieprzewidywalność mamy – dzwonię i nie wiem jaki nastrój będzie… Jako dziecko i nastolatka ciągle pytałam: „Mamusiu gniewasz się na mnie? Coś nie tak zrobiłam?”. Teraz dopiero uświadamiam sobie jak okropnie się z tym czułam. Pamiętam jak rodzice mnie odwiedzali na studiach – zawsze były jakieś nieporozumienia. Starałam się jak najlepiej ich ugościć, ale zawsze był powód, żeby się obrazić. Pamiętam jak już wynajmowałam mieszkanie z moim chłopakiem – aktualnie już mężem. Pojechaliśmy do naszego kolegi, który robił pożegnalną imprezę dla przyjaciół, ponieważ wyjeżdżał na stałe do Anglii. Rodzice wtedy mnie odwiedzili na kilka dni, a ja zapytałam czy możemy się na trzy godzinki wyrwać na tę imprezę (to był naprawdę bliski przyjaciel mojego męża). Usłyszałam, że nie ma problemu, bo i tak chcieli skoczyć do sklepu. Zakupy zrobili, ja wróciłam na czas, jednak po moim powrocie usłyszałam, że upodliłam rodziców idąc na spotkanie.. I znów płacz, zdołowanie… Takich sytuacji było mnóstwo. A tata grzecznie przytakiwał, chociaż wiedziałam, że ma inne zdanie. Przez to wszystko latami wzrastało to moje niskie poczucie wartości, że jestem do niczego. Wprawdzie odnosiłam sukcesy w szkole, zdawałam egzaminy językowe, maturę zdałam najlepiej w szkole, wyjechałam w nagrodę po pierwszym roku studiów na stypendium zagraniczne, a rodzice mnie zapewniali, jacy są dumni, zupełnie brakowało mi pewności się tak zagubiona jak mała szkole podstawowej w Polsce, potem w Niemczech miewałam problemy z rówieśnikami. Zawsze żaliłam się mamie – a ona dawała mi swoje rady, co mam powiedzieć koleżankom i… było jeszcze gorzej. Musiałam też zawsze przestrzegać wytycznych – z tą się zadawaj, z tą nie. Moje koleżanki określane były różnymi epitetami, a ja się miotałam pomiędzy tym, co nakazywała mama, a tym, co dyktowało mi serce. Teraz z perspektywy dorosłego człowieka wiem, że to co robiła mama było bardzo złe. Niszczyło mi to radość dzieciństwa, beztroskę. Dzieci takie są – szczere do bólu, dziś się pokłócą, a następnego dnia uwielbiają. Najlepiej żeby rodzice nie wchodzili w te relacje – oczywiście w błahych kwestiach. Sama to obserwuję na co dzień w pracy – dzieci się zawsze porozumieją, czasami wystarczą dyplomatyczne pertraktacje wychowawcy pomiędzy zwaśnionymi stronami i gotowe. Setki razy to przerabiałam. Gorzej gdy zaczynają się wtrącać rodzice – wówczas zazwyczaj konflikt pomiędzy dzieciakami się pogłębia. Myślę, że gdyby moja mama tak się nie wtrącała, inaczej mną pokierowała, moje szkolne kontakty towarzyskie byłyby dużo lepsze. Gdy wyjechałam na studia mogłam swobodnie dobierać sobie towarzystwo i moje problemy z relacjami z ludźmi się skończyły. Oczywiście nie nastąpiło to od razu – to był długi i bolesny proces, musiałam się kilkakrotnie sparzyć, bo zbyt zaufałam, ale ostatecznie nauczyłam się funkcjonować w grupie i społeczeństwie i prawidłowo odczytywać intencje innych ludzi, przecież nie każdy nam źle życzy. Pomimo odległości nie uderzyła mi „woda sodowa”, rodzice nie mieli ze mną żadnych problemów. Studia skończyłam, obroniłam się, a pracować zaczęłam już na czwartym roku. Tutaj też nie sprostałam oczekiwaniom – miałam zostać tłumaczem, a zostałam nauczycielem. Skończyłam studia z podwójną specjalizacją i mogłam szukać pracy jako tłumacz w jakiejś korporacji. Jednak nigdy nie dawało mi to tyle satysfakcji, co nauczanie. Po pewnym czasie zrozumiałam, że szkoła – praca z dziećmi i młodzieżą daje mi niesamowitą satysfakcję, radość i poczucie, że robię coś ważnego i jestem innym jeżeli mamy pozytywny oddźwięk tego co robimy, możemy być pewni, że jesteśmy na właściwej praca na czwartym roku miała być tylko formą zarobku, na chwilę – a trwa już 17 lat i nie zamierzam tego zmieniać. Jednak latami słuchałam ile bym zarobiła w firmie, nie musiałabym siedzieć nad sprawdzianami po nocach (mój mąż pracuje w firmie i pracuje po nocach, męczyć się z rodzicami uczniów. Moja mama zawsze robiła to w dobrej wierze, żeby było mi łatwiej – tyle, że ja nigdy nie narzekałam.. A ciągle musiałam się tłumaczyć, udowadniać i zapewniać jaka ta moja praca jest fajna. Warto tutaj dodać, że moja mama nigdy nie pracowała zawodowo na etacie (miała jedynie po drodze własne działalności w postaci sklepów) i być może z tego powodu nie rozumie mnie. Poświęciła się mojemu wychowaniu, dużo chorowałam i to utrudniło jej pracę. Jestem wdzięczna, bo robiła to w trosce o mnie. Nie piszę o tym, aby umniejszać zasługi mojej mamy – tylko, że ona zawsze podkreśla ile dla mnie zrobiła, jak jej ciężko, ile poświęciła. Mam nieodparte wrażenie, że muszę coś „spłacić”. Ja również miałam i mam problemy z dziećmi, ponieważ bardzo chorują. Gdy urodził się pierwszy synek, próbowałam wrócić do pracy, jednak musiałam na dwa lata odpuścić ze względu na jego stan zdrowia. Młodsze dzieci też chorowały i musiałam się miotać pomiędzy byciem mamą i pracą zawodową. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym im cokolwiek wypominać lub oczekiwać jakiejś wdzięczności. Na tym polega bycie rodzicem. Nie należy oczekiwać od dzieci „spłacenia” tego, co dla nich zrobiliśmy. Miłość, szacunek i wsparcie jakie im damy w dzieciństwie, z pewnością zaprocentują w przyszłości dobrymi że opieka nad chorymi, starszymi rodzicami również była dla mamy ogromnym wyzwaniem. Rozumiem, że było jej trudno, jednak nie mogę pojąć tej wzmożonej potrzeby współczucia i podziwu za wszystko, co robi. Lata kiedy mama opiekowała się dziadkami (najpierw odszedł dziadek, później babcia) były bardzo trudne – zwłaszcza dla mamy, bo była z tym sama. Ja 350 km od mamy, z trójką małych dzieci– nie mogłam ich zostawić, żeby pomóc. Tata pracował za granicą. Oferowałam swoją pomoc, gdyby rodzice chcieli wyjechać, że mogę wziąć babcię do siebie – jeżeli zniesie trudy podróży. Nagminne choroby chłopców, ich wiek oraz moje zobowiązania zawodowe, ograniczały mi możliwość czynnego zaangażowania się w pomoc mamie. Mogłam ją jedynie wysłuchać i wesprzeć przez telefon. I tak było latami – czułam się czasami jak taki worek na śmieci, do którego wrzuca się wszystkie swoje frustracje. Nieustanne telefony gdy mama miała nieporozumienia z dziadkami, później problemy z opieką nad dziadkiem, babcią, a to znów, że z tatą żyją oddzielnie. Takie ciągłe narzekanie, niezadowolenie – ja się czasami czułam tak, jakbym była wszystkiemu winna.. Starałam się ją zawsze wysłuchać, ale te rozmowy trwały czasem po dwie godziny i mama nie patrzyła na to, że muszę się zająć dziećmi, domem, przygotować się do pracy. Nie chcę wyjść na osobę, która nie ma w sobie empatii – ja się bardzo tym wszystkim martwiłam, starałam się wspierać, jednak jakkolwiek bym nie zareagowała – nigdy nie spełniałam oczekiwań mamy. W tych wszystkich rozmowach brakowało miejsca dla mnie i na moje sprawy… Czasami czułam się tak, jakby się nasze role odwracały – jakbym ja była mamą a moja mama córką. Liczne telefony były też źródłem nieporozumień, bo mama nie rozumiała, że jestem w pracy i mam zajęcia i nie mogę sobie tak po prostu odbierać telefonów od niej. A zazwyczaj były to kwestie, które mogłyśmy omówić po południu. Jednak 16 (!) nieodebranych telefonów budzi w nas lęk, że coś się stało. A ostatecznie okazywało się ,że chodzi o błahostkę. Ja prowadzę inny tryb życia niż mama. Gdy ona była w moim wieku, ja już byłam na studiach. Ja muszę rano ogarnąć trójkę dzieci (jest to ogromne wyzwanie logistyczne), szkoła, przedszkole i zdążyć do pracy. Potem poodbierać – często jestem też późno w domu – a tu jeszcze lekcje do odrobienia, maluchom też trzeba poświęcić trochę czasu, domowe obowiązki no i zobowiązania zawodowe (ale to dopiero po godzinie 22-giej jak dzieci już śpią). Z trudem znajdujemy z mężem chwilę, żeby wieczorem zamienić kilka zdań. Dzisiejsze czasy są trudne dla rodziców, rodzin, ponieważ to one na nas wymuszają pewne rzeczy, ale trzeba w tym wszystkim znaleźć czas dla rodziny i siebie. Mój mąż zdaniem moich rodziców tylko siedzi przy komputerze – a on naprawdę bardzo ciężko pracuje, czasami ponad siły. Gdy odwiedzamy rodziców, mój mąż często musi skorzystać z Internetu i nie jest to związane z tym, że kogokolwiek nie szanuje czy lekceważy. Po prostu takie są dzisiejsze czasy i taką ma pracę. Większość ludzi dzisiaj rozpoczyna dzień od sprawdzenia skrzynki mailowej, dziennika elektronicznego jeżeli ma dzieci w wieku szkolnym, itd. A my się ciągle tłumaczyliśmy, jakbyśmy byli parą nastolatków, którzy muszą uzyskać aprobatę rodziców. Mój tata przyjeżdżając do domu nie zabiera swojej pracy, ponieważ ma firmę budowlaną i inny charakter pracy, więc nas nikt nie rozumie. Gdyby mój mąż siedział na portalach społecznościowych, grał w gry- rozumiem, że mogliby na to źle patrzeć. Ale w tej sytuacji?Przełomowym momentem było też moje zamążpójście – 12 lat temu. Mój mąż był od początku krytykowany – nie tak siedzi, nie tak się odzywa, albo wcale się nie odzywa. Chyba nie był wymarzonym zięciem.. Moja teściowa, to też nie „klimaty mojej mamy”. Tu muszę dodać, że mam wspaniałą teściową, która bardzo mi dużo w życiu pomogła. Zawsze mogłam na nią liczyć (ona na mnie też). Traktuje mnie jak własną córkę, mieszkamy od trzech lat „przez ścianę” i nigdy nie miałyśmy żadnych nieporozumień. Myślę, że nasza relacja oparta jest przede wszystkim na szczerości, wzajemnym szacunku i nikt nie ma żadnych wygórowanych oczekiwań. Moja teściowa nigdy nie narzeka, a życie miała kiedyś bardzo trudne… Nigdy mi niczego nie wypomniała. Jest mi przykro, że mama tak źle ją postrzega – nigdy tego nie zrozumiem… Usłyszałam nawet kiedyś, że mam ”nową mamusię” – bardzo mnie to zabolało. Moja teściowa ma jeszcze córkę i nie ma problemów w relacjach z nią, jej partnerem czy teściami. Jeździ do nich regularnie (mieszkają też daleko), tam ma wnuczkę oprócz naszych łobuziaków, spędzają wspólnie święta. Gdy moja mama nas odwiedzała zawsze się staraliśmy, żeby ją miło, serdecznie przyjąć– jak każdego gościa. Ale zawsze okazywało się, że coś nie tak zrobiliśmy. Zarzucano nam brak wdzięczności gdy mama coś pomogła przy wnukach, a to mąż nie tak się odezwał. Taka wizyta to ciągły stres, nawet wówczas miedzy nami dochodziło do napięć. Podczas jednej z wizyt mój mąż został obrzucony licznymi epitetami przy naszym wówczas 4-letnim synu… Potem obrażanie się , że już nas nigdy nie odwiedzą, że to wszystko nasza to rozmowy z mamą często kończyły się płaczem, zdołowaniem i bezsilnością. Próbowałam się porozumieć, bezskutecznie. Wciąż zadawałam sobie pytanie” Co ja robię nie tak?”. Ciągle nieporozumienia miały również miejsce podczas wizyt u rodziców – zawsze jeździłam tam z mężem i dziećmi na każde święta, dwa tygodnie wakacji. Chciałam, żeby dzieci miały kontakt z dziadkami. Jeździłam nawet, gdy były chore, chociaż pediatra sugerowała żeby się zastanowić nad tak długą podróżą. Ale z każdą wizytą było coraz gorzej. Ja nawet nie potrafię wytłumaczyć co było powodem takich sytuacji – to wszystko było tak absurdalne. Tata ze mną często potajemnie rozmawiał o tych wszystkich sytuacjach – że on wie jak to jest, bo mama też go tak traktuje, ale co on może zrobić? Ja również żaliłam się tacie, ale jak się potem okazało obróciło się to wszystko przeciwko mnie.. Mama ma bardzo silny charakter i nawet tatę owinęła sobie wokół palca, bał się sprzeciwić czy stanąć po mojej stronie. Jednak tata zawsze mi się zwierzał na temat mamy, a podczas spacerów z psem, w których często towarzyszył mu mój mąż cały czas wylewał z siebie żale na temat mamy.. Gdy mąż mnie zawoził z chłopcami na wakacje, już po dwóch dniach dzwoniłam potajemnie z płaczem, że chciałabym być w domu, bo bardzo źle się tam czuję. Gdy nie było mojego męża, mama pozwalała sobie na dużo więcej. Zawsze między wierszami „wbijała mi szpile”. Głównie były to opowieści o dzieciach jej znajomych – jacy byli pomocni i wspierający dla swoich rodziców. Strasznie bolało, bo starałam się być dobrą córką, jednak chyba nie wystarczająco dobrą… Byłam wówczas zła sama na siebie, że jestem dorosłą osobą – żoną i mamą trójki dzieci, a pozwalam się w taki sposób traktować. Czara goryczy przelała się podczas ostatnich wakacji. Zaczęły się bardzo smutno, ponieważ po ciężkiej operacji odeszła moja babcia… Po pogrzebie spędzaliśmy urlop w górach, codziennie stamtąd dzwoniłam do rodziców uprzedzając, że nie zawsze będę miała włączony telefon. Ostatniego wieczoru zapomniałam go włączyć, mąż też miał wyłączony ze względu na pracę i dopiero bardzo późno zorientowałam się, że rodzice dzwonili. Postanowiłam, że oddzwonię rano, jednak nie zwróciłam uwagi, że tych połączeń było kilka. Rano nie zdążyłam oddzwonić, ponieważ mój tata mnie ubiegł, a rozmowa była bardzo przykra – z epitetami na mój temat oraz że jestem nieodpowiedzialna, ponieważ myśleli że nam się coś stało. Poza tym, tak na mnie krzyczał, że musiałam trzymać telefon z dala od ucha, a obok były moje dzieci w pokoju. Rozumiem troskę, ale nie zrozumiem braku szacunku do dorosłej osoby – ja nie jestem już małą dziewczynką. Na nic zdały się tłumaczenia – ciąg dalszy miała ta sytuacja gdy zajechaliśmy do rodziców. Tato mnie bardzo zaskoczył tym jak się do mnie odnosił – powiedział, „że się na mnie zawiódł, że mi tego nigdy nie daruje…” Ale czego? Tego, że nie odebrałam telefonu?Powtórzył to chyba ze sto razy. Do tego dołączyła się mama, wypominając mi, że jej nigdy nie wspieram, że nie może na mnie liczyć. Ja zawsze powtarzałam rodzicom, żeby się przenieśli bliżej nas, będzie wówczas łatwiej gdy rodzice będą wymagali opieki i pomocy, no i będą bliżej wnuków. Bardzo ich kocham i nigdy bym ich nie zostawiła bez pomocy. Jednak póki co, radzą sobie. A mama wciąż próbowała we mnie wywoływać jakieś bezsensowne poczucie winy – co jej się zresztą skutecznie moim rodzicom nie wybierałam drogi zdecydowali, że będą mieszkać oddzielnie na dwa kraje. Mieliśmy w te pamiętne wakacje spędzić z rodzicami tydzień – a po trzech dniach wróciliśmy do domu – do tego doszło jeszcze zapalenie ucha mojego męża, które też było w bardzo przykry sposób komentowane. Na zakończenie miała jeszcze miejsce kolejna sprzeczka, podczas której ponownie padły ostre słowa w moją stroną – nadal nie mogę tego pojąć i zapomnieć… Po powrocie do domu zameldowałam się tylko, że zajechaliśmy i na resztę wakacji kontakt się urwał. Ja zawsze po takich sytuacjach dzwoniłam – pomimo przykrości które mnie spotykały. Ale tym razem nie potrafiłam, tyle miałam smutku i żalu w sobie. W międzyczasie rozmawiałam tylko z tatą, który oznajmił mi, że on cofa wszystko to, co mówił na temat mamy… i oni właśnie zaczynają nowe życie. Na tamtą chwilę chyba beze mnie, bo wcale się nami nie interesowali, nie dzwonili. Mnie nigdy nie zależało, aby między rodzicami dochodziło do nieporozumień, chociaż taki zarzut padł. Z tej prostej przyczyny, że tata nasze rozmowy przekazał dalej mamie, zmieniając nieco fakty i nie mówiąc tego, co sam mówił… Oczernił tylko mnie… Poczułam się jakby mnie sprzedała bliska osoba, ktoś komu bezgranicznie ufałam i zwierzałam się, gdy nie radziłam sobie już z problemami z mamą. Naprawdę liczyłam na jego wsparcie – a tu sytuacja z telefonemi za chwilę jeszcze taka wiadomość.. Nie potrafię opisać, co wtedy poczułam – przepłakałam całą noc i kompletnie się załamałam. Wpadłam w stan depresyjny. Takiej sytuacji spodziewałabym się bardziej po mamie – ale nigdy po tacie. Wówczas ostatecznie podjęłam decyzję, że muszę iść na terapię, aby nie pozwolić się dalej niszczyć, bo na to wszystko sobie zwyczajnie nie zadzwoniła – jakoś we wrześniu, aby zapytać o chłopców. Jak gdyby nigdy nic. Podczas kolejnej rozmowy powiedziałam jej szczerze ile mnie to wszystko kosztowało, zadając jednocześnie pytanie „Dlaczego”? Co im złego w życiu zrobiłam? Gdy powiedziałam o terapii, usłyszałam, że widocznie jestem słaba, że dla mamy to „policzek”. Mama sugerowała nawet, że pewnie z powodu męża poszłam na terapię – nie mogłam w to uwierzyć, że jest tak bezkrytyczna w stosunku do siebie i taty. Mój mąż akurat był dla mnie ogromnym wsparciem i gdyby nie on, pewnie wpadłabym w głęboką depresję. Uważam, że to wielka siła i odwaga zwrócić się o pomoc do rodzice nie zaakceptowali tego do dziś, chociaż… nieoczekiwanie nastąpił przełom. Jednak za nim do tego doszło miałam za sobą liczne miesiące trudnych rozmów, przykrości, które musiałam wysłuchiwać. Mama grała nadal na emocjach, jednak cześć „guziczków”, które kiedyś działały – przestały działać.. Powoli stawałam na nogi chodząc na terapię – swoją drogą trafiłam na fantastyczną panią psycholog. Były wzloty i upadki, ale przede wszystkim ogromne wsparcie męża, za co mu jestem niesamowicie wdzięczna. Jak również za to, że latami znosił te wszystkie sytuacje, a w tle naszego małżeństwa ciągle była jego to dla mnie dowód na to, że łączy nas prawdziwa miłość i prawdziwe uczucie, które nie zostały zachwiane prze żadne przeciwności losu. Przełom o którym wcześniej wspomniałam, nie nastąpił szybko. Nie pojechaliśmy na Święta Bożego Narodzenia do moich rodziców, pierwszy raz odkąd urodziły się dzieci. To nie był mój odwet, nie chciałam nikogo ranić. Nie miałam również na celu odseparowywać moich rodziców od ich wnuków, chociaż cały czas mi to zarzucano – że mam „asa w rękawie” i gram dziećmi. Dlatego strasznie bolały te zarzuty, bo nigdy bym tak nie postąpiła, ani nawet pomyślała. Starałam się zapewnić stały kontakt dzieciom z dziadkami – dzwoniły, pisały listy, maile, wysyłały laurki. Wiem, że to nie to samo, co żywy kontakt, ale na tamtą chwilę nie było innej możliwości. Nie miałam na tyle zaufania do mamy, aby pozwolić najstarszemu synowi na wyjazd do babci na ferie. Obawialiśmy się manipulacji – ja doskonale znałam to uczucie grania na emocjach. Nie chciałam, aby mojego syna spotkało to samo, a to bardzo wrażliwy chłopiec. Powiedziałam mamie szczerze dlaczego się nie zgadzamy, że musimy się w końcu jakoś porozumieć, że powinni wreszcie wykonać jakiś krok w moją stronę. W trakcie konfliktu musiałam wykazać się ogromną dyplomacją, aby starszym dzieciom wytłumaczyć dlaczego nie widujemy się z dziadkami, nie oczerniając ich i nie stawiając w oczach wnuków w złym świetle. Zawsze im powtarzałam, że babcia z dziadkiem bardzo ich kochają, bez względu na to jakie relacje są pomiędzy dorosłymi. Zapewniałam również, że będę się starała porozumieć z moimi rodzicami, jednak nie wszystko zależy ode mnie. Zimą po prostu nie byłam jeszcze gotowa na że moi rodzice niczego nie przyjmują do wiadomości i nie dopuszczają do siebie myśli, że ONI mogli coś zrobić nie tak. Totalny brak refleksji – żyli przez cały ten czas w poczuciu krzywdy, że to moja, nasza wina. Moi rodzice z pewnością mnie kochają – jestem im wdzięczna za wszystko, co dla mnie w życiu zrobili, ale nie potrafię zrozumieć ich zachowania oraz spełnić ich niesprecyzowanych oczekiwań. Prawie każde spotkanie było okazją do stwarzania wyimaginowanych problemów, niedopowiedzianych myśli, niezadowolenia, uszczypliwych komentarzy. Oczywiście były wspaniałe momenty, potrafiliśmy się śmiać z tych samych rzeczy – mamy wszyscy dość podobne poczuci humoru. Jednak ferie, wakacje, święta kończyły się tak samo… Potem znów jechałam kolejny raz z nadzieją, że tym razem będzie lepiej, ale nigdy nie było. Z każdym rokiem coraz gorzej… Jak to możliwe, że kochająca matka tak rani swoje dorosłe dziecko? Kiedyś podczas jednej z kłótni mama powiedziała, a raczej wykrzyczała mi, że boi się mnie stracić… Tylko nie przyjmowała do wiadomości, że to jej zachowanie, zaborczość powoduje, że coraz bardziej się od niej oddalam. Przez te wszystkie lata nazbierało się we mnie tyle żalu, smutku i rozczarowania, wylałam tyle łez, że nie potrafiłam się przytulić do mamy. Walczyłam z tym uczuciem, próbowałam jej uzmysłowić jak bardzo mi źle z tym wszystkim. Utworzył się między nami niewidzialny mur, który zdawał się być nie do pokonania…Jednak wreszcie nastąpił długo oczekiwany się święta Wielkanocne, a ja byłam już na takim etapie swojej terapii, że uznałam ten moment za właściwy na spotkanie z rodzicami. Negatywne emocje między nami ucichły – dzwoniłyśmy do siebie co kila dni, nie kilka razy na dzień jak do tej pory, a rozmowy były bardzo przyjazne. Wydawało mi się, że wszystko jest na dobrej drodze, aby się wreszcie porozumieć. Po wspólnych ustaleniach z moim mężem, zaprosiłam rodziców do nas na Święta. Uznaliśmy, że będzie to neutralny grunt na spotkanie, ponieważ miałam ogromną traumę po wakacyjnym pobycie w rodzinnym domu. To miał być ten pierwszy krok. Jednak reakcja mojej mamy odebrała mi jakąkolwiek nadzieję na poprawę naszych relacji . Padło wówczas w stosunku do mnie znów mnóstwo gorzkich i przykrych słów, bezpodstawnych zarzutów, które niesamowicie bolały. Przez chwilę poczułam się jak na początku terapii – mała, skulona i zrozpaczona. Znów odbiłam się od ściany. Mama powiedziała, że nie przyjadą… Jednak po kilku dniach wydarzyło się coś, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Mama zadzwoniła i zapytała, czy możemy porozmawiać. Mówiła spokojnym, bezpretensjonalnym tonem (co było przez ostatnie ponad pół roku rzadkością) i powiedziała, że… mnie przeprasza. Powiedziała, że mają tylko mnie i nie ma sensu tak się miotać. Powiedziała także, że jest świadoma tego jaki ma charakter, że działa pod wpływem emocji i czasami mówi przykre rzeczy, ale bardzo mnie kocha.. i chciałaby żebyśmy z mężem i chłopcami przyjechali na Święta. Nie mogłam uwierzyć w to, co chyba półtorej godziny, mama wysłuchała tego, co czuję i ile przeszłam w związku z tą całą sytuacją. Powiedziała, żebym jej zawsze od razu mówiła, jeśli uznam, że jej słowa mnie ranią. Ja zawsze mówiłam, tylko ona do tej pory nie słuchała… Jadąc na te Święta byliśmy z mężem pełni obaw i niepokoju. Stwierdziliśmy jednak, że damy sobie szansę. Bardzo cieszyłam się, że chłopcy zobaczą się dziadkami po tak długim czasie. Podziwiam mojego męża za jego postawę, ponieważ również jego spotkała całą masa przykrości ze strony moich rodziców i wszystko przeżywał razem ze mną. Sytuacja ta wywarła duże piętno na naszym życiu. Wizyta u rodziców przebiegła bardzo miło, rodzice ciepło i życzliwie nas przyjęli – nie widziałam się z nimi od wakacji… Bardzo mi ich tych wszystkich przykrych słów, negatywnych emocji, nigdy nie przestałam ich kochać, nigdy bym ich nie zostawiło bez pomocy. Mam świadomość tego, rodzice są już w takim wieku, w którym się ludzie już nie zmieniają. Jednak zawsze można dołożyć wszelkich starań, aby lepiej zadbać o relacje z bliskimi. Ja zrobię wszystko, aby tak było. Staram się obecnie pozytywnie patrzeć w czasu Świat wszystko jest w porządku – wierzę w szczere intencje moich rodziców. Relacje bardzo się poprawiły, jest w nich mnóstwo ciepła i życzliwości. A przede wszystkim czuję większy szacunek do siebie i bardzo mnie to cieszy. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego decyzję o spisaniu mojej historii, zakładałam, że będzie to historia bez happy endu.. Stało się jednak inaczej. Przełom w relacjach z rodzicami jest być może „nowym początkiem”, a udostępnienie tego, co spisałam chcę potraktować jako zakończenie, uwieńczenie ogromnego wysiłku jaki włożyłam w swoją terapię i pracę nad sobą. Wszystkie te wydarzenia zbiegły się jednocześnie z moimi 40-tymi urodzinami i mogę śmiało powiedzieć, że zaczęłam nowy rozdział w życiu. Mam nadzieję, że również w moich rodzicach zaszła pewna przemiana i zrozumieli, że nie warto tak postępować. To, co spisałam, to praktycznie całe moje życie, a relacje z rodzicami odegrały w nim bardzo dużą rolę. Przekonałam się również, że podjęcie terapii było słuszną decyzją, to nie żaden wstyd ani słabość – pozbyłam się poczucia winy i wciąż nabieram większej pewności siebie. Obiecałam sobie również, że nie będę tłumić w sobie emocji i zawsze szczerze mówić rodzicom o tym, co czuję. Mam nadzieję, że już nigdy nie będzie gorzej, tylko lepiej. Te wszystkie przykre doświadczenia skłoniły mnie do samorozwoju oraz ogromnej pracy nad sobą, aby ostatecznie być „lepszą wersją siebie”. Mogę dumnie powiedzieć, że jestem silną kobietą. Terapia ponadto rozwinęła moje zainteresowania w dziedzinie psychologii – co bywa bardzo pomocne w relacjach międzyludzkich, pracy zawodowej – po prostu w swoją historię jeszcze jedną ważną refleksją – nigdy nie należy się w życiu poddawać. Bez względu na wszystko trzeba w siebie wierzyć i zawsze o siebie podzielić się swoją historią zmiany czy walki z wyzwaniami? Będzie mi bardzo miło, jeśli prześlesz mi ją na adres historie@ – z wielką przyjemnością pokażę ją moim Czytelnikom. Razem zainspirujmy innych do działania!
Do czasu, aż koleżanki nie uznały za stosowne otworzyć mi oczu. Pewnego dnia zadzwoniła Emilia. Zdecydowanie rzadziej się teraz widywałyśmy, bo ona też wyszła za mąż i przeprowadziła się na drugi koniec miasta. Trudniej nam było teraz znaleźć czas na spotkania i beztroskie plotki.
Marka poznałam pięć lat temu. Pracowaliśmy razem. Spędzaliśmy biurko w biurko kilka, a czasem kilkanaście godzin dziennie. Dużo rozmawialiśmy, świetnie nam się współpracowało. Rozumieliśmy się bez słów. Polubiliśmy się, a z czasem pokochaliśmy. Dziś jesteśmy małżeństwem. I nasze życie byłoby zapewne piękne i szczęśliwe, gdyby nie jeden drobny fakt. Mój mąż ma dziecko z inną kobietą. I bardzo swojego synka kocha… Gdy się poznaliśmy, był kawalerem, ale w związku. Na początku, kiedy nasz romans się dopiero rozwijał, nic o tym nie wiedziałam. Myślałam, że Marek nie zaprasza mnie do siebie, bo krępuje się mało tolerancyjnych rodziców, albo że wynajmuje u kogoś pokój. Zresztą ja dostałam mieszkanie od babci, więc mieliśmy się gdzie schronić z naszą miłością. Kiedy zaś sprawa z Joanną wyszła na jaw, nie wyobrażałam już sobie bez Marka życia. Zwłaszcza że mi się oświadczył… On nie chce z tobą być, zrozum to! Prawdę mówiąc, nie obchodziło mnie, co czuje i myśli tamta kobieta. Nawet gdy okazało się, że jest w ciąży. Nie chciałam wiedzieć, jak wygląda ani kim jest. I pewnie nigdy byśmy się nie spotkały, gdyby któregoś dnia mnie nie odwiedziła. Wpadła tuż po tym, jak wróciłam z pracy, chyba mnie śledziła. Myślałam, że to moja przyjaciółka, więc nawet nie spojrzałam przez wizjer i otworzyłam. A tu proszę – Joanna, „narzeczona Marka”. Tak się przynajmniej przedstawiła. Wśliznęła się do środka, zanim zdołałam ochłonąć i trzasnąć jej drzwiami przed nosem. Najpierw oczy mi chciała wydrapać, wyzywała od dziw**, machała mi przed oczami pierścionkiem zaręczynowym, który rzekomo dostała od Marka. Bałam się, że mi nim twarz podrapie. W pewnej chwili już po policję chciałam dzwonić, taka była agresywna. Ale gdy tylko sięgnęłam po telefon, zmieniła front. Nagle zaczęła płakać, błagać mnie, żebym go jej zostawiła. Bo dziecko musi mieć ojca, bo ona była pierwsza… Wkurzyłam się. Krzyczałam, że ja też mam prawo do szczęścia, że jesteśmy sobie z Markiem przeznaczeni, i że przecież to on wybrał. Mnie, a nie ją, więc powinna się z tym pogodzić. Jednak Joanna nie chciała o tym słyszeć. Zapowiedziała mi, że będzie walczyć. I faktycznie kilka razy jeszcze próbowała nas rozdzielić, ostatecznie jednak złożyła broń. Chyba wreszcie dotarło do niej, że przegrała. Już po tej pierwszej awanturze Marek przeprowadził się do mnie. Ciągle jednak odwiedzał Aśkę. Wpadał do domu, zjadał obiad i jazda do niej. – Czy ty naprawdę musisz bywać tam tak często? – denerwowałam się za każdym razem, a on patrzył na mnie zdumiony. – No co ty, przecież Joanna jest w zaawansowanej ciąży, źle się czuje. Lekarze mówią, że musi dużo odpoczywać, uważać na siebie. To moje dziecko. Nie mogę jej tak zostawić. Gdybym to zrobił, byłbym padalcem, a nie mężczyzną. Chyba to rozumiesz, kochanie? – pytał. – Tak, tak, oczywiście – potakiwałam, jednak w głębi duszy cierpiałam i buntowałam się. Czułam zazdrość i nienawiść do byłej dziewczyny Marka i tego nienarodzonego jeszcze dziecka. Chciałam, żeby zniknęli z naszego życia na zawsze. Kochanie, czy ty nie widzisz, jak cierpię? Którejś nocy zadzwonił telefon. Aśka! Marek odebrał, zamienił z nią trzy słowa, zerwał się na równe nogi i zaczął się ubierać. – Co się tym razem stało? To już nawet w nocy nie możemy mieć chwili spokoju? – naburmuszyłam się. – Joanna zaczęła rodzić! – krzyknął podekscytowany. – A co ty masz do tego? Przecież są z nią rodzice, pomogą jej – zdenerwowałam się. – No, przecież muszę ją odwieźć do szpitala. To moje dziecko wprasza się na świat. W takim momencie muszę być przy niej. Chyba to rozumiesz? – zapytał, wciągając spodnie; pół minuty później już go nie było… Miałam jeszcze nadzieję, że po prostu odwiezie ją i zaraz wróci. Jednak nie, został do końca. Później dowiedziałam się, że nawet pępowinę przeciął. Wrócił po południu. Zmęczony, trochę podchmielony, bo po drodze wstąpił na jednego do baru, ale szczęśliwy. – Wszystko poszło bardzo dobrze! Mam pięknego, zdrowego, silnego syna! Asia dała mu na imię Jasiek! – cieszył się. Gdy mi o tym opowiadał oczy aż mu błyszczały… – To wspaniale – wydusiłam i zamknęłam się w łazience. Nie chciałam, żeby widział moje łzy. Kiedy po chwili położył się spać, rozryczałam się jak bóbr. Płakałam chyba ze trzy godziny. Ze złości i ze strachu. Bałam się, że teraz, kiedy został ojcem, wróci jednak do Aśki. Ona też chyba na to po cichu liczyła. Na szczęście nasza miłość okazała się silniejsza. Marek został przy mnie, wzięliśmy nawet ślub. Mimo to co tydzień jeździł do Jaśka. A kiedy mały trochę podrósł, zaczął przywozić go do nas na weekendy. I w tym właśnie tkwi problem. Nie potrafię polubić tego dziecka. Próbuję być przyjazna, okazywać zainteresowanie, ale wymaga to ode mnie olbrzymiego wysiłku. Choć to w sumie miły i grzeczny malec, nie potrafię się do niego przekonać, wziąć go na ręce, przytulić lub chociaż się z nim pobawić. Dla mnie Jasiek jest kolejną przeszkodą na drodze do mojego szczęścia. Konkurentem nie do pokonania. Aśkę mam już z głowy, bo podobno wreszcie poznała jakiegoś faceta, jest zakochana, mają razem zamieszkać. Niestety, ten dzieciak wciąż jest blisko nas. Wkurza mnie, gdy mąż zabiera go na spacery, kiedy kupuje mu zabawki. Mam ochotę zatkać uszy, gdy tylko zaczyna rozmowę na jego temat. Uważam, że Jasiek kradnie nasz czas, który moglibyśmy spędzić we dwoje. Zresztą nie tylko czas, ale i pieniądze. Bo oczywiście Marek płaci na syna wysokie alimenty, 1200 złotych! Owszem, zarabia świetnie, lecz przecież gdybyśmy odkładali co miesiąc taką sumę, moglibyśmy wyjeżdżać co roku na wspaniałe wakacje! Próbowałam mu to kiedyś wytłumaczyć, powiedzieć, żeby dawał Aśce trochę mniej. Strasznie na mnie naskoczył – Przecież to mój syn! Zasługuje na godne życie! Myślałem, że to rozumiesz – powiedział. A potem jeszcze zapytał, jak ja bym się czuła, gdyby facet zostawił mnie z dzieckiem bez środków do życia. Zamilkłam, bo wiedziałam, że i tak go nie przekonam. Mam już dość tego „Chyba rozumiesz”, udawania, że wszystko jest w porządku. Zwłaszcza teraz. Jestem w szóstym miesiącu ciąży. Będziemy mieli synka. I doszło mi kolejne zmartwienie. Boję się, że Marek nigdy nie pokocha go tak jak Jaśka. Boję się, że dla naszego maleństwa zabraknie już miejsca w jego sercu. I wcale nie uspokaja mnie fakt, że co dzień, kiedy tylko mąż wróci z pracy, przytula mnie, przykłada ręce do mojego brzucha i cieszy się, kiedy nasz maluch kopie. Nie potrafię przestać się bać… A co będzie, jak nasze dziecko okaże się brzydsze, mniej inteligentne? I jak Marek zacznie porównywać synów? Nie chcę później słyszeć, że na przykład Jasiek umiał już w tym wieku chodzić, a nasz Karol, bo tak zamierzamy dać mu na imię, jeszcze tego nie potrafi. Czasem, gdy w nocy długo nie mogę zasnąć, zatapiam się w marzeniach. Wyobrażam sobie, że Aśka wyjeżdża z tym swoim facetem i Jaśkiem gdzieś za granicę, najlepiej do Australii. Może wtedy uczucia mojego męża do syna trochę by osłabły? No tak, ale jest przecież internet… Gadaliby pewnie godzinami. No i jak znam życie, na pewno jeździłby przynajmniej ze dwa razy do roku do tej Australii albo zapraszał syna do nas na wakacje… Ech, i tak źle, i tak niedobrze! Czuję się jak w pułapce Nie potrafię poradzić sobie ze swoimi emocjami. Jestem coraz bardziej drażliwa i wybuchowa. Kiedy ostatnio Jasiek był u nas, zamknęłam się w sypialni. Powiedziałam, że źle się czuję, boli mnie głowa. A tak naprawdę nie chciałam patrzeć na to dziecko. Kilka dni temu szukałam pocieszenia i rady u przyjaciółki. Była zdziwiona. Mówiła, że chyba za dużo o tym wszystkim myślę, że sama wynajduję sobie problemy. I że powinnam się cieszyć, że mam za męża takiego porządnego i prawego faceta… Ale jak mi już tak naprawdę źle, to powinnam szczerze z Markiem porozmawiać, powiedzieć mu o swoich obawach, wyznać, co czuję. I zaproponować, żeby spotykał się z synem gdzieś na mieście. Gdy skończyła wygłaszać swoje rady, popukałam się w głowę. Czy ona jest nienormalna?! Już widzę reakcję męża, gdy mu powiem, że nie lubię jego synka i nie chcę, żeby do nas przychodził, że wolałabym, aby o nim zapomniał. Wpadłby we wściekłość. Wrzeszczałby, że jestem egoistką, że nie spodziewał się tego po mnie i takie tam… Może nawet by wyszedł i trzasnął drzwiami. Albo odszedł na zawsze, a tego bym nie przeżyła. Kocham go i nie wyobrażam sobie bez niego życia… Chyba do psychologa jakiegoś pójdę? Może on mi powie, jak mam polubić tego Jaśka. Olga, 28 lat Czytaj także: „Byłam w ciąży, kiedy moja mama zmarła. Bałam się, że przez nerwy dziecku stanie się krzywda” „Mam 40 lat i jestem w ciąży. Teściowa traktuje mnie jak śmiertelnie chorą. Wciska jedzenie i wybrała imię dla dziecka" „Mąż kazał dziecku całować... zmarłego dziadka. Teraz syn ma traumę i koszmary senne”
„Zawsze lubiłam swoją teściową. Miałam z nią lepszy kontakt, niż z własną matką. Gdy zaczęła chorować, zaproponowałam żeby zamieszkała z nami. Mówiła, że starych drzew się nie przesadza. Mąż wynajął opiekunkę, ale z czasem zaczął spędzać cały czas u mamy, zaniedbując mnie i syna.
Rodzice porwanych dzieci: ministrze, pomóż nam je odzyskać! Data utworzenia: 2 czerwca 2019, 0:07. Zniszczone dzieciństwo, zdeptane szczęście rodzinne i nieodwracalne zmiany w psychice dzieci i dorosłych – to nieuchronne i straszne konsekwencje porwań rodzicielskich, których w Polsce jest coraz więcej. W samym tylko 2018 r. odnotowano ich ponad 3,5 tysiąca! Były mąż chce mnie wymazać z pamięci Kuby Foto: Adam Mroczek / Rodzice porywacze, choć prawdopodobnie bardzo kochają swoje dzieci, cechują się dużą bezwzględnością. Bywa że dziecko traktują jak kartę przetargową w konflikcie z drugim rodzicem. Przez lata ukrywają je, przenoszą z miejsca na miejsca, uniemożliwiają kontakty i robią wszystko, by drugi opiekun został znienawidzony lub wymazany z pamięci. A specjaliści biją na alarm! – Izolacja dziecka to gwałt na jego psychice – ostrzega psycholog Czesław Michalczyk. – Po kilku miesiącach, zwłaszcza u małego dziecka, więź emocjonalna się rozluźnia, a po 2–3 latach rodzic przestaje funkcjonować w świecie dziecka. Więź ulega zerwaniu – podkreśla. Trauma powraca w pełnoletności. Człowiek, który był ofiarą porwania jako dziecko, w świecie dorosłych nie radzi sobie w relacjach z bliskimi i innymi ludźmi. Niestety, statystyki pokazują - mimo ogromnych krzywd, jakie wyrządzają porwania, coraz więcej konfliktów rodzinnych kończy się dramatem odseparowanych dzieci i rodziców. Piszą prośby o pomoc do ministra sprawiedliwości z nadzieją na odzyskanie swoich pociech. Dla Pani Marty ostatnie trzy lata są koszmaremZ tęsknoty za ukochanym dzieckiem przepłakała od 3 lat wszystkie noce. Tak długo Marta Janiec (39 l.) z Bolesławca na Dolnym Śląsku nie widziała syna Jakuba (11 l.). Porwał go jej były mąż, choć to jej sąd przyznał opiekę nad dzieckiem. Jak to możliwe? Zaczęło się od pozwu do sądu. – Wniosłam o rozwód, gdy okazało się że mąż ma romans – wspomina pani Marta. Jej mąż Sebastian wpadł w szał. – Pobił mnie, nasyłał na moją firmę kontrolę i wielokrotnie groził – dodaje zrozpaczona kobieta. Zobacz także Rozwód zakończył się w pierwszej instancji po myśli pani Marty. Ale co z tego! Ostatni raz mogła przytulić ośmioletniego synka w 2016 r. Dziś Kuba ma już 11 lat... Były mąż został pozbawiony praw rodzicielskich, ale złożył odwołanie i porwał dziecko. Nic sobie nie robi z wyroku sądu! Za nic ma łzy matki. Ciągle zmienia miejsce zamieszkania i zrobił się bardzo chorowity. Wciąż dostarcza zwolnienia lekarskie do sądu, a ten nie może wyznaczyć terminu rozprawy odwoławczej. Pani Marta szukała pomocy wszędzie, ale wszyscy rozłożyli ręce. Po publikacji Faktu i liście matki do ministra sprawiedliwości, jest iskierka nadziei, że syn wróci do matki. Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości:W każdym przypadku Ministerstwo Sprawiedliwości kieruje się przede wszystkim dobrem dzieci. Sprawy, w których rodzice zwracają się o pomoc, są skomplikowane i dotyczą bardzo intymnych, prywatnych sfer życia. Dlatego działania, które podejmuje ministerstwo, najczęściej nie mogą być ujawniane opinii publicznej. Sprawa pani Marty Janiec jest jedną z tych, które dotyczą bardzo wrażliwych, delikatnych kwestii, w których dobro dziecka może być zagrożone. Sprawa ta została przekazana do Prokuratury Krajowe Pan Paweł nie widział córeczki 1,5 roku!– Niech mi ktoś w końcu pomoże – błaga zrozpaczony Paweł Pilecki (44 l.), tata 3-letniej Jagody, którą 1,5 roku temu uprowadziła matka Izabela (39 l.). Mężczyzna ostatni raz widział dziecko w styczniu 2018 r., choć ma takie same prawa rodzicielskiej jak żona. Poznali się osiem lat wcześniej, a po pięciu wzięli ślub. Mieszkali i pracowali w Warszawie. Rodzinie wiodło się bardzo dobrze. Trzy lata temu na świat przyszła Jagódka, ale po kilku miesiącach zaczęły się kłopoty. – W poradni stwierdzono, że żona jest uzależniona od alkoholu. Leczyła się, ale nie za wiele to pomogło – opowiada swoją wersję pan Paweł. Gdy zażądał, by zaczęła leczyć się na poważnie, żona nagle zabrała córeczkę i uciekła. Jak ustalił pan Paweł jeździ z dzieckiem po Polsce. – Bywa w Bolesławcu, Lądku-Zdroju i Mielnie. Tak naprawdę nie wiem, gdzie teraz są, bo nie reaguje na żadne próby kontaktu – mówi przez łzy ojciec rozwodowa jest w toku. Sąd postanowił, że w jej trakcie dziewczynka będzie mieszkać z matką i wyznaczył terminy widzeń dla pana Pawła. Ale jego żona nie wykonuje zarządzeń sądu! Łącznie nie odbyło się już kilkadziesiąt widzeń zasądzonych przez sąd!Mimo wielu prób nie udało się nam skontaktować z panią Izabelą. TOK Psycholog Czesław Michalczyk radzi: Szanujcie uczucia swoich dzieci FAKT: Czy dziecko uprowadzone przez jednego z rodziców, odizolowane od drugiego może się dobrze rozwijać? Dla pełnego, prawidłowego rozwoju dziecko potrzebuje obojga rodziców. Nawet jeśli są po rozwodzie i razem nie mieszkają, dziecko ma potrzebę obecności w swoim życiu także drugiego rodzica. Pozbawienie możliwości takiego kontaktu zdecydowanie źle wpływa na rozwój osobowości dziecka. Powoduje osłabianie albo nawet zerwanie więzi z drugim rodzicem. Dziecko wychowywane przez jednego rodzica zawsze ma gorszą sytuację niż wychowywane przez oboje. Występuje brak wzorców w kształtowaniu się podstawowych cech osobowości, które może przekazać tylko drugi rodzic. F: Co z więzią między dzieckiem i rodzicami? Czas płynie. Nie widzą się rok, dwa trzy... Więź emocjonalną trzeba budować i podtrzymywać. Po kilku miesiącach, zwłaszcza u małego dziecka ta więź emocjonalna się rozluźnia, a po 2-3 latach rodzic przestanie funkcjonować w świecie dziecka. ta wieź ulega zerwaniu. F: Rodzic izolujący powoduje więc... - Gwałt na psychice dziecka. Pozbawiając kontaktu z drugim rodzicem dopuszcza się gwałtu na psychice dziecka. Rzadko to się zdarza, że rodzic stanowi jawne zagrożenie dla dziecka. Jeśli tak nie jest, ma prawo uczestniczenia w wychowaniu dziecka. Ono tego potrzebuje. Pozbawianie dziecka takiej możliwości, jeśli wynika to wyłącznie z rozgrywek między rodzicami jest gwałtem na psychice dziecka. To zostaje na cale życie. To traumatyczne doświadczenie i dopiero po latach okazuje się, że dziecko, którego pozbawiono kontaktu z 2. rodzicem albo 2. rodzic był przedstawiany w złym świetle ma problemy emocjonalne. F: Ale czy to nie odbije się na osobie, która w ten sposób gra dzieckiem? Oczywiście. nierzadko osoba, która izoluje, bywa rozliczana przez dorosłe dziecko. Zwłaszcza, kiedy w dorosłym życiu dziecko nawiąże kontakt z drugim rodzicem i dowie się, że nie rodzic nie chciał mieć kontaktu, ale była to alienacja rodzicielska. Zawsze kiedy rozmawiam z rodzicami, z tymi, które zostają z dzieckiem mówię: szanujcie uczucia dziecka. dziecko kocha tego rodzica, z którym nie mieszka. jeśli kochacie dziecko, szanujcie jego uczucia. F: To chyba z punktu widzenia emocjonalnego działanie samobójcze? To prawda. To nie liczenie się z dobrem dziecka, ale dorosłe dzieci szukają kontaktu z rodzicem. Miałem wielokrotnie w gabinecie dzieci, które świadomie były izolowane – pacjenci wychowywani przez mamy i babcie. jako dorośli ludzie mieli kontakt z rodzicem. ten rodzic nie maił już szans na zaistnienie w życiu dziecka. proszę mi wierzyć – to nie były łatwe sytuacje dla rodziców, które izolowały i alienowały drugiego rodzica. Nienawiść między rodzicami jest często tak duża, że nie myślą się w perspektywiczny sposób. F: Czyli dziecko jest kartą przetargową w rozgrywce między rodzicami? Najczęściej uprowadzenie rodzicielskie są powodowane przez to, że każde z rodziców chce mieć dziecko na własność. Częste jest, że wydzierają sobie dziecko z rąk i nie są w stanie Dla dobra dziecka tak ułożyć relacji między sobą po rozstaniu, żeby zapewnić dziecku dobrą więź z obojgiem rodziców. To jest niezbędne. rak kontaktu z drugim rodzicem wywołuje dziurę emocjonalną skutkującą w przyszłości deficytami w życiu uczuciowym, emocjonalnym. Zawsze tak sjest. F: Rodzicielski egoizm, czy rewanż, zemsta? Najłatwiej ukarać byłego partnera ograniczając kontakty z dzieckiem albo nastawiając dziecko źle do drugiego rodzica. To najprostsze ale najbardziej nieracjonalne. Ale w zaślepieniu, w problemach emocjonalnych często zwłaszcza matki nie biorą tego pod uwagę. To działa oczywiście w obie strony. F: Reakcja na klimat ukrywania? Poczucie bezpieczeństwa to podstawowa potrzeba dziecka. Miejsce, dom, rodzice, dojrzały, kochający rodzic, daje takie poczucie. jeśli wchodzi w grę element ukrywania, ograniczania kontaktów ze światem zewnętrznym w obawie przed ojcem/matką. wywołuje brak poczucia bezpieczeństwa. Bez tego poczucia w dzieciństwie nigdy nie będzie się czuł bezpieczny w dorosłym życiu. F: Czym to skutkuje? Problemami osobowościowymi, zaburzeniami emocjonalnymi, problemami w relacjach z ludźmi, nawiązywaniu głębokich więzi. jeśli tego nie dostanie się w dzieciństwie, deficyt jest przez całe życie. Nie radzą sobie w relacjach z ludźmi, w rodzinach, które zakładają. osoby, które mają złe doświadczenia z dzieciństwa - traumy związane z brakiem poczuciem bezpieczeństwa, brakiem prawdziwych, głębokich więziach to się przekłada na ich funkcjonowanie w podstawowych rolach jako partnerów, jako rodziców. To może być częsta powtarzająca się historia przekazywana na kolejne pokolenie jeśli ktoś nie przerwie tego. Taki skrypt psychologiczny. Dlatego ważne, żeby mimo rozstania się ludzi dziecko było priorytetem. Żeby nie alienować drugiego rodzica, bo to zawsze jest ze szkodą dla dziecka. Rozmawiał: Marek Juśkiewicz Liszowska rozwodzi się z milionerem. To koniec! Łzy sądzonej za spopielenie dziecka. Szczere? Dlaczego ludzie się rozwodzą? Adwokat zdradza szczegóły: /4 Były mąż chce mnie wymazać z pamięci Kuby Archiwum prywatne / BRAK Kuba, syn pani Marty /4 Były mąż chce mnie wymazać z pamięci Kuby Adam Mroczek / Pani Marta nie widziała synka od trzech lat! /4 Ministrze, pomóż odzyskać dzieci! Tomasz Ozdoba / – Niech mi ktoś w końcu pomoże – błaga zrozpaczony Paweł Pilecki (44 l.), tata 3-letniej Jagody, którą 1,5 roku temu uprowadziła matka Izabela /4 Ministrze, pomóż odzyskać dzieci! / BRAK Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości: – W każdym przypadku Ministerstwo Sprawiedliwości kieruje się przede wszystkim dobrem dzieci Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
.