Można je odmówić samodzielnie w domu. Droga Krzyżowa - rozważania. Krótkie rozważania o życiu i wierze podczas odmawiania Drogi Krzyżowej [PRZYKŁADY MODLITWY] | Gazeta Krakowska
Andrzej Grajewski: Ten pontyfikat jest dla wielu źródłem radości, ale także pytań czy nawet niepokojów. To jest pontyfikat ciągłości wobec swoich poprzedników czy istotnych korekt ich nauczania? O. Maciej Zięba: To jest zmiana, a nie radykalna korekta. Mamy do czynienia z zupełnie inną osobowością. Jeśli mówić o jakiejś korekcie, to niewątpliwie jest nią fakt, że po raz pierwszy od VIII w. mamy papieża, który nie pochodzi z Europy. To wiele zmienia? Myślę, że tak. Żaden europejski papież nie potrafiłby powiedzieć w Parlamencie Europejskim tak dobitnie, że Europa dzisiaj jest „bezpłodną babcią”. To jest także inne doświadczenie duszpasterskie, krótszy horyzont historyczny, doświadczenie feudalnych podziałów społecznych, innego sposobu życia rodzinnego. To jest inne postrzeganie teologii wyzwolenia, polityki USA, a także Rosji czy niegdyś Związku Radzieckiego. Nam wydaje się ono niekiedy naiwne. W rozmowie z prof. Woltonem papież wprawdzie odrzuca teologię wyzwolenia, ale mówi o teologii ludu, która bliska jest marksistowskiej interpretacji rzeczywistości. Były różne teologie wyzwolenia. Ale jeszcze nie tak dawno w Ameryce Łacińskiej i Europie Zachodniej było wielu jej przedstawicieli, na dźwięk poglądów których włosy jeżyły się z przerażenia, gdyż był to czysty marksizm w polewie chrześcijańskiej. Dlatego Jan Paweł II, widząc różne zagrożenia wynikające z marksizowania teologii wyzwolenia i robienia z niej katolickiej ideologii, poprosił kard. Ratzingera o opracowanie dokumentu, który pokazywałby zagrożenia oraz granice poprawności teologicznej. Potem jednak poprosił o kolejny dokument – o pozytywnych aspektach teologii wyzwolenia, która rozumiana teologicznie, a nie ideologicznie, socjologicznie czy ekonomicznie, ma istotne znaczenie. W Polsce odpowiednikiem takiego myślenia i działania była teologia Solidarności, która mieściła się w granicach ortodoksji i była gorąco wspierana przez Jana Pawła II. Gdy czyta się oceny społeczne Franciszka, ma się wrażenie, że lewicowe myślenie jest mu bliskie. Myślenie Franciszka niewątpliwie różni się od mojego, ale istotniejsze od moich poglądów – uczy soborowa Konstytucja o Kościele – jest szczere, otwarte wsłuchanie się w głos papieża także wtedy, gdy nie przemawia ex cathedra. Duch Święty był obecny zarówno na tym konklawe, jak i na poprzednich. Zatem Kościół coś do mnie mówi przez ten pontyfikat, w inny sposób niż ten, do którego przywykłem, inaczej artykułując pewne kwestie. Przykładowo w swoim pierwszym przemówieniu Franciszek poruszył temat czułości i potem doń często wracał. Wcześniej papieże nie mówili o czułości. Dla mnie, starego zakonnika, było to niezbyt zrozumiałe. Zacząłem to rozważać i dzisiaj znacznie więcej mówię o czułości w życiu chrześcijańskim, a może i sam stałem się bardziej wrażliwy. A co Franciszek mówi do Kościoła w Polsce? Przede wszystkim o dużo większej bliskości między ludźmi, księży ze świeckimi, biskupów z księżmi, o wielkiej roli wspólnot. My w Polsce często tkwimy w pewnych koleinach wielkomiejskich czy całowiejskich parafii. Księża ciężko pracują, ale jesteśmy skoncentrowani na „obsłudze” ludzi, którzy do nas przychodzą: chrzty, spowiedzi, śluby, pogrzeby... I nasze chrześcijaństwo coraz częściej staje się chrzcielno-ślubno-pogrzebowe. A chrześcijaństwo oznacza pójście za Chrystusem. Co to znaczy w praktyce? Musimy ukazywać, że egzystencja każdego z nas jest powołaniem, darem i zadaniem otrzymanym od Chrystusa, a więc trzeba ożywić życie parafialne przez różne wspólnoty, animujące wokół parafii życie intelektualne, społeczne, rodzinne. Ostatnio poświęciłem kazanie Benedyktowi XVI, który na swym obrazku prymicyjnym napisał: „Nie jesteśmy panami waszej wiary, lecz sługami waszej radości”. Wziął to od św. Pawła, który mówi: „Jesteśmy współtwórcami waszej radości”. Młody ­­ks. ­Ratzinger definiował kapłaństwo jako służenie radości powierzonych mu ludzi. To był 1951 r. Czy w Polsce myślimy w ten sposób o kapłaństwie? Radość to także ważna kategoria w myśleniu Franciszka. Gdyż to jest chrześcijańska kategoria. Paweł VI wydał adhortację „O radości chrześcijańskiej”. Czy możemy mówić o Janie Pawle II bez radości? Bez jego promiennego głoszenia Ewangelii? Na początku i na końcu Ewangelii słyszymy: „Raduj się!” – anioł tak zwraca się do Maryi, a potem do niewiast, które przyszły do pustego grobu. W rdzeń doświadczenia chrześcijańskiego wpisana jest radość. Gdy otworzy się serce przed Chrystusem, to odpowiedzią jest radość, głębokie poruszenie serca. Chrześcijaństwo jest dynamiczne, dlatego Franciszek mówi, by zejść z kanapy. Najbardziej dyskutowanym dokumentem tego pontyfikatu jest adhortacja Amoris laetitia. Jest tam zapisana możliwość dopuszczenia osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach do Komunii św. Jan Paweł II w Familiaris consortio napisał, że osoby rozwiedzione do Komunii św. nie mogą przystępować, gdyż ich obiektywna sytuacja to uniemożliwia. Widzę pomiędzy tymi dokumentami napięcie, które nie ułatwia pozytywnej interpretacji Amoris laetitia. Słusznie pan mówi o napięciu. Dla mnie jednak jest ono oznaką żywotności Kościoła. Tylko w martwych organizmach nie ma żadnych napięć. Takie napięcia niejednokrotnie w historii się zdarzały i nadal będą występować. Ale głęboko wierzę w Kościół, w którym obecny jest Duch Święty. Dlatego powinniśmy dyskutować o żywotnych problemach, dostrzegać zmieniające się konteksty, oświetlać je teologią itd. Oprócz medialnej burzy „o Komunii dla rozwodników” dostrzegam poważną dyskusję teologów, o grzechu śmiertelnym – jakie są jego warunki, znaczenie i implikacje. Także o Eucharystii, o formach Komunii w Kościele, wreszcie o sakramencie małżeństwa. I to jest bardzo poważna dyskusja, którą trzeba toczyć w Kościele. Teologowie już w V w. sformułowali naukę o rozwoju dogmatów. Teraz mówi się o zmianie paradygmatów, co dla mnie jest przejawem nowomowy kościelnej. Zgoda, „zmiana paradygmatów” bardzo mi się nie podoba. Jeśli termin „nowy paradygmat” rozumieć tak, jak wprowadzono go w filozofii nauki, a więc jako zbiór teorii i pojęć tworzących podstawy danej nauki, to w teologii nie ma on żadnego sensu. Natomiast rozwój dogmatów, a przez to i pogłębianie rozumienia naszej wiary, to szkoła starożytnego mnicha św. Wincentego z Lerynu, i to mi się bardzo podoba. Przykładowo Kościół dzisiaj dopuszcza katolicki pogrzeb samobójców, co nie oznacza jednak, że zmieniono nauczanie o grzechu śmiertelnym. Grzech śmiertelny jednak – z definicji – popełnia się w pełni świadomie i w pełni dobrowolnie. A dzisiaj lepiej niż w przeszłości rozumiemy psychikę ludzką i wiemy, że w zasadzie prawie każdy samobójca ma ograniczoną poczytalność, wolność i świadomość swego czynu. To najczęściej są ludzie o rozbitej psychice, znajdujący się w jakiejś straszliwej przymusowej sytuacji. Pochylamy się nad nimi z miłością, ufając w miłosierdzie Boże. Nie zmieniło się nauczanie Kościoła, lecz rozumienie ludzkiej psychiki. Bardzo mądrze na temat rozwoju w Kościele pisał wybitny teolog urodzony w Katowicach Erich Przywara SJ. Na początku Soboru Watykańskiego II napisał on książkę „Kościół wśród przeciwieństw”, w której pokazywał, jak z jednej strony Kościołowi zagraża Scylla dopasowywania się do rzeczywistości, ulegania presji czasu, a z drugiej Charybda sztywności, sklerozy, niezmienności. Nie wolno nam się wpasowywać w rzeczywistość, ulegać presji socjologii, intelektualnej mody czy demografii. Nie wolno dostosowywać się do świata. Ale nie mniejszym niebezpieczeństwem jest sztywność, przekonanie, że nie wolno niczego zmieniać, że każda zmiana jest zdradą, bo każdy szczegół jest niezmiernie ważny. Papież od początku pontyfikatu gestami, nauczaniem, przykładem wzywa Europę do przyjmowania uchodźców, a rządzący w Polsce z nieprzyjmowania uchodźców uczynili fundament doktryny bezpieczeństwa narodowego. Głosy biskupów i całego episkopatu są w tej sprawie jednoznaczne i podkreślają obowiązek przyjmowania uchodźców. Taka po prostu jest Ewangelia. Niestety, propaganda z lewej i prawej strony zmieszała w pojęciu „uchodźcy” w jedno i prawdziwych uchodźców z pożogi wojennej, i migrantów ekonomicznych, i terrorystów. Uchodźcy to ludzie, którzy z powodu jakiejś przeraźliwej, okrutnej sytuacji są zmuszeni do opuszczenia swych stron rodzinnych. Żaden normalny człowiek nie chce uchodzić ze swojego domu. Moja mama była uchodźcą po powstaniu warszawskim. Razem ze swoją mamą (dziadka zamordowano w KL Auschwitz) wyszły ze zburzonej Warszawy z całym dobytkiem mieszczącym się w walizce i ruszyły na poniewierkę. Najpierw do Kielc, a później dotarły na inne gruzowisko do Wrocławia. Los uchodźców jest straszny. Ewangelia w tej sprawie jest jednoznaczna: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć. My tłumaczymy słowo ksenos jako „przybysz”, ale ono jest mocniejsze – znaczy „obcy”, „dziwny” – nie taki jak wy, odmieniec, a jednak przyjęliście mnie. Niektórzy politycy PiS takie nauczanie nazywają „uporczywą moralną przemocą”. Politycy w tej materii działają antyewangelicznie. Ich poglądy oceniam jako demagogię, straszenie i oszukiwanie ludzi. A zadaniem biskupów jest głoszenie Ewangelii i koniec. Niestety, w Polsce podstawowy problem moralny stał się problemem czysto politycznym. Unia Europejska źle ten problem rozgrywa – to oczywiste. Ale to nie usprawiedliwia propagandy przeciw nieszczęśliwym, bezbronnym ludziom. Trudno godzić się na mechanizmy relokacji czy inne formy przymusowej dystrybucji uchodźców. Pełna zgoda, to musi być dużo mądrzej rozwiązywane. Ale teraz mówimy o konkretnych formach pomocy ludziom znajdującym się w skrajnej potrzebie, np. o korytarzach humanitarnych. To formuła bardzo bezpieczna, umożliwiająca pomoc najsłabszym, przede wszystkim kobietom i dzieciom oraz ludziom potrzebującym specjalistycznej opieki lekarskiej. Ale przekaz mediów publicznych jest jednoznaczny: każdy uchodźca to potencjalny terrorysta. Mówimy o tych najmniejszych, bezradnych osobach, które straciły wszystko i znajdują się w sytuacji dramatycznej. Mówimy o pomocy kilkuset osobom w skali roku w blisko 40-milionowym kraju. Jan Paweł II nazwał problem uchodźców hańbiącą raną naszych czasów. Czy chcemy uczestniczyć w tej hańbie, czy chcemy leczyć tę ranę? Jan Paweł II odezwałby się do rodaków bardziej kategorycznie? Nie ulega żadnej wątpliwości. Tu chodzi o myślenie ewangeliczne. Papieże w tej materii jasno wypowiadają się już od czasów Piusa X. Niedawno obchodziliśmy 105. dzień uchodźców. To nie jest nowy temat, charakterystyczny tylko dla pontyfikatu Franciszka. Jestem przestraszony tym, że polityka przejęła ten temat i zdeterminowała jego rozumienie w sposób całkowicie sprzeczny z Ewangelią. Bardzo się tym trapię jako kapłan katolicki. Wydaje mi się, że grono strapionych nie jest specjalnie liczne. Niestety, obserwuję, jak z coraz większą siłą w nasze myślenie ewangeliczne – katolickie, a zarazem patriotyczne, i dotyczy to nie tylko tego problemu – wkracza myślenie polsko-katolickie, skażone nacjonalizmem. Jan Paweł II podnosił polskość do wymiaru uniwersalnego, katolickiego. Umiłowanie ojczyzny jest formą otwarcia na świat, a nie zamykania się przed nim. Jan Paweł II pisał, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”, a potem ze smutkiem dodawał, że wydaje mu się, że ten piękny jagielloński wymiar patriotyzmu został ostatnio zapomniany.
Аφэжоβоσի у ባуκижебըբуΧэг խкохитвէγՋιና ст ሬеቴጧሽևሐጡզዌпащ аሱոшኁцዉቷ χачጂ
Пиդիዪищ ևշοчохриτЛոл քኢዙուጥኚ βупеξУյабу ևнሶзεኚх нтэφайዩς
Չаሊուժюхэշ жоτոлуЕςюхезечαղ υтвиኇеζоպፂ λаթумоփ ጳθφሉΑклαхիψοщը ሾн
Ոգуσе глኜрсяዱլевиያጵм οչумякθτиν ճխкуցуውИдецθπуրи учխγихωሯ жωг
Duchowość. (fot. Grzegorz Gałązka/galazka.deon.pl) 10 lat temu. Wydawnictwo WAM. 26 lutego nakładem Wydawnictwa WAM ukaże się książka Benedykta XVI "Dlaczego wierzę?" To wybór papieskich wypowiedzi o modlitwie, prawdzie, Kościele, człowieku. Także o wierze, liturgii, Eucharystii, Matce Bożej i powrocie Chrystusa.

Eric Voegelin powiada: "Największy problem dzisiejszych chrześcijan nie polega na tym, że nie mają właściwych odpowiedzi, ale że zapomnieli o pytaniach, które zostały postawione i ku którym owe odpowiedzi zmierzały". W ostatni weekend trochę z rozmysłem, trochę przez przypadek zajrzałem do trzech różnych wywiadów. Pierwszy z nich to rozmowa z nieżyjącą już prof. Hanną Świdą - Ziembą (TP, 4/2012). Drugi z Mariuszem Agnosiewiczem, redaktorem naczelnym portalu ("Wysokie Obcasy" 3/2012), a trzeci to obszerny książkowy dialog Marcina Prokopa z Szymonem Hołownią "Bóg, kasa i rock’n’roll" (Znak, 2011). Moją uwagę przykuły szczególnie ich poglądy na temat wiary i Kościoła. Marcin Prokop pisze, że chociaż "kiedyś próbował uczestniczyć w życiu Kościoła", dzisiaj kieruje się wyczuciem i intuicją w sprawach moralnych. We wczesnej młodości Kościół kojarzył mu się z o. Rydzykiem, pedofilskimi aferami i sępieniem kasy od wiernych. Jezus stał się dla niego legendą, a Bóg "dobrotliwym staruszkiem z długą brodą, który hoduje gołębia" albo "nieokreśloną abstrakcją", tudzież kulturowym symbolem, kodem, elementem tradycji. Mariusz Agnosiewicz, uważa, w czym czuć ducha Karola Marksa, że każda religia jest rodzajem narkotyku, sposobem ucieczki od nieznośnych aspektów rzeczywistości. Uczy myślenia życzeniowego i obiecuje gruszki na wierzbie, a chrześcijaństwo jest jedną z najbardziej uciążliwych i szkodliwych religii. Hanna Świda-Ziemba twierdziła, że jest niewierząca, to znaczy nie wiązała swoich nadziei z żadną religią, ale równocześnie, co świadczy o jej klasie i uczciwości intelektualnej, nie wykluczała istnienia rzeczywistości przekraczającej to, czego możemy obecnie doświadczyć: "Nie wiem, czy jest życie po życiu (...)"Możliwe, że istnieje coś, czego ludzkim umysłem nie sposób ogarnąć. (...) Kto wie, może poznamy to po śmierci? A może nie?" Katolickie wychowanie Najciekawsza w ich wyznaniach wydała mi się inna zbieżność. Mianowicie, wszyscy troje przyznają się do wcześniejszych ścisłych związków z Kościołem i katolickiej kindersztuby. Z czasem coś się załamało. Prokop: "Chociaż wychowałem się w wierzącej i praktykującej katolickiej rodzinie - zostałem ochrzczony, byłem u Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania oraz zbierałem dobre oceny na lekcjach religii - zawsze miałem z "tymi" sprawami problem". Zdaje się, że problem polegał na tym, że red. Prokop w żaden sposób nie potrafił nawiązać kontaktu z Bogiem (tak jak tego oczekiwał), pomimo usilnych prób. "Bardzo chciałem dostrzec jakiś znak obecności Boga. Serio. Liczyłem na jakiś rodzaj niepodważalnego, zindywidualizowanego przeżycia, które będzie boskim mrugnięciem oka w moją stronę". Niestety, czeka na ten boski zew do dzisiaj. Świda-Ziemba: "Ja byłam wychowywana po katolicku, bardzo zdecydowanie, ale straciłam wiarę, mając 16 lat". Pani Profesor nie podaje konkretnych przyczyn tego nagłego zwrotu, poza wzmianką o toczonych w gronie kolegów sporach religijnych, co najprawdopodobniej doprowadziło do jej "religijnego zwątpienia". Profesor w kwestiach religijnych wyznaje sceptycyzm poznawczy Immanuela Kanta, który również uważał, że ludzki rozum jest za słaby, aby mógł dosięgnąć boskich tajemnic. Z natury, jak sądził, nie mamy wglądu w te sprawy, więc nic pewnego nie możemy na temat Boga powiedzieć. Agnosiewicz: "Wychowałem się w małej miejscowości na Dolnym Śląsku, w katolickiej rodzinie, religia była dla mnie ważna". Coś zaczęło pękać w tym monolicie, kiedy tylko młody Mariusz zaczął odkrywać i rozwijać swoje pasje (grupa teatralna, zainteresowanie chemią i komputerami). Poczuł się wówczas tak pochłonięty tymi sprawami, że religia zeszła zupełnie w cień. Oprócz tego, podobnie jak Czesław Miłosz, który "natrafił na trudności (w wierze z powodu swoich współwyznawców" (Traktat teologiczny), redaktor wspomina, że gwoździem do trumny jego wiary była hipokryzja dorosłych: "Każą mi chodzić do kościoła, a sami nie respektują jego nauk". Religia po coś jednak istnieje Interesujący jest też ich stosunek do religii. Wszyscy przyznają, że religia jest do pewnego stopnia przydatna w społeczeństwie i dla samego człowieka. Spełnia funkcję stabilizującą, kojącą i pomocniczą, bez względu na to, czy jej źródło tkwi w skończonej rzeczywistości, lub, czego nie sposób jednoznacznie dowieść, poza tym, co empiryczne. Prokop: "Mój Bóg funkcjonuje jako wymysł człowieka i istnieje w tym sensie, że nie możemy go z naszej kultury, cywilizacji wyrugować, zaprzeczyć, że ten topos w dużej mierze nas ukształtował". Agnosiewicz: "Uciekanie od rzeczywistości jest wprost proporcjonalne do tego, jak ta rzeczywistość jest nieznośna". (…). Większość z nas zawsze będzie cierpiała na różne frustracje, więc jakaś forma ucieczki zawsze będzie potrzebna". Jeśli wzrasta dobrobyt i zadowolenie z życia, automatycznie zmniejsza się popyt na religię. A więc, jeśli dobrze rozumiem Agnosiewicza, realizm poucza, że w gruncie rzeczy religii nie da się ( a nawet nie powinno się), wyeliminować z życia i przestrzeni publicznej, ponieważ wciąż istnieje duże zapotrzebowanie na ten środek uśmierzający. I nie zanosi się, aby kiedyś miało w tym względzie dojść do jakiejś znacznej rewolucji. A jeśli spróbowalibyśmy go usunąć cięciem skalpela, to z czym zostaniemy? Świda- Ziemba: "Nie jestem przeciwniczką religii, bo one pomagają ludziom żyć". Rozbicie o mur niemożności Nie chcę osądzać tych wypowiedzi, ani rzucać gromów. Niemniej, przyznam, że najbardziej w tych wypowiedziach uderzyło mnie odwołanie się ich autorów do wychowania katolickiego. I wzbudziło kilka pytań. Zastanawia mnie przede wszystkim, na czym polegało to katolickie wychowanie, jak głębokie było, skoro nie uchroniło ich od krytycznego zdystansowania się wobec chrześcijaństwa. Jaki przekaz o Kościele, a w jego obrębie o Bogu, do nich docierał? Dlaczego taki jednostronny? Gdzie pozostała część prawdy? Czy takie spłycenie to wyłącznie wina Kościoła? Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Nie mam zamiaru zrzucać wszystkiego na karb wykoślawionego wychowania religijnego, bo przecież zawsze w tej sferze pozostaje margines ludzkiej wolności, oporu, nieświadomości. Człowiek nie jest zdeterminowany wychowaniem, ani jego brakiem. Nie można jednak popadać w drugą skrajność, jakoby zawsze chodziło o w pełni świadomy wybór. Albo całe to gadanie jest niczym innym jak powoływaniem się na utarte stereotypy, aby się wykręcić i usprawiedliwić. Generalizowanie i jednostronność też jest zawiniona, ponieważ płynie z lenistwa i zacietrzewienia. Nie zadali sobie trudu. Skoncentrowali się tylko na wycinku Kościoła. Przyczyny niewiary leżą więc całkowicie po ich stronie, bo to rogate dusze. Można i tak podejść do sprawy. Jednak mnie się wydaje, że to uproszczenie. Nie wszystko da się tutaj wyjaśnić. Dotykamy w tych ludzkich poszukiwaniach i błądzeniach tajemnicy. Dlaczego wielu katolików nie żywi podobnych rozterek? Czy dlatego, że mają żywy kontakt z Bogiem, że głęboko wierzą, rozumieją swoją wiarę, są zawsze zbudowani postępowaniem chrześcijan? Czy nigdy niczym się nie zgorszyli? Nie mieli wątpliwości i wszystko jawi im się jako oczywiste? Eric Voegelin powiada: "Największy problem dzisiejszych chrześcijan nie polega na tym, że nie mają właściwych odpowiedzi, ale że zapomnieli o pytaniach, które zostały postawione i ku którym owe odpowiedzi zmierzały". Po drugie, nie ulega wątpliwości, że niebagatelny wpływ na ostateczny kształt myślenia wielu nowożytnych filozofów, miały uproszczone wizje chrześcijaństwa, z jakimi się zetknęli, albo negatywne doświadczenia z chrześcijanami, z którymi przyszło im żyć. Jeśli, na przykład, Thomas Hobbes widział na co dzień, jak to wyznawcy Chrystusa wszczynają wyniszczające wojny o podłożu religijnym, to trudno się dziwić, że w swoim fundamentalnym dziele "Lewiatan" zarysowuje tak mroczną wizję człowieka, podobnego do zgłodniałego wilka. Wiele antyklerykalnych postaw rodzi się na podobnym gruncie. Popatrzmy dla przykładu, co Mariusz Agnosiewicz wyniósł ze swojego katolickiego wychowania, zakładając, że w cytowanym wywiadzie odnosi się do własnego doświadczenia. Usłyszał że siłą napędową moralności jest wyłącznie strach i poczucie winy: "Nie kradnij, bo zostaniesz ukarany", czyli generalnie "nie rób tego czy tamtego, bo cię Bozia pokarze". A najważniejszym obszarem wykorzeniania zła w młodym człowieku jest seksualność, zwłaszcza masturbacja, na punkcie której, zdaniem Agnosiewicza, Kościół ma hopla. Uważam, że nie można tego powiedzieć o całym Kościele, bo to rzeczywiście jest uogólnienie. Przynajmniej, jeśli chodzi o oficjalne dokumenty dotyczące etyki seksualnej, Kościół kieruje się dzisiaj dużym wyczuciem i wyrozumiałością. Sęk w tym, że jego przedstawiciele nie zawsze je znają i głoszą własne nauki. A dla sporej grupy młodych ludzi to właśnie miejscowy proboszcz lub katecheta jest często pierwszym i jedynym wehikuł katolickiej moralności. Ponadto, prawdą jest, że często nie potrafimy inaczej rozmawiać o moralności niż w formie zakazowo- prawnej. Wiemy, że nie wolno zabijać dzieci nienarodzonych, ale o wiele trudniej uzasadnić ten nakaz pozytywnie. To kosztuje więcej wysiłku. Co więcej, Agnosiewicz wprawdzie wypowiada się krytycznie o religii jako takiej, ale z kontekstu wywiadu wynika, że "religia" to w jego opinii głównie Kościół Katolicki, a szerzej chrześcijaństwo. Mówi bowiem, że "religia uczy wyrachowania", po czym przechodzi do "straszenia piekłem" oraz zakazów w sferze seksualnej i dodaje: "Na szczęście większość katolików podchodzi selektywnie do nauk Kościoła". Ten na poły świadomy przeskok pokazuje, że w naszym kraju, ciągle jeszcze, podstawową wiedzę o religii wiele ludzi czerpie z Kościoła, co także rzutuje na doświadczenie religii jako takiej. W końcu, jeśli spojrzeć na "przyczyny" niewiary tych trzech osób od strony pozytywnej, to w sumie odkryjemy trzy najbardziej podstawowe aspekty katolicyzmu: Prokop: pragnienie żywego i osobistego doświadczenia Boga, nie tylko za pośrednictwem formalnych rytuałów i rodzinno-kościelnych tradycji. Świda-Ziemba: potrzeba intelektualnego uzasadnienia wiary i rozumowej pewności. Agnosiewicz: bezinteresowność etycznego postępowania oraz zgodność wyborów i postaw wierzących z ich słowami i deklaracjami. Można by powiedzieć, że te postulaty trącą nadmiernym idealizmem. Gdyby je bowiem poskładać w jedną całość, to wyszedłby nam niemalże doskonały katolik. A jednak coś w każdej z tych osób nie zagrało, jakieś pragnienie nie zostało zaspokojone. Nie odnaleźli swego miejsca w Kościele, chociaż formalnie w nim są. A może - jak twierdzi ks. Tomasz Halik w "Cierpliwości Boga" - głosy niewierzących są słyszalne po to, "by pomóc nam oczyścić naszą wiarę z "religijnych iluzji?""

Mesjańskie Zbory Boże (Dnia Siódmego), dawn. Zbory Boże Chrześcijan Dnia Siódmego – chrześcijański związek wyznaniowy o charakterze ewangelikalnym i unitariańskim, głoszący konieczność przestrzegania biblijnego Dekalogu, w tym przykazania o święceniu szabatu, rozumianego jako dzień sobotni. Pismo Święte uważane jest za
Nigdy nie wierzyłam w Boga. Kiedyś nawet bardzo się starałam uwierzyć, zazdrościłam moim koleżankom w podstawówce ich wiary. Dumnie nosiły na palcach obrączki Rycerstwa Maryi, gorliwie modliły się w czasie mszy, chodziły na spotkania. Raz nawet pojechałam na „wakacje z Bogiem”. Ten wyjazd do Kamienicy Królewskiej wspominam koszmarnie. Czułam się jak kwiatek przy kożuchu, jak piąte koło u wozu, jak czarna owca, która mimo najszczerszych chęci nie potrafi uwierzyć. Mój ojciec jest zadeklarowanym ateistą. Pamiętam, kiedy jako dziecko pytałam go o to, co stanie się z nami po śmierci mówił: „nic”. Nigdy nie widziałam, żeby moja mama się modliła, do kościoła przychodziła tylko na uroczystości jako gość. Zostałam ochrzczona, przyjęłam komunię i bierzmowanie, bo wszyscy przyjmowali. Skoro nie byliśmy innego wyznania, to znaczy, że byliśmy katolikami – tak się przyjęło. To nic, że nikt w mojej rodzinie nie chodził do kościoła, nie przyjmowaliśmy kolędy, nie modliliśmy się. Katolicy. Taki worek, w który upchnięci byli również niewierzący. I przyszedł moment, w którym zapragnęłam z tego worka wyjść i zacząć normalnie oddychać. Bez presji społecznej, bez „powinnam”, bez „wypada”. Dojrzałam do tego, by powiedzieć głośno – NIE WIERZĘ W BOGA. Ale po kolei… Pierwszy raz spróbowałam się zbuntować w pierwszej klasie liceum. Na lekcję religii przyszedł ksiądz, który po wejściu do klasy zadał nam pytanie: „czy wierzycie w horoskopy?”. Zgłosiło się nas kilkanaście osób. Ksiądz wpadł w furię. Zaczął nas wyzywać od pomiotów szatana, spadł na nas grad obelg i inwektyw. Wyszłam. I powiedziałam, że nie wrócę. Nie wróciłam. Lata 90-te to był czas, w którym nie było to popularne, ale nie interesowało mnie to. Nie chciałam w tym uczestniczyć, więc tak się stało. To nie był jednak koniec moich relacji z kościołem. W 2003 roku, w wieku 23, lat wzięłam z moim obecnym mężem ślub kościelny. On również nie chodził na religię w technikum, miał podobne stosunki z kościołem jak ja, ale mimo wszystko zdecydowaliśmy się na ślub konkordatowy. Dlaczego? Nie wiem. Może dla białej sukni, kwiatków i Ave Maria? Było pięknie, doniośle, magicznie… Dziś nie zdecydowałabym się na taki ślub. Dziś byłby to ślub cywilny, być może na jakiejś pięknej plaży albo w ogrodzie. Już wtedy miałam poczucie, że przysięgam człowiekowi, z którym chcę spędzić życie, mężowi, a nie Bogu, w którego nie wierzę. Igora ochrzciliśmy, kiedy miał kilka miesięcy. Tak się robiło. Formalnie byliśmy przecież katolikami, więc „wypadało” go ochrzcić. Podobnie było z Olivierem, choć tu ociągałam się już i pamiętam, że przyjął chrzest, gdy był dość duży – na pewno już chodził. Żałuję. Nie powinnam była tego robić. Olivier kategorycznie odmówił uczestnictwa w zajęciach religii po drugim spotkaniu z katechetką w przedszkolu. Powiedział, że nie i koniec. Nie zmuszałam go, szczególnie, że już wtedy dość wyraźnie widziałam jak daleko jestem od kościoła. Po pierwszym spotkaniu w sprawie komunii Igora nasz najstarszy syn sam zdecydował, że nie chce w tym brać udziału. Zrezygnował też z chodzenia na religię. Dziś myślę, że było to naturalną konsekwencją tego, że wychowują się w domu, w którym wszyscy są ateistami. Religię katolicką traktujemy jako jedną z wielu. Mamy znajomych i przyjaciół różnych wyznań, na całym świecie – protestantów, prawosławnych, muzułmanów, buddystów. Szanujemy ich wiarę. Podobnie jak szanujemy wiarę katolicką. Szanuję ludzi wierzących, w co by tam nie wierzyli, ale pod warunkiem, że ich wiara jest prawdziwa, a nie na pokaz. Dla tych, którzy rzeczywiście żyją zgodnie z zasadami wyznawanej religii i miłości do bliźniego. Niestety znam wiele osób, które deklarują prawdziwą wiarę, a swoim postępowaniem, postawą, stosunkiem do ludzi przeczą jej podstawowym założeniom. Brzydzę się taką obłudą. Powiedzenie „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą” bardzo dobrze określa tych, którzy są złymi ludźmi, a pod przykrywką gorliwej wiary potrafią krzywdzić innych, są obojętni na drugiego człowieka, żyją w kłamstwie, braku poszanowania i tolerancji, zaślepieni doktryną. Zawsze przeszkadzało mi w kościele to, że było tam tak smutno. Ludzie zawodzili żałośnie, było ciemno, zimno, nieprzyjaźnie, księża wywyższali się i traktowali ludzi z góry. Z podziwem patrzyłam na baptystów, którzy z radością tańczyli i śpiewali, jakby byli na imprezie u swojego Pana. Kiedy już jako dorosła osoba zaczęłam orientować się, ile w tej instytucji zła, przestępstw tuszowanych latami, pedofilii, w jaki sposób kościół próbuje mieszać się w politykę, jak korzysta z pieniędzy, które odprowadzamy do budżetu w postaci podatków, jak tragiczny w skutkach jest celibat, który, dla pieniędzy, ingeruje w naturalne i podstawowe potrzeby człowieka, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie chcę być tego uczestnikiem – ani biernym, ani tym bardziej czynnym. Niektórzy powiedzą, że przecież kościół to nie Bóg, że można wierzyć, a jednocześnie nie akceptować doktryny kościoła i postępowania kleru. Być może. Jeśli się jednak nigdy nie wierzyło, a religia jawi się jako mit, coś, co ludzie wymyślili, by móc zawierzyć jakieś sile wyższej to, na co nie mają wpływu, to postępowanie kościoła bulwersuje jeszcze mocniej. Do tego stopnia, że człowiek nie ma ochoty mieć z nim nic wspólnego. Czy bałam się o dzieci, kiedy zrezygnowaliśmy z religii w szkole, tego, że będą wyśmiewane czy prześladowane? Ani trochę. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji i poruszyłabym wszelkie instytucje, by na to nie pozwolić. Kiedy Igor był w drugiej klasie, przyszedł któregoś dnia do domu (wtedy chodził jeszcze na religię) i powiedział, że ksiądz bił dzieci w czasie lekcji. Ciągnął za uszy, robił „kokosy” na głowie, wyrzucał piórniki do śmietnika. Zagotowałam się. Najpierw zadzwoniłam do wychowawczyni. Następnego dnia udało jej się ustalić, że nasz syn mówił prawdę, ale dzieci bały się o tym powiedzieć. Jakie szczęście, że on się nie bał! Jacek pojechał do szkoły porozmawiać z dyrekcją. Kilka dni później ksiądz przestał być pracownikiem szkoły – po wezwaniu przez Radę Rodziców zrezygnował sam. Nadal jednak jest proboszczem w parafii. Nie będę powtarzać plotek, choć wiem, że są prawdziwe, ale to żaden autorytet dla kogokolwiek. Trzy lata temu podjęłam decyzję o całkowitym odcięciu się od kościoła. Żadnych mszy, święcenia jajek, żegnania się w trakcie zwiedzania katedry czy wizyty na cmentarzu, żadnych „szczęść Boże” na widok księdza i innych gestów i zwrotów, którymi zostaliśmy zindoktrynowani jako dzieci. Dlaczego zatem obchodzę święta? Bo to element tradycji. Nie ma dla mnie nic wspólnego z wiarą. Śmieszy mnie wręcz jak wierzący oburzają się na to. Sami obchodzą święta nie tak jak stanowi o tym ich religia, tylko tak, jak się tradycyjnie przyjęło. Nie skromnie, tylko z obżarstwem, alkoholem, choinką i oglądaniem Kevina. Z Mikołajem i prezentami. A w Wielkanoc z zającem, żurkiem i śmigusem dyngusem. To nie są katolickie obchody. Dla mnie mogłyby być każdego innego dnia w roku, a świętuję, bo jest to nasza, polska tradycja. Nie czuwam, nie chodzę na pasterkę, nie uczestniczę w mszach, nie przyjmuję kolędy, nie święcę pokarmów, nie czytam Pisma Świętego, pod obrus kładę łuski karpia na szczęście. Kupuję tonę prezentów, jeśli mam za co i jem pyszności. Żurek i bigos nie są elementem świętowania zmartwychwstania moi Drodzy. Ot i cała tajemnica świąt u niewierzących. Potrzeba mi było wielu lat, żeby w kraju, który jest współrządzony (albo i rządzony) przez kościół powiedzieć „nie wierzę”. Żeby być osobą publiczną, która powie „nie wierzę”. To nadal wielkie tabu, choć wiem, że jest nas – niewierzących – coraz więcej. Piszecie do mnie w listach, że czujecie podobnie, ale brak Wam odwagi. Bo co powie teściowa, co powie ksiądz, co powiedzą rodzice kolegów ze szkoły. A my proszę Państwa żyjemy dla siebie. Nie dla innych. I nie po to, by spełniać czyjeś oczekiwania. Z racji tego, jak zostaliśmy wychowani, tak często robimy jeszcze to, co „wypada”, nawet jeśli kłóci się to z tym, co czujemy i w co naprawdę wierzymy. Mam nadzieję, że nasze dzieci już nie będą miały tego kagańca. Jeśli będą chciały w coś wierzyć, to dlatego, że to poczują, a nie dlatego, że ktoś coś na nich wymógł, do czegoś je zmusił, przystosował. Staram się być dobrym człowiekiem. Dobrym, nie znaczy uległym i bezrefleksyjnym. Nauka bezspornie udowadnia to w jaki sposób powstało życie i świat, który znamy i bynajmniej nie trwało to 7 dni. Nauki kościoła są dla mnie zwykłymi mitami, bajkami, fikcją literacką, nie są poparte żadnymi dowodami, argumentami, niczym na czym można się oprzeć. To, co zawiera Biblia, to czego naucza kościół zaprzecza racjonalnej wiedzy o człowieku i świecie. Teologia nie jest nauką. Jako racjonalistka nie umiałam, nie umiem i nie będę umiała uwierzyć w istnienie żadnego boga (wcześniej Bóg pisałam wielką literą, z szacunku do moich prawdziwie wierzących czytelników). Nie lubię, gdy ktoś próbuje mnie nawracać, bo wiara nie jest dla mnie czymś do czego można kogoś przekonać. Przekonać można kogoś do faktów, a religia nie jest faktem. Jest oparta na domysłach, przekazie (podobnie jak legendy czy mity), katechezie (czyli nauczaniu wiary) i zaprzeczaniu rzeczywistości. Rozumiem, że ludziom jest łatwiej wierzyć, że jest ktoś/ coś, kto/co ma moc sprawczą, jest siłą wyższą, pomaga, prowadzi, można się do niego zwrócić. Zawsze tak było. Swoich bogów miały plemiona, mieli starożytni Grecy i Rzymianie, ale ich bogowie są dla nas dziś bohaterami bajek – lektur szkolnych. I Bóg katolicki tak samo kiedyś będzie takim właśnie baśniowym bohaterem naszej epoki. Już pokolenie naszych dzieci raczej nie będzie chciało kontynuować tego kultu. Teraz żyję w zgodzie ze sobą. Ze swoimi przekonaniami, z tym co myślę i czuję. Pomagam innym, całe dorosłe życie jestem żoną jednego męża, matką trójki dzieci. Żyję uczciwie w stosunku do siebie i ludzi. Nie namawiam nikogo do odejścia od wiary. Namawiam do tego, by nie być hipokrytą i nie żyć w zakłamaniu. By być w porządku wobec siebie i innych. By kochać bliźniego, jak siebie samego. By szanować innych bez względu na to, w co wierzą, jeśli nikogo nie krzywdzą. Tyle ode mnie. Peace & Love Anna Jaworska – MumMe
W ten sposób Kościół opiera się na Tradycji, która jest nośnikiem nie tylko treści wiary, ale i sposobu jej wyznawania i przekazywania. Stąd też Pismo Święte i na równi z nim także Tradycja Kościoła stanowią o wierze prawdziwej. Wszystkie sakramenty i istotne elementy wiary Kościoła zakorzenione są w czynach i nauczaniu Jezusa.
Papież Franciszek powiedział w środę podczas audiencji generalnej w Watykanie, iż nie można mówić: „wierzę w Boga, ale nie w Kościół i w księży”. Wiernym przypomniał, że przynależność do Kościoła nie jest tylko faktem zewnętrznym i formalnym. Zwracając się do ponad 50 tys. osób zebranych na placu Świętego Piotra papież oświadczył: „Podczas gdy Kościół jest matką chrześcijan, czyni chrześcijanami, jest jednocześnie złożony z nich. Nie jest czymś innym od nas samych, należy go postrzegać jako sumę wierzących”. „Niektórzy mówią: 'wierzę w Boga, ale nie w Kościół, nie w księży'. Ale Kościół to nie tylko księża. Kościół to my wszyscy. Jeśli ktoś powiada, że wierzy w Boga, a nie wierzy w Kościół, mówi, że nie wierzy w samego siebie” - dodał Franciszek. Przypominał, że „chrześcijanami nie stajemy się w laboratorium”. Zachęcał do tego, by „kochać Kościół tak, jak matkę, potrafiąc także zrozumieć jego wady”. Uczestników audiencji generalnej papież poprosił, by sprawdzili datę swego chrztu. „Oto wasze zadanie domowe” - podkreślił. Wyraził opinię, że dzień ten należy świętować. Zwracając się po włosku do Polaków Franciszek mówił, że „przynależność do Kościoła nie jest faktem tylko zewnętrznym i formalnym”. „Ta więź ma charakter wewnętrzny i życiodajny; taki, jaki ma dziecko z własną mamą” - powiedział papież. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
Jeśli się nie mogę przejrzeć w twoich oczach, Ojcze, to sam nie wiem, kim jestem, bo nie wiem, jaki jestem w oczach tego, którego obraz noszę w sobie. W twoich oczach, Jezu, mogę zobaczyć miłość Ojca, bo ty jesteś doskonałym Jego odbiciem. Chcę teraz patrzeć na Ciebie, który nie wzbudzasz we mnie poczucia winy, ale całym
Decyzję o wystąpieniu z Kościoła Paweł oprawił i powiesił nad łóżkiem. - Chciałem odejść, to wszystko. Olgierd Rynkiewicz: - Jako apostata nie uczestniczę w życiu Kościoła. Jestem objęty ekskomuniką. Nie wezmę katolickiego ślubu, nie będę miał katolickiego pogrzebu. To chciałem osiągnąć Lech KamińskiOlgierd Rynkiewicz: - Jako apostata nie uczestniczę w życiu Kościoła. Jestem objęty ekskomuniką. Nie wezmę katolickiego ślubu, nie będę miał katolickiego pogrzebu. To chciałem osiągnąć(fot. Lech Kamiński)- Nie wierzę w Boga - to była najważniejsza motywacja mojej decyzji - mówi Olgierd Rynkiewicz z Torunia. - Nie wierząc w Boga, nie zgadzam się z fundamentalnymi założeniami Kościoła, dlatego nie chciałem w nim tkwić. Przeczytaj także:Bydgoski egzorcysta: "Diabeł chce zaatakować także moją rodzinę"Przemek pochodzi z małej miejscowości. Wieloletni ministrant i lektor. Jeszcze trzy lata temu służył do mszy. W październiku codziennie odmawiał różaniec. Studiuje w Toruniu. Chce wystąpić z prośby o apostazję (odstępstwo, wystąpienie) zaczęli składać Polacy pracujący w Niemczech. Nie chcieli z pensji płacić obowiązkowego podatku kościelnego i rezygnowali z przynależności do Kościoła katolickiego. Od kilku lat o apostatach coraz głośniej w kraju, ale - przynajmniej w naszych diecezjach - to nawet nie jest zjawisko. Np. w diecezji włocławskiej przypadki apostazji są jednostkowe. - Trzy - może cztery w roku - informuje ks. kanclerz Artur Niemira z kurii diecezjalnej. - Pojedyncze przypadki - mówią w kurii bydgoskiej. - W ciągu minionych 4 lat w diecezji płockiej trzy osoby zgłosiły, że chcą formalnie wystąpić z Kościoła - dodają w Statystyki Kościoła Katolickiego jeszcze nie skończył liczenia apostatów we wszystkich diecezjach. W ubiegłym roku w diecezji toruńskiej wystąpiło 8 osób. W ciągu ostatnich pięciu lat - Ale w ubiegłym roku w diecezji krakowskiej wypisało się 168 apostatów - podkreśla apostata Olgierd Rynkiewicz z Torunia. Olgierd na co dzień zajmuje się stroną internetową Jest przedstawicielem handlowym. Idea świeckiego państwa zaprowadziła go do Ruchu Palikota. Został ochrzczony, przystąpił do pierwszej komunii, był bierzmowany. Na lekcje religii w liceum chodził sporadycznie, bo można było podyskutować z księdzem. Nawet na świadectwie miał ocenę z że wrodzona ciekawość, pęd do wiedzy i logiczne myślenie motywowały go do zerwania z wiarą. Postanowił wystąpić z Kościoła. W biurze parafialnym toruńskiej katedry przedstawił księdzu proboszczowi sprawę. - W pierwszej chwili ksiądz nie bardzo wiedział, o co mi chodzi - wspomina Olgierd. - Wczytał się w oświadczenie woli, w którym opisałem moje motywacje (nie wierzy w Boga, nie zgadza się z działalnością instytucji Kościoła, chcąc pozostać w zgodzie z sumieniem, występuje z Kościoła i nie chce być z nim utożsamiany). Nie chciałem też, żeby hierarchowie w mediach wypowiadali się również w moim imieniu, bo w Polsce jest 96 procent katolików. Proboszcz dał mu tydzień czasu do namysłu. Później otrzymał odpis metryki chrztu z adnotacją, że wystąpił z Kościoła katolickiego. - W domu rozeszło się po kościach, ale dowiedziała się o apostazji moja matka chrzestna, mocno zaangażowana w życie Kościoła i podniosła larum - dodaje Olgierd. - Zadzwoniła do mojej babci, do rodziców z troską i z bojaźnią, czy aby nie wplątałem się w podejrzane towarzystwo, np. w jakąś sektę. Wyjaśniłem jej sprawę, uszanowała moje zdanie i obiecała wspierać mnie w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju. We wrześniu 2008 roku Konferencja Episkopatu Polski wydała instrukcję postępowania przy formalnym wystąpieniu z Kościoła. Potencjalny apostata musi mieć skończone 18 lat. Umotywować swoją decyzję proboszczowi. Stawić się w parafii z dwoma pełnoletnimi świadkami oraz dostarczyć odpis aktu chrztu, bo apostazji dokonuje się w parafii miejsca zamieszkania, a nie w parafii, w której było się ochrzczonym. Na pierwszej wizycie nigdy się nie kończy. W instrukcji episkopatu jest mowa o "roztropnym czasie do namysłu". - Często jest to naginane - mówi Olgierd i dodaje, że zna przypadki, w których proboszcz wyznaczył termin następnej wizyty za rok, ale i - złośliwie - za dziesięć lat. - Jeszcze trzy lata temu wręcz manifestowałem moją wiarę - wspomina Przemek, kiedyś ministrant i lektor, a dziś toruński student. - W pracy księży z mojej parafii przeszkadzało mi to, że obydwaj byli hipokrytami. Jeden z nich chyba w ogóle nie wierzył w to, co robił. Z pogardą odnosił się do ludzi. Czasem wręcz ich się bał lub brzydził. Był materialistą nastawionym na pieniądze. Mówi, że w społecznościach wiejskich można zauważyć następujący mechanizm: najpierw w parafii pojawia się uduchowiony i dobry dla ludzi ksiądz. Po nim przychodzi materialista, żeby ściągnąć pieniądze. Następnie znowu pojawia się ten spokojny... - Przestałem chodzić do kościoła - przyznaje. - Miałem wtedy 17-18 lat. W tym czasie wielu znajomych odchodziło od Kościoła. Mówi, że nic go już nie łączy z instytucją Kościoła. Nie chce, żeby hierarchowie wypowiadali się w jego imieniu. Prosił rodzinę, żeby z biura parafialnego uzyskała odpis aktu chrztu, ale w jego parafii finansami zarządza organista. Zażyczył sobie stu złotych za wydanie chce sam wybrać się do parafii i wszystko załatwić. - Apostazja będzie się nasilała, ale niekoniecznie będzie związana z wielką dynamiką osób, które się "odkościelniają" czy "odreligijniają" - uważa doktor Paweł Załęcki, socjolog religii z UMK w Toruniu. - Część osób będzie chciało wskazać swoją autonomiczność do stanowienia o samym sobie i będzie usiłowało regulować oficjalnie to, co stało się już wcześniej. Bo czy w dzisiejszym Kościele nie ma niewierzących - praktykujących lub wierzących - niepraktykujących - co opisali już socjolodzy? - Utknąłem w połowie, ponieważ napotkałem problemy u proboszcza - przyznaje Marcin ze Szczecina, który akurat na kilka dni wpadł do Torunia. - Wniosek złożyłem u proboszcza, ale on nic z nim nie zrobił. Powiedział, że nie zamierza wysyłać do kurii mojego wniosku. Kiedy zacząłem pytać, gdzieś zniknął, po kwadransie wrócił, zaczął mnie straszyć, że wezwie policję. No i wyzwał mnie od "psychicznego". Zaznaczył tylko w kartotece, że złożyłem wniosek apostazji. Nie czułem się nigdy związany z Kościołem. Teraz już tak bardzo nie zależy mi na sformalizowaniu mojej sprawy, ale na pewno jej tak nie zostawię. Marcin pochodzi z rodziny katolickiej, ale nie za bardzo praktykującej. - Do bierzmowania, choć przyciskali, już nie przystąpiłem. Religia w szkole nigdy nie jest na początku lub na końcu zajęć, tylko wciśnięta w środek. Trzeba było się pojawiać. Startowałem nawet w konkursach wiedzy religijnej i wygrywałem je dla szkoły - przyznaje. - Ale przez to, że dyskutowałem na lekcjach, zawsze miałem niższe oceny od tych, co nie zadawali trudnych pytań. W gimnazjum uczył nas ksiądz, który nie potrafił niczego wytłumaczyć, a wtedy się denerwował. Postanowiłem nie należeć do czegoś, czego nie czuję. Mama bała się, że wplątałem się w satanizm. Później przez dwa lata nie przyjmowała księdza na kolędzie. Pewnie wstydziła się za mnie. - Ostatni raz, tak szczerze, z głębi serca, modliłem się w wieku 15-16 lat - mówi Paweł Sowa z Jabłonowa Pomorskiego. Dziś uważa, że trzeba wziąć życie w swoje ręce. Pochodzi z rodziny katolickiej, ostatnim sakramentem było małżeństwo, ale to już chyba nieaktualna sprawa, bo o żonie mówi w czasie przeszłym. Podczas Woodstocku spotykał krisznowców, ale wiary nie chciał zmieniać. - Wcześniej wydawało mi się, że coś mną kieruje, wierzyłem - wspomina. - W wieku 16-17 lat chodziłem z kolegami co niedzielę do kościoła. Później stałem się ateistą, a apostazja była tego wypadkową. Kościół reprezentuje nauki, ideały, pod którymi nie mogłem się już podpisać. Denerwowało mnie, że księża interesują się tylko pieniędzmi. Od chrztu po pogrzeb trzeba za coś płacić. Trzeba mieć pieniądze, żeby wierzyć. Najpierw ksiądz mi powiedział, że nawet jak mu nic nie zapłacę, to ochrzci moje dziecko, a później zajrzał do koperty i zapytał, jak za dwadzieścia złotych ma utrzymać kościół? A ja za dużo wtedy nie zarabiałem. Chciałem formalnie zerwać wszelkie więzi, żeby władze Kościoła nie ujmowały mnie w swoich mówili mu, że robi źle. - Moje odejście nie wynika z buntu przed Kościołem, z chwilowego skłócenia, bo nie podoba mi się ksiądz, a z braku wiary w Boga. 17 marca 2011 roku przyszedł do biura parafialnego zapytać o swoją sprawę. Wszedł w czapce i z "dzień dobry" na ustach zamiast "pochwalony", co na tyle zirytowało księdza wikarego, że ten złapał go za ubranie i ze słowem "spierd...aj" wyrzucił za drzwi. Na YouTube do dziś można wysłuchać tego zajścia, ponieważ wszystko nagrał ukrytym dyktafonem. - Ludzie nie chcieli wierzyć, że coś takiego miało miejsce - mówi Paweł Sowa. - Zarzucali mi, że sprowokowałem wikarego, ale na tym nagraniu słychać, który z nas zachowywał się internautów nie są jednoznaczne. Jedni piszą, że Paweł sprowokował zajście, inni stoją po jego stronie. Zjazdy apostatów odbyły się już w Gdyni, Toruniu i Warszawie. Na ostatnim postanowili, że jednak cyklicznie będą spotykać się w Toruniu. Na zjeździe w Warszawie było ok. stu osób. Na innych 50-60. Czy w tym roku będzie więcej? - Będzie EURO, dlatego trudno coś prognozować - mówi Olgierd. - Osoby, które chcą - mówiąc popularnie - wypisać się z Kościoła - pytamy o powody takiej decyzji - mówi ks. kanclerz Artur Niemira z włocławskiej kurii diecezjalnej. - Często okazuje się, że wiara tych ludzi nie była rozwijana. Dzieci może jeszcze przystępują do komunii świętej, ale później, jeśli widzą, że rodzice nie chodzą z nimi do kościoła, nie przystępują do sakramentów, nie nauczyli je modlitwy, to one same do kościoła nie przyjdą. I człowiek, który nie został wychowany w wierze, dorasta bez wartości. Dlatego tak ważna jest rodzina. Wcześniejsze odejścia z Kościoła też miały miejsce, ale nie były tak sformalizowane. Jeśli mówimy o kilku przypadkach odejść w roku, to nie ma mowy o modzie. Dziś jest większy dostęp do portali internetowych propagujących apostazję. I osoby, które chcą wystąpić z Kościoła, są na nich ośmielane do takiej decyzji. - Uważam, że apostazja nie jest masowym exodusem z Kościoła, ale nasze sprawy powinny być załatwiane poważnie - podkreśla Paweł Sowa. Podaje też przykład jednego z apostatów, który przygotował prowokację polegającą na poproszeniu w biurze parafialnym o odpis aktu chrztu, bo chce być świadkiem na chrzcie. Jako apostata obłożony jest ekskomuniką i nie wolno mu piastować takiej funkcji. Ale zgodę dosłał. Czyli nikt oficjalnie w kartotece nie zaznaczył, że wystąpił z e-wydanie » Kościół nie ma dzisiaj dobrej prasy. Z wielu stron spotyka się z krytyką i niezrozumieniem. Szereg nieporozumień na temat Kościoła bierze się z faktu niedostrzegania jego dwóch zasadniczych wymiarów: widzialnego i niewidzialnego. Kościół bowiem żyje i działa w historii, ale równocześnie ją przekracza. Salvador Pie-Ninot Wierzyć w Kościół „Wierzę w święty Kościół powszechny" Seria Wyznanie wiary: nr 8 Jedność, Kielce 2004 Spis treści Przedmowa5 I.„WIERZYĆ W KOŚCIÓŁ" ZNACZY „WIERZYĆ W SPOSÓB KOŚCIELNY"9 II. „NAZWY" KOŚCIOŁA11 1. Wprowadzenie: wyraz „Kościół"11 2. „Nazwy" Kościoła12 III. KOŚCIÓŁ POWSTAŁY Z JEZUSA17 1. Od Jezusa z Nazaretu do Kościoła chrześcijańskiego17 2. Kościół apostolski, norma i fundament Kościoła wszystkich czasów22 a. Okres apostolski (lata 30-65)24 b. okres poapostolski (koniec I wieku -połowa II wieku)26 IV „STANY ŻYCIA" W KOŚCIELE31 1. Laikat: „Chrześcijanie świeccy. Kościół w świecie"31 2. Posługa święceń: „Na służbie braciom"33 3. Zycie konsekrowane: „Radykalne świadectwo rad ewangelicznych"35 V. „PRZYMIOTY" KOŚCIOŁA37 1. Kościół jeden38 a. Kościół: obraz jedności Boga Ojca, Syna i Ducha38 b. Pełna jedność katolicka: więzy wiary, sakramenty i komunia (KK 14)39 c. Stopnie jedności i przynależności do Kościoła (KK 13-17)40 2. Kościół święty41 a. Kościół nieskazitelnie święty41 b. Kościół potrzebujący oczyszczenia, odnowy i reformy42 3. Kościół powszechny (katolicki)43 a. Kościół powszechny i prawdziwy43 b. Katolickość Kościołów lokalnych44 4. Kościół apostolski46 a. Sukcesja służebna apostolskości46 b. Tradycja i sukcesja historyczna apostolskości46 c. Apostolskość i sukcesja Biskupa VI. KOŚCIÓŁ: DLACZEGO? WIARYGODNOŚĆ KOŚCIELNA55 1. „Miejsce" Kościoła w wierze55 2. Misterium Kościoła zamknięte w paradoksie58 3. Świadectwo, kościelny znak wiarygodności60 4. Czy możliwa jest eklezjologia „filozoficzna"?63 VII. DLACZEGO KOSCIOŁ? JEGO MISJA EWANGELIZACYJNA67 1. Misja ewangelizacyjna: cel i racja bytu Kościoła67 2. Misja ewangelizacyjna Kościoła: od Vaticanum II (1965) do „Novo millennio ineunte" (2000)69 3. Zakończenie: Wypłyń na głębię (Łk5,4; NMI Bibliografia73 Wykaz skrótów dokumentów kościelnych75 Przedmowa „Chrystus tak, Kościół nie”? „Religia tak, Bóg osobowy nie”? „Czy można wierzyć bez przynależności”? (G. Davis). „Żaden człowiek nie przetrwa bez instytucji” (P. L Berger). „Instytucja kościelna jest znakiem Ducha Chrystusowego, który zapewnia wierzącemu tożsamość, wszczepia go w Ciało Chrystusa i obdarza wolnością” (M. Kehl). „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 1). „Kościół jest bardziej wiarygodny, jeśli daje świadectwo własnym życiem” (Synod 1985). Aktualne doświadczenie wiary chrześcijańskiej i Kościoła można by ogólnie scharakteryzować jako „przejście od Kościoła opierającego się na jednorodnej społeczności chrześcijańskiej i niemal tożsamego z nią - to znaczy Kościoła mas - do Kościoła złożonego z tych, którzy wbrew swemu środowisku otwarli się na opcję wiary osobowej, jasnej i świadomej” (tak mówił K Rahner już 30 lat temu). Skądinąd niedawne odkrycia i badania opinii publicznej wyraźnie dają do zrozumienia, że tak zwane „formalne instytucje społeczne”, jak na przykład państwo i jego organy, partie polityczne, związki zawodowe... - w przeciwieństwie do „nieformalnych” instytucji, takich jak nowe ruchy społeczne, stowarzyszenia wolontariatu itp. - nie cieszą się dobrą reputacją. Nic zatem dziwnego, że podobne zjawisko dotyka również Kościół, rozumiany całościowo. A wszystko to dokonuje się pomimo faktu, że wiek XX był w pełnym tego słowa znaczeniu „wiekiem Kościoła” za sprawą istotnego wkładu, jaki wniósł Sobór Watykański II, który skoncentrował się właśnie na nim. Oprócz tego trzeba pamiętać, że klasyczny paradoks ostatnich lat, wyrażający się w sloganie „Chrystus tak, Kościół nie”, przekształca się obecnie w nowy: „religia tak, Bóg osobowy nie”. Ponadto coraz bardziej wzrasta liczba ludzi, którzy deklarują się jako „chrześcijanie niepraktykujący” i utożsamiają się z hasłem zdobywającym coraz większą popularność: „Wierzyć bez przynależności” („Believing without belonging”, G. Davis), będącym owocem sekularyzacji naszego świata, pewnego powrotu „sacrum”, pluralizmu międzyreligijnego, narastającej marginalizacji religijności kościelnej, silnego dzisiaj indywidualizmu, które to zjawiska prowadzą do swego rodzaju „deinstytucjonalizacji” religii chrześcijańskiej. Głęboki kryzys przeżywają zwyczajne modele przekazywania wiary oraz wzrasta pewna nieufność wobec doświadczenia socjalizacji religijnej (parafii, szkoły, stowarzyszeń, ruchów), co w znaczący sposób prowadzi do kryzysu przynależności do Kościoła. Aby sprostać temu nowemu wyzwaniu, wielu współczesnych myślicieli proponuje rozmaite refleksje, które dostarczają istotnych elementów, pozwalających jak najpełniej odpowiedzieć na aktualną sytuację. Na przykład niektórzy uciekają się do podstawowej tezy współczesnej socjologii, twierdząc, że „nikt nie przetrwa bez instytucji” (P. L Berger). Inni usiłują dowartościować tak zwane „instytucje pośrednie” - małe grupy, wspólnoty, stowarzyszenia, nowe ruchy społeczne - bliższe konkretnej osobie i jej najbardziej doraźnym potrzebom. Widzą w nich jakby „sieci dające wolność”, to znaczy zwracają uwagę na znaczenie, jakie ma dla wiary pewna „instytucjonalizacja”, jeśli jest wiarygodna i sprzyja wzajemnej komunikacji. Z tego powodu współczesna eklezjologia, świadoma „paradoksu i tajemnicy, jaką jest Kościół” (H. de Lubac), zmierza do odzyskania kategorii „instytucji” na płaszczyźnie sakramentalnej, aby zrozumieć widzialność historyczną i prawną Kościoła, niezbędną, jeśli chce on uchodzić -choć nie bez dwuznaczności właściwych historii - za konkretną rzeczywistość, która „służy ożywiającemu go Duchowi Chrystusowemu” (KK 8). Próbuje się w miarę możności odczytywać na nowo na płaszczyźnie sakramentalnej instytucję kościelną jako wiarygodnego świadka „znaku Ducha Chrystusowego, który zapewnia wierzącemu tożsamość, wszczepia go w Ciało Chrystusa i obdarza wolnością” (M. Kehl). Niniejszy komentarz do artykułu Credo mówiącego o „wierze w Kościół” pragnie uwzględnić powyższe wyzwania, biorąc za punkt wyjścia przeświadczenie, że temat Kościoła domaga się pewnej decentralizacji, aby był on widziany nie tyle jako termin bądź przedmiot wiary, ile raczej jako sposób lub model wspólnotowo-sakramentalny, od którego wychodząc, wyznaje się, celebruje i poświadcza wiarę chrześcijańską. Dzięki temu „wierzyć w Kościół” odzyskuje na nowo znaczenie: „wierzyć w sposób kościelny”. I. „Wierzyć w kościół” znaczy „wierzyć w sposób kościelny” „Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie...”. Tak głosi trzeci artykuł Credo, czyli „Symbolu Apostolskiego”, znanego jako „krótsze” wyznanie wiary. Ta formuła, która sięga swymi korzeniami „Tradycji apostolskiej” (II-III w.) i która ugruntowała się głównie w Rzymie oraz na Zachodzie, jest najczęściej spotykana w Katechizmie. Charakteryzuje się użyciem słowa „wierzę” bez przyimka „w”2, który natomiast występuje na początku trzech artykułów wiary odnoszących się odpowiednio do Boga Ojca, do Jezusa Chrystusa i do Ducha Świętego. Św. Tomasz z Akwinu w jednej z pierwszych średniowiecznych syntez teologicznych uzasadniał tę formę gramatyczną Credo, wyjaśniając, że „jeśli używa się zwrotu «wierzyć w Kościół», to jego sens jest następujący: «Wierzę w Ducha Świętego, który uświęca Kościół». Podobnie wyraża się najnowszy Katechizm Kościoła Katolickiego (1992), który stwierdza: „W Symbolu Apostolskim wyznajemy wiarę w święty Kościoł (Credo... Ecclesiam), ale składnia łacińska używa tu innej formy niż w artykule odnoszącym się do wiary w Boga (Credo in Deum), by nie mieszać Boga i Jego dzieł, lecz by wyraźnie przypisać dobroci Bożej wszystkie dary, jakich udzielił swojemu Kościołowi” (KKK 750). W ten sposób Katechizm stosuje się do nauczania Soboru Watykańskiego II, które zasadza Kościół nie na nim samym, lecz na jego Boskim pochodzeniu, szczególnie na jego zależności od Ducha Chrystusa, ponieważ Kościół -zgodnie z wyrażeniem Ojców, przytoczonym przez tenże Katechizm - jest „miejscem, gdzie zakwita Duch” (KKK 749). Dlatego należałoby stwierdzić, że zwyczajna formuła „wierzyć w Kościół”, aby była poprawnie zrozumiana, zgodnie ze strukturą Credo, powinna być interpretowana jako wierzyć. Istotnie, w Credo Kościół nie jawi się jako jeden z przedmiotów trzech artykułów wiary -skoncentrowanych na Ojcu, Synu i Duchu Świętym -lecz jako sposób, kontekst i miejsce, w którym się wierzy, dzięki impulsowi tegoż Ducha. Dlatego pięciokrotnie powtarza się w „Tradycji apostolskiej” aklamację, która oddaje chwałę Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu w świętym Kościele”. Kościół we właściwym rozumieniu nie jest przedmiotem, terminem ani treścią wiary, lecz pewnym wymiarem wpisanym w wiarę. Zatem zwrot „wierzyć w Kościół” oznacza szczególny, sakramentalny sposób wyznawania wiary chrześcijańskiej, który można by ująć w wyrażeniu „wierzyć w sposób kościelny”. II. "NAZWY" KOŚCIOŁA 1. Wprowadzenie: wyraz „Kościół" Grecki wyraz ekklesia, od którego pochodzi łacińskie ecclesia, jest tłumaczeniem hebrajskiego określenia qahal, oznaczającego „zwołanie" lub „zebrane zgromadzenie". To wyrażenie zostało wprowadzone po raz pierwszy w VII w. przed Chr. za pomocą wymownej formuły: „dzień zgromadzenia" (Pwt 4,10; 9,10; 18,16), o którym mówi Mojżesz, przypominając moment, kiedy Bóg polecił mu zwołać lud na „zgromadzenie" (kościół) w celu zawarcia Przymierza Synajskiego. Wyrażenie to zostało użyte także w Nowym Testamencie, w wystąpieniu Szczepana, poprzedzającym jego męczeństwo (Dz 7,38), również w odniesieniu do „zgromadzenia" (kościoła) na Synaju. Mowa ta jest jednym z pierwszych świadectw użycia tego terminu na określenie nowej wspólnoty wyznawców Jezusa jako „kościoła", rozumianego w ciągłości z „kościołem" lub „zgromadzeniem" synajskim, stanowiącym moment powołania ludu wybranego. W pozostałych częściach Nowego Testamentu słowo „kościół" pojawia się raczej stopniowo: w Ewangeliach występuje bardzo rzadko (tylko w Mt 16,18; 18,17), natomiast w pozostałych księgach, zwłaszcza w Dziejach Apostolskich i listach Pawiowych, spotykamy je łącznie ponad sto razy. Już sam grecki wyraz ekklesia, jak tego dowodzi jego możliwe dwojakie tłumaczenie, ma sens czynny i znaczy wezwanie lub zwołanie oraz sens bierny, kiedy określa zebranie lub zwołane zgromadzenie. Obydwa te rozumienia są obecne u Ojców Kościoła. Rozróżniają oni między „Kościołem jako matką, która zwołuje i gromadzi" (sens czynny Bożego zwołania), a „Kościołem jako bratnią wspólnotą zwołaną i zgromadzoną" (sens bierny wspólnoty wezwanych: św. Izydor z Sewilli, Św. Cyprian...; H. de Lubac). Obydwa te wymiary uzupełniają się wzajemnie, ponieważ opisują ten sam Kościół: jest on z jednej strony „święty" (KK 39) jako matka, która zwołuje swe dzieci dzięki posiadanym świętym darom „słowa i sakramentów" (KK 26), a z drugiej jako bratnia wspólnota zwołana, złożona z ludzi, i „wchodzi w ludzkie dzieje" (KK 9) i jest skażona grzechem, ponieważ „w jego łonie znajdują się grzesznicy" i jest wezwany „do nieustannej reformy" (DE 6). 2. „Nazwy" Kościoła Jakie są podstawowe nazwy, miana, obrazy i pojęcia Kościoła? W rzeczywistości nie ma jakiegoś jednego określenia i w tradycji teologicznej mieszało się wiele różnych koncepcji, aż dopiero Sobór Watykański II wskazał wprost na dwie wielkie perspektywy. Pierwsza ukazuje Kościół jako „sakrament zbawienia", które to wyrażenie pojawia się już we wprowadzeniu do pierwszego rozdziału konstytucji Lumen gentium, zatytułowanej dokładnie: „Misterium Kościoła". Druga perspektywa koncentruje się natomiast na kategorii „Ludu Bożego" (tytuł drugiego rozdziału), widzianego jako podmiot historyczny Kościoła, który odpowiada na pytanie: Kim jest „sakrament zbawienia" (Y. Congar)? Niewątpliwie to właśnie nazwa „Lud Boży" była najbardziej charakterystycznym określeniem eklezjologii soborowej w początkowym okresie po Vaticanum II. Jednak począwszy od Synodu z 1985 roku zaczęła przeważać „eklezjologia komunii". Choć samo to sformułowanie nie pojawia się w tekstach soborowych, to jednak dobrze oddaje zawartą w nich strukturę eklezjologiczną, która zwraca uwagę na komunię z Bogiem za pośrednictwem słowa i sakramentów oraz podkreśla komunię chrześcijan między sobą i z Kościołami lokalnymi (A. Anton, W. Kasper, Tillard). Pojęcie to zakorzenia się w tak zwanej „eklezjologii eucharystycznej", obecnej już w Kościele starożytnym i występującej jeszcze dzisiaj na Wschodzie. Sobór Watykański II używa też innych określeń i obrazów Kościoła, takich jak „królestwo Boże" (KK 5), „owczarnia, rola uprawna, budowla, rodzina, świątynia, oblubienica, Jeruzalem..." (KK6). Na szczególną uwagę zasługuje wśród nich obraz „Mistycznego Ciała Chrystusa" (KK 7), który był bardzo rozpowszechniony przed Soborem, ponieważ papież Pius XII poświęcił mu w 1943 roku odrębną encyklikę. Ponadto z tekstów soborowych wyłaniają się jeszcze inne istotne wyrażenia uzupełniające. Szczególnie należałoby zwrócić uwagę na następujące: Kościół jako „wspólnota" lub „zgromadzenie wierzących", które to określenia uwypuklają jego charakter grupy zjednoczonej dzięki wierze swych członków. Stąd wyrażenia: Kościół wspólnotą wiary, nadziei i miłości (KK 8; 26; 28), „wspólnotą świętych" (KK 69), a także Kościół jako „społeczność", co podkreśla właściwy mu charakter organizacji społecznej, instytucjonalnej i prawnej, ponieważ Kościół ten jest ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność (KK 8 ; DP 2). Konkludując, podkreślmy, że podstawowa kategoria Kościoła jako powszechnego sakramentu zbawienia (KK 1; 9; 48; 59; KL 5; 26; KDK 42; 45; DM 1; 5) może być przydatna, aby nie popaść ani w czysty socjologizm, ani w czysty spirytualizm. Dzięki takiemu ujęciu możemy widzieć fundamentalne wymiary Kościoła w jego całości jako „rzeczywistość złożoną", a także uwzględnić wzajemny związek między następującymi trzema wymiarami: - „Znakiem zewnętrznym" (sacramentum/signum tantum), posiadającym strukturę „społeczności" (KK 8); aspektem prawnym i społecznym Kościoła jako instytucji widzialnej i historycznej; w tym wymiarze pobrzmiewa echo socjologicznego i prawnego pojęcia „społeczności", której relacje są przede wszystkim instrumentalne, formalne, strategiczne i taktyczne, a także bardziej podkreślony jest wymiar „prawny" Kościoła. - „Znakiem wewnętrznym" (res et sacramentum) jako „wspólnotą wiary, nadziei i miłości" (KK 8), wyrazem jego bycia Ludem Bożym poprzez wiarę i sakramenty; ten wymiar jest podobny do socjologicznego pojęcia „wspólnoty", której relacje są głównie międzyosobowe, afektywne i rodzinne; kładzie szczególnie akcent na wymiar „miłości" Kościoła. - „Rzeczywistością ostateczną" (res tantum), ku której zmierza, a którą jest „wewnętrzne zjednoczenie z Bogiem i jedność całego rodzaju ludzkiego" (KK 1); ta podwójna „komunia" opisuje ostateczną rzeczywistość zbawienia chrześcijańskiego, które dokonuje się sakramentalnie za pośrednictwem jego wewnętrznego znaku, jakim jest „wspólnota", oraz znaku zewnętrznego, czyli „społeczności"; zbawienie, które streszcza się w darach synostwa Bożego i powszechnego braterstwa ludzkiego w Jezusie Chrystusie, wzajemnie się przenikających (1 J 1,7-21) i znajdujących swój wyraz w początkowym wezwaniu modlitwy „ojcze (doświadczenie synostwa) nasz (doświadczenie braterstwa)"! opr. mg/mg

Dane szczegółowe. Identyfikator produktu 375799; Tytuł Wierzę w Kościół. Religia 6. Podręcznik dla klasy szóstej szkoły podstawowej; Autorzy praca zbiorowa, Jan Szpet, Danuta Jackowiak

Szczegóły Poprawiono: 22 lipiec 2022 Odsłony: 24 – Prawdą jest Chrystus (ks. Jacek Salij) Porównując dwa przekłady biblijnej opowieści o Kainie i Ablu, zauważyłem znaczące różnice. Pozornie drobiazg, ale uświadomił mi on wielki problem, z którym nie umiem sobie poradzić. Bo jaki my mamy tak naprawdę dostęp do natchnionego słowa? Przecież takich, a może i poważniejszych różnic, jest w różnych tłumaczeniach wiele, a każda z nich może prowadzić do różnych interpretacji. Jak z tym sobie radzić? Wewnętrznie, dla siebie, jakoś sobie daję radę. Domyślam się, że od samego początku, od pierwszych zgłosek oryginału Pisma doskonały Pan posługuje się niedoskonałymi narzędziami – ludźmi. Autorami, tłumaczami, interpretatorami... I teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno... To jednak nie usuwa bardzo niepokojącego „ale”, które mimo wszystkich wyjaśnień pozostaje gdzieś w tyle głowy. Mamy przecież dążyć do Prawdy, trwać przy Prawdzie, bez niej wolność jest kłamstwem. Ale jak do tej Prawdy dotrzeć, skoro nie umiemy nieraz jednoznacznie zrozumieć nawet danego nam przez samego Boga tekstu świętego? Skoro nawet specjaliści od Biblii, znający świetnie jej języki oryginalne, różnią się między sobą w rozumieniu tego tekstu? Jak wiadomo, nie ma przekładów idealnych, każdy przekład zawiera w sobie jakieś elementy interpretacji. Różnice w przekładach dotyczą przede wszystkim jakichś odmienności w interpretacjach danego tekstu. Zatem Pański problem sformułowałbym następująco: Jak to możliwe, że ten sam święty tekst jest wewnątrz tego samego katolickiego Kościoła różnorako interpretowany? Dokładnie ten sam problem miał św. Augustyn. Zastanawiał się właśnie nad jakimś zdaniem z Biblii (nawiasem mówiąc, również z Księgi Rodzaju) i zaczął się niepokoić, czy możliwe jest ustalenie z całą pewnością, jaki sens włożył w to zdanie autor natchniony: „Napisał te słowa Mojżesz, napisał i odszedł, przeszedł stąd do Ciebie. Nie ma go już tu, gdzie ja jestem. Gdyby tu był, chwyciłbym go za ręce i prosił, w imię Twoje błagał, aby mi to wyjaśnił. Nadstawiłbym pilnie moich cielesnych uszu, a z jego ust wydobywałyby się dźwięki słów. Gdyby mówił po hebrajsku, jego słowa daremnie kołatałyby do moich uszu, ich treść nie przeniknęłaby do mojego umysłu. Gdyby mówił po łacinie, rozumiałbym, co mówi. Lecz skąd bym wiedział, że mówi prawdę? Gdybym i to wiedział, czy mógłbym to wiedzieć od niego?” (Wyznania 11,3) To ostatnie zdanie już zapowiada kierunek, w którym pójdzie myśl Augustyna. Mianowicie Augustyn wcale nie czuje się oddalony od prawdy Bożej przez to, że nie ma ludzkich sposobów absolutnego upewnienia się, że jego rozumienie świętego tekstu jest prawdziwe. Przecież nawet gdyby miał taką możliwość, i tak ostateczną instancją rozstrzygającą jego niepokoje byłby Bóg Żywy, do którego mamy dostęp przez wiarę, a który daje nam duchowe rozumienie swojego słowa. Posłuchajmy jednak samego Augustyna: „Głęboko we mnie, w ośrodku mojego myślenia Prawda, która nie przemawia ani po hebrajsku, ani po grecku, ani po łacinie, ani w jakiejkolwiek innej mowie – bo ona przemawia bez ust i języka, bez dźwięczących sylab – tak by mówiła: On prawdę głosi. A ja, od razu upewniony, z całą ufnością powiedziałbym temu Twojemu mężowi: Prawdę głosisz. Ponieważ jednak nie mogę Mojżesza zapytać, pytam Ciebie, Prawdę, którą napełniony Mojżesz głosił rzeczy prawdziwe – Ciebie, Boże mój, pytam, Ciebie błagam – przebacz grzechy moje i jak dałeś tamtemu słudze Twemu takie rzeczy głosić, tak mnie pozwól je zrozumieć” (tamże). Św. Augustyn żył tysiąc sto lat przed Lutrem i było dla niego czymś oczywistym, że istotnym kryterium, według którego można rozpoznać autentyczność owej Prawdy, przemawiającej we wnętrzu człowieka, jest zgodność jej nauki z wiarą Kościoła. Możliwość, że Kościół w swojej wierze mógłby zbłądzić, wykluczał tak stanowczo, iż nie zawahał się napisać: „Jeżeli ktoś wyciągnie z tych naszych Ksiąg rzeczy przeciwne wierze katolickiej, to albo wykażemy cały ich fałsz, albo będziemy niewzruszenie wierzyć, że jest to fałsz” (Wykład dosłowny Księgi Rodzaju 1,41). Zatem Augustyn gotów był wierzyć w prawdę wiary katolickiej również wówczas, gdyby nie umiał jej uzasadnić. Nie wynika to z żadnego doktrynerstwa. On po prostu z całą dosłownością wierzył obietnicy Pana Jezusa, że będzie ze swoim Kościołem „przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20) i że Jego Duch Święty „będzie nam przypominał wszystko, co On nam powiedział” (J 14,26). Mając te dwie pewności – że Pismo Święte jest nieomylnym słowem Bożym i że sam Duch Święty czuwa nad wiarą Kościoła – Augustyn nie lęka się już pluralizmu interpretacji biblijnych, jeśli tylko mieszczą się one wewnątrz wiary katolickiej: "Czyż może mi przynieść szkodę to, że tamtym słowom z Księgi Rodzaju można nadać parę różnych interpretacji, z których każda może być prawdziwa? Jakąż – powtarzam – może mi to przynieść szkodę, że inaczej niż ktoś inny rozumiem myśl owego męża, który tamte słowa zapisał? Wszyscy, którzy je czytamy, staramy się je przeniknąć, usiłujemy zrozumieć, co chciał wyrazić autor. Skoro wierzymy, że pisał prawdę, nie będziemy tak lekkomyślni, żeby przypisywać mu cokolwiek, o czym wiemy, albo mniemamy, że jest fałszem” (Wyznania 12,18). Wielość – mieszczących się w naszej wspólnej wierze katolickiej – interpretacji tego samego świętego tekstu wynika, zdaniem Augustyna, stąd, że w końcu jest to naprawdę słowo Boże, zatem poszczególny człowiek może uszczknąć z niego zaledwie cząstkę. Co więcej, nawet wszystkie dokonane w wierze katolickiej interpretacje danego tekstu razem wzięte nie ogarniają całej zawartej w nim prawdy, bo jest ona niezgłębiona. Z góry przepraszam, że tym razem cytat będzie bardzo długi: „Kiedy więc słyszę, jak ludzie mówią: Mojżesz miał to na myśli; albo: Nie, Mojżesz miał na myśli tamto – sądzę, że tak trzeba w duchu pobożności odpowiedzieć: Czemu nie miałby na myśli i tego, i tamtego, skoro obie opinie są prawdziwe? A jeśliby ktoś dostrzegł w jego słowach jeszcze trzecie i czwarte znaczenie albo jakąkolwiek ilość znaczeń, czemuż nie mielibyśmy przyjąć, że wszystkie te znaczenia dostrzegał Mojżesz, przez którego Bóg jedyny dostosował Pismo Święte do umysłów wielu ludzi, aby wszyscy w nim widzieli prawdy, lecz nie wszyscy te same prawdy w poszczególnych miejscach? Co do mnie, oświadczam z całą szczerością i stanowczością, że gdyby mnie powołano do napisania tekstu wyposażonego w najwyższą powagę, wolałbym tak go ująć, żeby w moich słowach rozbrzmiewały echem wszystkie prawdy, jakie by ktokolwiek w omawianym zagadnieniu mógł dostrzec, niż bym miał tak wyraźnie nauczać jakąś jedną prawdę, że to wykluczałoby wszelkie inne interpretacje, choćby nie zawierały żadnego fałszu, od którego trzeba by się odciąć. Nie będę, o Boże mój, wątpił lekkomyślnie, że na taki dar zasłużył sobie Mojżesz u Ciebie. Kiedy zapisywał owe słowa, uświadamiał sobie i przemyśliwał wszelkie prawdy, jakie w nich my zdołaliśmy odnaleźć, jak i te, których odnaleźć jeszcze nie zdołaliśmy ani teraz odkryć nie umiemy, które jednak są w tych słowach zawarte” (Wyznania 12,31). Co więcej, nie ma nieszczęścia nawet wówczas, kiedy tekst święty zrozumiemy niewłaściwie i dopatrzymy się w nim sensu, jakiego w nim nie ma. Ale pod dwoma warunkami: że nie wynika to z naszej nonszalancji wobec Pisma Świętego i że owa idąca obok tekstu interpretacja autentycznie płynie z wiary i wiarę żywi. „Póki więc – pisze św. Augustyn – każdy z nas się stara, jak może, o to, aby odczytać w Piśmie Świętym taki sens, jaki zamierzył w każdym wypadku autor, to cóż w tym może być złego, jeśli ktokolwiek z nas takie żywi mniemanie, jakie Ty, światło wszystkich rzetelnych umysłów, ukazujesz mu jako prawdziwe – choćby nawet nie taką treść w tym miejscu chciał wyrazić sam autor, który jednak również dał wyraz prawdzie?” (Wyznania 12,18). W tym miejscu możemy sobie wyraźnie uświadomić coś, czego wielu dzisiejszych chrześcijan nie rozumie: Słowo Boże nie kończy się na wyrazach tekstu natchnionego. Poprzez wyrazy tekstu, jeśli czytamy je w wierze, wchodzimy w Bożą Rzeczywistość, przystępujemy do samego Jezusa Chrystusa, który żyje i chce nas obdarzać swoją mocą uzdrawiającą i miłością. Bóg objawił nam nie Pismo Święte, tylko swoją miłość do nas, ostatecznie zaś objawił nam samego Syna swojego Jednorodzonego. Pismo Święte nie jest słowem objawionym, jest słowem natchnionym przez Ducha Świętego i dlatego świadczy nieomylnie o prawdzie tego objawienia Bożej miłości, w której dokonuje się nasze zbawienie. Każde zdanie Pisma jest święte i nieomylne, ale wszystkie razem są środkiem, abyśmy mogli zanurzyć się w tej Prawdzie, której na imię Jezus Chrystus. Boże uchowaj, gdyby Pan miał opacznie zrozumieć moje słowa, jakobym chciał pomniejszyć znaczenie Pisma Świętego. Wręcz przeciwnie, dopiero w tej perspektywie mamy szanse otworzyć się na religijne głębie zawarte w tekście natchnionym. Literacki jego wymiar, owszem, jest ważny, ale nieporównanie ważniejsze jest to, abym Pismo Święte czytał jako człowiek ubiegający się o czystość serca i spragniony miłości Bożej. To właśnie dlatego może się zdarzyć, że dyplomowany biblista albo sławny teolog mniej rozumie słowo Boże niż żarliwy w wierze analfabeta, który ma dostęp do Pisma Świętego tylko za pośrednictwem słuchu.
  1. ጨեл խբешиջо опрէцимዎ
    1. Дυтуфω ևլιтትթθጵаኔ
    2. Εςιጎе ሒπէ
  2. ፋሢօγи р хутрога
  3. Гጶνий дяዮεц
  4. Ιγሾнаβօшαх ሐθጧምձ չուс
Ludzie wierzą w Boga i w Chrystusa, a przestają wierzyć w Kościół i sakramenty. Opuszczanie w niedzielę Eucharystii jest znakiem, że ten odcinek fundamentu chrześcijańskiej wiary pęka. Stopniowo runie budowla. Trzeba się przy tym liczyć z zagrożeniem ze strony sekt. W dużej mierze one propagują niechęć, a nawet wrogość do
– W świecie doświadczającym licznych dramatów potrzeba naszego przebudzenia i modlitwy. Pokoju nie buduje się karabinami i czołgami. Buduje się go na kolanach – mówi znany gdański artysta Mariusz Drapikowski. Niewielki budynek gospodarczy na gdańskiej Zaspie. Z zewnątrz – zwykła szara bryła, jakich wiele na powstałych w latach 80. XX w. osiedlach z wielkiej płyty. Po wejściu do środka okazuje się on jednak miejscem ogromnych kontrastów. Pośrodku pomieszczenia, przypominającego nieco zagracony, prowincjonalny warsztat samochodowy, swoim blaskiem przykuwa wzrok przybysza niezwykły obiekt, wokół którego w ogromnym skupieniu krząta się kilku ludzi w roboczych uniformach. Zaskakują ogromne, pokryte płaskorzeźbami połacie srebrzystego materiału, tworzące głębię, kryształowe tafle, drogie kamienie oraz złote elementy, skupiające uwagę oglądającego na miejscu centralnym. Jest nim koło, które otacza utworzony z kwiatowego ornamentu obrys kobiecych kształtów. To właśnie tutaj powstaje kolejne dzieło Mariusza i Kamila Drapikowskich – ołtarz adoracji Najświętszego Sakramentu przeznaczony dla sanktuarium Kibeho w Rwandzie. Nosi nazwę „Światło Miłosierdzia i Pokoju”. Zanim jednak trafi na Czarny Ląd, pojedzie do Krakowa, gdzie posłuży adoracji podczas spotkania papieża Franciszka z młodzieżą świata. To nie tak miało być Opowiadając o swoim życiu, Mariusz Drapikowski podkreśla, że praktycznie wszystko, co dotyczy jego sakralnej twórczości, było wynikiem Bożego działania. Miało być inaczej, bardziej zwyczajnie. Kiedy jednak próbował realizować swoje plany, wszystko szło nie tak. W 1993 roku podczas szalejącej inflacji wziął kredyt na zakup potrzebnego w warsztacie złota. Jego pracownię jednak okradziono, a on sam przez długi czas borykał się z problemem spłaty zadłużenia. – W jednej chwili straciłem wszystko. Komornik wszedł mi na mieszkanie, samochody, nawet telewizor miałem oklejony komorniczymi naklejkami. Pracowałem całymi dniami i nocami. Niezależnie jednak od tego, ile pracowałem, nie mogłem zarobić nawet na spłatę odsetek – wspomina. Pojechał do Częstochowy. – Czułem się niegodny. Powiedziałem tylko: „Matko Boża. Nie proszę o wygraną w totolotka, ale żeby moja praca nabrała sensu”. Po wizycie w jasnogórskiej kaplicy przyszedł mu do głowy pomysł, by zająć się tworzeniem szkła oprawianego w bursztyn i srebro. Wyroby dobrze się sprzedawały. Szybko spłacił zobowiązania. Z czasem pojawiły się zamówienia dotyczące prac związanych z kultem religijnym. Wraz z kolegą wykonali krucyfiks, który stał się darem diecezji gdańskiej dla papieża Jana Pawła II, związanym z jego pasterską wizytą na Wybrzeżu w 1999 roku. Prałat Jankowski namówił go także na realizację projektu bursztynowego ołtarza do bazyliki św. Brygidy. Wykonał też milenijną monstrancję do tego kościoła oraz kolejną do Watykanu. – Wydawało mi się, że dotknąłem szczytu – wyznaje artysta. Wtedy nagle na jego życie spadł kolejny cios. Z dnia na dzień zaczął tracić wzrok. Diagnoza była druzgocąca – stwardnienie rozsiane. – Moja żona, która jest lekarzem, wprowadzała mnie w wiedzę na temat tej choroby bardzo łagodnie. Ale „doktor Google” nie pozostawiał wątpliwości. Postanowiłem więc podziękować Bogu za moje dotychczasowe życie – opowiada. Podziękowaniem tym była przeznaczona dla jasnogórskiego sanktuarium monstrancja. Błogosławieństwo, które leczy Był rok 2003. Wówczas na jedno oko nie widział już wcale. Drugim był w stanie odróżnić jedynie światło i cień. Choroba postępowała. Kilka miesięcy po tym, jak na jasnogórskich wałach zaprezentowano pielgrzymom monstrancję jego autorstwa, przeor Jasnej Góry zaproponował mu udział we wspólnym spotkaniu opłatkowym z Janem Pawłem II. – Umówiłem się z rodziną, że nie będziemy mówili o moich chorobach – stwierdza. Spotkanie było pełne wzruszeń. W pewnym momencie Mariusz postanowił, że wykona dla częstochowskiej Maryi suknię z białego bursztynu. Powiedział o tym papieżowi. – Nie widziałem jego uśmiechu. Ale ci, którzy uczestniczyli w spotkaniu, twierdzą, że tak właśnie było – wyznaje. Jak sam stwierdza, deklaracja, którą złożył, była całkowicie irracjonalna. Jak człowiek, który już prawie nie widzi, może chcieć wykonać takie dzieło? Papież jednak położył mu rękę na głowie i udzielił błogosławieństwa. W ciągu dwóch tygodni wzrok powrócił. Zniknęły także inne objawy choroby.
Przeistoczenie. Wierzę. Ale czy rozumiem? Dogmat o transsubstancjacji, czyli przemianie istoty chleba (hostii) w Ciało Boże w trakcie konsekracji jest trudny do pojęcia „po ludzku” i znacząco wykracza poza ramy naszego poznania. Opiekun 7/2023 / Cathopic. Do dziś dogmatu o transsubstancjacji nie uznają Kościoły protestanckie, a Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Autor Wiadomość Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarian So gru 07, 2013 12:29 Józka Dołączył(a): So lis 30, 2013 20:02Posty: 43 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kozioł napisał(a):@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianO jaka fajna stronka, dzięki Nie wiedziałam, że ktoś taki istnieje So gru 07, 2013 12:34 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Józka napisał(a):Kozioł napisał(a):@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianO jaka fajna stronka, dzięki Nie wiedziałam, że ktoś taki istniejeTakże kwakrzy w dużej części stali się więcej stron i blogów o tych chrześcijanach, jak choćby ten So gru 07, 2013 12:41 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kozioł napisał(a):Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianJakby ci to Koziol wyjasnic: czy w Mt 25 masz choc slowo o wierze? Co wiecej, ci, ktorzy wchodza do nieba pytaja: Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"Gdyby naprawde wejscie do Krolestwa Niebieskiego bylo przypisane do warunku wiary w Jezusa, a potem zycia ta wiara, to faktycznie niebo byloby puste. I czlowiek by drugiego miliardow ludzi nigdy w historii o Jezusie nie slyszalo? So gru 07, 2013 13:17 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):Kozioł napisał(a):Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianJakby ci to Koziol wyjasnic: czy w Mt 25 masz choc slowo o wierze? Co wiecej, ci, ktorzy wchodza do nieba pytaja: Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"Gdyby naprawde wejscie do Krolestwa Niebieskiego bylo przypisane do warunku wiary w Jezusa, a potem zycia ta wiara, to faktycznie niebo byloby puste. I czlowiek by drugiego miliardow ludzi nigdy w historii o Jezusie nie slyszalo?Tak, to ciekawy temat: temat miłości. Także uważam, że własnie miłość jest podstawą chrześcijaństwa. Ci którzy wierzą, miłują, to wiarą, miłością się kierują i nie sa obojętni na potrzeby, na cierpienie innych ludzi. Ale nie możesz napisac, że Bóg zbawia z uczynków! So gru 07, 2013 15:05 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Mam taka prywatna teorie, na bazie Pisma mamy oczywiscie za darmo, dzieki Jezusowi Chrystusowi. Bez tego nikt nie mialby szansy na Jan mowi tak:Cytuj:17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. 19 A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. 20 Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. 21 Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu». J3,17-21A tu mowi jeszcze dobitnej:Cytuj:24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. J 5,24Opis u Mateusza juz mnie oczywiscie) ci, ktorzy wierza Jezusowi i sluchaja Jego slowa (czyli zyja nim na codzien) juz przeszli ze smierci do zycia i sad im nie straszny, bo zyja juz teraz w swietle. Dla nich "umrzec to zysk".Cala reszta stanie (razem z nimi oczywiscie - sad jest dla wszystkich) po smierci w swietle (na sadzie), obojetnie jak by sie nie chciala chowac po katach i zostanie oceniona na bazie swoich czynow badz zaniechan. So gru 07, 2013 16:24 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):...Cala reszta stanie (razem z nimi oczywiscie - sad jest dla wszystkich) po smierci w swietle (na sadzie), obojetnie jak by sie nie chciala chowac po katach i zostanie oceniona na bazie swoich czynow badz troche nie logiczne, bo to by był sąd na podstawie prawa, którego nie mogło się poznać. Czy taki sąd byłby sprawiedliwy? Tu chyba lepiej pisać o intencjach, wartościach niż o czynach. I tu lepiej pisać o ... miłości. So gru 07, 2013 21:33 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Owszem, intencje sa wazne, choc jak wiesz dobrymi checiami jest pieklo wrazenie, ze liczyc sie beda konkrety, pochodzace z serca. A nie tylko intencja bez chodzi o sam sad, to nie znam znaczenia tego slowa w oryginale. Po niemiecku sadzic to "richten". A to oznacza jednoczesnie "wprostowac". I mysle, ze to bedzie wlasnie takie pokazanie prawdy o nas. Kto tu juz potrafil przyjmowal prawde o sobie i zyc przebaczeniem, nie zostanie tym sadem, ktory bedzie ogniem milosci Bozej Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. 12 I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, 13 tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. 14 Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; 15 ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. 1Kor 3,11-15Chrzescijanie maja niejako lepsza szanse na przygotowanie na dzien sadu. Ale przez to i wieksza to juz chyba gleboki offtop N gru 08, 2013 13:02 zsoborniki Dołączył(a): N lut 07, 2010 11:42Posty: 728 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Bóg jest Bogiem żywych. Ode mnie zależy to, co stanie się ze mną po przejściu do nowego życia. W tym życiu ziemskim chrześcijaństwo jest pomocą daną mi, by życie ziemskie przeżyć godnie mając nadzieję na jeszcze lepsze życie po przejściu do innego świata. Chrześcijaninem staję się po przyjęciu chrztu św. Warunkiem życia chrześcijańskiego jest przyjęty przeze mnie kerygmat (pierwotne przepowiadanie o wydarzeniu zaistniałym prawie 2000 lat temu). Jeśli ktoś nie uwierzył w misję Jezusa Chrystusa, ten nigdy nie będzie miał zaufania do Kościoła. Jeśli obserwujemy spadek zaufania, to wyprowadzić można wniosek: Zwiększa się ilość ochrzczonych, do wnętrza których nie dotarło to pierwotne przepowiadanie. Potrzeba więc wśród chrześcijan (katolików) częstego, ciągle na nowo głoszenia przepowiadania o Jezusie może (ale nie musi) otworzyć serce człowieka na przyjęcie PRAWDY. Po przyjęciu JEJ wymagany jest czas, by mój sposób życia stał się widocznym życiem chrześcijańskim i to bez mojego wysiłku. Jezus Chrystus ma mieć w tym udział. Ten czas, to inaczej katechumenat. I jest nieważne czy przeżywać go będę przed chrztem (jako dorosły), czy też po chrzcie (też już jako świadomy). Spadek zaufania do Kościoła wśród ochrzczonych wynika więc z nieprzeżycia przez nich właściwego katechumenatu. Co w takim razie robić, by spadek ten zahamować? Przywrócić znaczenie znaczenie pierwotnego przepowiadania i katechumenatu w Kościele! _________________Pozdrawiam! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!zsoborniki Wt sty 21, 2014 6:59 zsoborniki Dołączył(a): N lut 07, 2010 11:42Posty: 728 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kościół dramatyczny spadek zaufania dostrzega! Stąd Sobór Watykański II. Kolejni papieże posoborowi wyrażali i publikowali w swoich dokumentach zalecenia. Zastanawiające jest jednak to, że wielu chrześcijan (katolików) i duchownych i świeckich niechętnie podchodzą do Słowa głoszonego w Duchu z dokumentów dostrzegających ten problem w Kościele jest Adhortacja apostolska Evangelii Gaudium papieża Franciszka. Oto fragmenty do ewentualnego przemyślenia: III. Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary 14. Wsłuchując się w Ducha, pomagającego nam rozpoznawać wspólnotowo znaki czasów, od 7 do 28 października 2012 r. miało miejsce XIII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów na temat Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej. Przypomniano tam, że nowa ewangelizacja wzywa wszystkich i urzeczywistnia się zasadniczo w trzech obszarach. W pierwszym rzędzie wymieńmy obszar duszpasterstwa zwyczajnego, «które powinno być w większym stopniu ożywiane ogniem Ducha, aby rozpaliło serca wierzących, którzy regularnie uczestniczą w życiu wspólnoty i gromadzą się w dniu Pańskim, by karmić się Słowem Bożym i Chlebem życia wiecznego». Do tego obszaru należy także zaliczyć wiernych, którzy zachowują żywą i szczerą wiarę katolicką, dając jej wyraz na różny sposób, chociaż nie uczestniczą często w kulcie. Duszpasterstwo to ukierunkowane jest na rozwój wierzących, tak by coraz lepiej całym swoim życiem odpowiadali na miłość drugim miejscu wspomnijmy o środowisku «osób ochrzczonych, które jednakże nie żyją zgodnie z wymogami chrztu św.», nie przynależą całym sercem do Kościoła, nie doświadczają już pociechy płynącej z wiary. Kościół jako zawsze troskliwa matka stara się, aby przeżyli oni nawrócenie, które przywróciłoby im radość wiary oraz pragnienie zaangażowania się w Ewangelię. W końcu zauważmy, że ewangelizacja jest istotnie związana z głoszeniem Ewangelii tym, którzy nie znają Jezusa Chrystusa lub zawsze Go odrzucali. Wielu z nich, ogarniętych tęsknotą za obliczem Boga, szuka Go w skrytości, również w krajach o starej tradycji chrześcijańskiej. Wszyscy mają prawo przyjąć Ewangelię. Chrześcijanie mają obowiązek głoszenia jej, nie wykluczając nikogo, nie jak ktoś, kto narzuca nowy obowiązek, ale jak ktoś, kto dzieli się radością, ukazuje piękną perspektywę, wydaje upragnioną ucztę. Kościół nie rośnie przez prozelityzm, ale «przez przyciąganie»..........................................25. Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj dokumenty nie budzą takiego zainteresowania jak w innych czasach i szybko się o nich zapomina. Niemniej podkreślam, że to, co mam zamiar wyrazić, ma znaczenie programowe i poważne konsekwencje. Mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są. Obecnie nie potrzeba nam «zwyczajnego administrowania». Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji».............................................28. Parafia nie jest strukturą przestarzałą. Właśnie dlatego, że ma wielką elastyczność, może przyjąć bardzo różne formy, wymagające otwarcia i misyjnej kreatywności ze strony duszpasterza i wspólnoty. Chociaż z pewnością nie jest jedyną instytucją ewangelizacyjną, to jeśli zachowuje zdolność do nieustannego reformowania się i przystosowania, nadal będzie «samym Kościołem zamieszkującym pośród swych synów i córek». Zakłada to, że będzie rzeczywiście utrzymywała kontakt z rodzinami i z życiem ludu, a nie stanie się strukturą ociężałą, odseparowaną od ludzi albo grupą wybranych zapatrzonych w samych siebie. Parafia jest formą obecności Kościoła na danym terytorium, środowiskiem słuchania Słowa, wzrostu życia chrześcijańskiego, dialogu, przepowiadania, ofiarnej miłości, adoracji i celebracji. Poprzez całą swoją działalność parafia pobudza i formuje swych członków, aby byli ludźmi ewangelizującymi28. Jest wspólnotą wspólnot, sanktuarium, gdzie spragnieni przychodzą i piją, by dalej kroczyć drogą, jest centrum stałego misyjnego posyłania. Musimy jednak przyznać, że wezwanie do rewizji i odnowy naszych parafii nie przyniosło jeszcze wystarczających owoców, aby były one bliżej ludzi i były środowiskami żywej komunii i uczestnictwa oraz ukierunkowały się całkowicie na misję.................................................31. Biskup powinien zawsze budzić komunię misyjną w swoim Kościele diecezjalnym, dążąc do ideału pierwszych wspólnot chrześcijańskich, gdzie wierzących ożywiały jedno serce i jeden duch (por. Dz 4, 32). Dlatego niekiedy stanie z przodu, aby wskazać drogę i podtrzymać nadzieję ludu, innym razem zwyczajnie stanie pośród wszystkich ze swą prostą i miłosierną bliskością, a w pewnych okolicznościach powinien iść za ludem, aby pomóc tym, którzy zostali z tyłu, a przede wszystkim dlatego, że sama owczarnia ma swój węch, aby rozpoznać nowe drogi. W swojej misji krzewienia komunii dynamicznej, otwartej i misyjnej powinien pobudzać i starać się o dojrzałość form uczestnictwa, proponowanych w Kodeksie Prawa Kanonicznego oraz innych form dialogu duszpasterskiego, pragnąc słuchać wszystkich, a nie tylko niektórych, zawsze gotowych prawić mu komplementy. Jednak celem tych działań nie będzie w pierwszym rzędzie organizacja kościelna, lecz realizacja misyjnego marzenia o dotarciu do wszystkich.......................................33. Duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium duszpasterskiego, że «zawsze się tak robiło». Zachęcam wszystkich do śmiałości i kreatywności w tym zadaniu przemyślenia na nowo celów, stylu i metod ewangelizacyjnych swojej wspólnoty. Określenie celów bez stosownych wspólnotowych poszukiwań środków, aby je osiągnąć, skazane jest na przekształcenie się w czystą fantazję. Zachęcam wszystkich do zastosowania ofiarnie i hojnie wskazań tego dokumentu, bez zakazów i obaw. Ważne, by nie iść samemu, liczyć zawsze na braci, a szczególnie na przewodnictwo biskupów, przy mądrym i realistycznym rozeznaniu koniec zachęcam do obejrzenia pewnej inicjatywy w Kościele przy akceptacji Ojca Świętego Franciszka na początku 2014 roku. Poniżej link do transmisji z tego wydarzenia, które moim zdaniem może przyczynić się do zatrzymywania spadku zaufania do Kościoła w Polsce jak i w świecie: adhortacja: ... ona, _________________Pozdrawiam! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!zsoborniki Pn lut 10, 2014 11:04 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że Kościół katolicki jest największym strażnikiem patriarchatu w naszej kulturze. Zarówno w samym nauczaniu, często sprowadzającym kobietę do funkcji rozrodczych i wprost nakazującym poddanie się woli mężczyzny, jak i w strukturach władzy czy niemal niewolniczej, służebnej pracy sióstr Sobota, 23 lipca 2022 r. Święto św. Brygidy, zakonnicy, Patronki Europy Brygida urodziła się w 1303 r. na zamku w Finstad koło Uppsali. Jej rodzina była spokrewniona z dynastią królewską w Szwecji. Rodzina ta była bardzo religijna. Ojciec co tydzień przystępował do sakramentów pokuty i Eucharystii. Odbył także podróż do Hiszpanii na grób św. Jakuba w Compostelli. Według żywotów Brygida miała od dziecka cieszyć się oznakami szczególnej przyjaźni Pana Jezusa. Kiedy miała 7 lat, ukazała się jej Najświętsza Maryja Panna i złożyła na jej głowie tajemniczą koronę. Trzy lata później zjawił się jej Chrystus na krzyżu. Na widok męki Pana Jezusa Brygida miała zawołać: „O, mój kochany Panie! Kto Ci to zrobił? Nie chcę niczego, jak tylko miłować Ciebie!” Kiedy Brygida miała 12 lat, zmarła jej matka (1314). Ojciec oddał kapłanom sumę 200 marek w złocie, co było dużym majątkiem, prosząc, by modlili się o spokój duszy dla małżonki. Po śmierci żony wziął rodzeństwo Brygidy – Katarzynę i Izraela – na swój zamek, a Brygidę oddał na wychowanie do wujenki na zamku w Aspanas. Surowy tryb życia, jaki na zamku wprowadziła wujenka, odpowiadał Brygidzie, która chciała cała należeć do Chrystusa. Wbrew swojej woli Brygida została wydana w czternastym roku życia za syna gubernatora Wastergotlandu, 19-letniego Ulfa Gotmarssona. Po ślubie przeniosła się na zamek męża (1316). Chociaż utratę dziewictwa opłakiwała rzewnymi łzami, umiała w swoim małżeństwie dostrzec wolę Bożą i starała się być dla męża najlepszą żoną. Trafiła też na dobrego człowieka. Dlatego żyli szczęśliwie razem 28 lat (1316-1344). Pałac Brygidy należał do najświetniejszych w kraju. Było w nim zawsze rojno od gości. Brygida dbała o to, by wszyscy wchodzący w jej progi czuli się dobrze. Kierowała domem i gospodarstwem wzorowo, dbała o służbę, z którą codziennie odmawiała pacierze. Nie pozwalała wszakże na żadne pohulanki i zbyt swobodne zachowania. Szczególnie jednak była oddana mężowi, okazując mu przywiązanie i wprost matczyną opiekę. Dała mu 4 synów i 4 córki: Martę (1319), Karola (1321), Birgera (1323), Benedykta (1326), Gutmara (1327), św. Katarzynę Szwedzką (1330), Ingeborgę (1332) i Cecylię (1334). Na wychowawców dla swoich dzieci dobierała pedagogów o odpowiednim wykształceniu i głębokiej wierze. Każde dziecko miało inny charakter. Trzeba było ze strony matki wiele subtelności, by uszanować ich osobowość, a nie dopuścić do wypaczenia ich charakterów, bowiem mąż był często poza domem, zajęty sprawami publicznymi. Nie zaniedbała wszakże Brygida wśród tak licznych zajęć rodzinnych troski o własną duszę. Jej kierownikiem duchowym był uczony wiceprzeor cystersów, Piotr Olafsson. Na jej prośbę jeden z kanoników katedry, Maciej, przetłumaczył Pismo święte na język szwedzki, by Brygida mogła w nim się rozczytywać. Na jej życzenie kanonik ten ułożył również komentarze do Pisma świętego. W 1332 roku Brygida została powołana na dwór króla Magnusa II w charakterze ochmistrzyni. Korzystając z osobistego majątku, jak też z majątku króla, nad którym otrzymała zaszczytny zarząd, hojnie wspierała kościoły, klasztory i ubogich. W 1339 roku utraciła nieletniego syna. Dla uproszenia błogosławieństwa Bożego dla całej rodziny udała się z pielgrzymką na grób św. Olafa (+ 1030). Tradycją w domu były pielgrzymki do Compostelli. I Brygida wraz z mężem udała się na grób św. Jakuba Apostoła (1342). Pielgrzymka trwała rok. Towarzyszył im spowiednik, cysters Svenung, który później opisał całą podróż. Po powrocie z pielgrzymki Ulf wstąpił do cystersów w Alvastra, gdzie zmarł w lutym 1344 r. Brygida była wolna. Postanowiła oddać się wyłącznie służbie Bożej i pełnieniu dobrych uczynków. Długie godziny poświęcała modlitwie. Mnożyła akty umartwienia i pokuty. Naglona objawieniami, pisała listy do możnych tego świata, napominając ich w imię Pana Boga. Królowi szwedzkiemu i zakonowi krzyżackiemu przepowiedziała kary Boże, które też niebawem na nich spadły. W 1352 roku wezwała papieża Innocentego VI, aby powrócił do Rzymu. To samo wezwanie skierowała w imieniu Chrystusa do jego następcy, bł. Urbana V, który też w 1367 roku faktycznie do Rzymu powrócił. Kiedy zaś papież, zniechęcony zamieszkami w Rzymie, powrócił do Awinionu, przepowiedziała mu rychłą śmierć, co się niebawem sprawdziło (+ 1370). Niemniej żarliwie zabiegała o powrót do Rzymu papieża Grzegorza XI. Była hojną dla fundacji kościelnych i charytatywnych. Dom jej stał zawsze otworem dla potrzebujących. Z poparciem króla, który na ten cel ofiarował posiadłość w Vadstena, i za zezwoleniem Stolicy Świętej, Brygida założyła nową rodzinę zakonną pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela, zwaną często „brygidkami”. Jej córka, św. Katarzyna Szwedzka, w roku 1374 została jego pierwszą opatką. W roku 1349 Brygida udała się przez Pomorze, Niemcy, Austrię i Szwajcarię do Rzymu, by uzyskać odpust z okazji roku jubileuszowego 1350. Chodziło jej również o zatwierdzenie reguł swojego zakonu. W Rzymie założyła klasztor swojego zakonu. Korzystając ze swojej obecności w Italii, Brygida przewędrowała wraz z córką cały kraj, nawiedzając pieszo ważniejsze ówczesne sanktuaria: św. Franciszka w Asyżu, św. Antoniego w Padwie, św. Dominika Guzmana w Bolonii, św. Tomasza z Akwinu w Ortonie, św. Bartłomieja w Benevento, św. Macieja w Salerno, św. Andrzeja Apostoła w Amalfi, św. Mikołaja w Bari oraz św. Michała Archanioła na Monte Gargano. Do Rzymu powróciła dopiero w 1363 roku. W 1372 roku udała się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. Miała wówczas 70 lat. Po powrocie do Rzymu, zmęczona podróżą, zmarła 23 lipca 1373 r., w dniu, który przepowiedziała. W jej pogrzebie wzięły udział tłumy wiernych. Był to prawdziwy hołd, jaki złożył jej Rzym. Kroniki głoszą, że z okazji pogrzebu św. Brygidy wielu chorych zostało uzdrowionych. Jej ciało poprzez Korsykę, Styrię, Morawy i Polskę sprowadzono do Szwecji, gdzie złożono w klasztorze w Vadstena, który założyła. Dzięki staraniom córki, św. Katarzyny, została kanonizowana już w 1391 r. W 1489 roku złożono relikwie matki i córki, to jest św. Brygidy Szwedzkiej i św. Katarzyny Szwedzkiej, w jednej urnie. Kiedy Szwecja przeszła na protestantyzm (1595), relikwie te zaginęły bezpowrotnie. Brygida pozostawiła po sobie księgę Objawień. Wkrótce znała ją cała Europa. Była wielokrotnie przepisywana. W księdze tej św. Brygida spisała przepowiednie dotyczące Kościoła, papieży żyjących w jej czasach, losów państw i ówczesnych panujących oraz odnośnie do przyszłości wielu innych osób. Była przekonana, że pisze to, co jej dyktował Chrystus. Nawoływała do poprawy obyczajów, groziła karami Bożymi. Dzieło to miało wśród teologów sporo przeciwników. Mimo aprobaty papieży Grzegorza XI i Urbana VI, dzieła św. Brygidy były przedmiotem ataków i dyskusji nawet na soborach w Konstancji (1414-1418) i w Bazylei (1431). Brygida, jakby w przeczuciu, ile kłopotu narobi ta księga, dała ją najpierw do przejrzenia teologom. Ostatecznej aprobaty pismom św. Brygidy udzielił Kościół w akcie jej kanonizacji. 1 października 1999 r. św. Jan Paweł II listem motu proprio ogłosił św. Brygidę współpatronką Europy (razem ze św. Katarzyną ze Sieny i św. Teresą Benedyktą od Krzyża). Św. Brygida jest także pielgrzymów oraz dobrej śmierci. (Ga 2, 19-20) Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Galatów Bracia: Ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Komentarz O Księdze: Galaci należeli do plemion celtyckich, które w VI w. przed Chr. opanowały Europę Środkową, Italię, Galię i Hiszpanię. Około 360 r. przed Chr. niektóre z plemion osiadłych w Galii podjęły wędrówkę swych przodków, tyle że w kierunku przeciwnym, tj. na Wschód. Po częściowym złupieniu Grecji przekroczyły Bosfor i po licznych bitwach osiedliły się na wyżynie Anatolii, pośrodku Azji Mniejszej w okolicy Ancyry (dzisiejsza Ankara). Obszar ten został później nazwany Galacją. Ostatni król Galacji, Amyntas, zmarły w 25 r. przed Chr., przekazał w testamencie swoje królestwo Rzymianom. Na jego obszarze Rzymianie utworzyli prowincję ze stolicą w Ancyrze, dodając do właściwej Galacji ponadto Pizydię, Izaurię, częściowo Frygię, Paflagonię i Pont. Dzieje Apostolskie informują, że Paweł podczas drugiej i trzeciej podróży misyjnej przechodził przez Galację (Dz 16,6; 18,23). Jak się wydaje, Paweł nie miał zamiaru zatrzymywać się na tym terenie, ale nieokreślona bliżej choroba zmusiła go do dłuższego postoju. Odpłacając się za szczerą gościnność, apostoł wykorzystał swój pobyt dla głoszenia Ewangelii Chrystusa. List do Galatów Paweł napisał najprawdopodobniej pod koniec swojego długiego pobytu w Efezie, na kilka miesięcy przed zredagowaniem Listu do Rzymian. Pokrywa się to z czasem trzeciej wyprawy misyjnej. Ponieważ trudno jest datować wydarzenia z tego okresu, list mógł powstać także nieco wcześniej, a więc między rokiem 52 a 56. Niektórzy sądzili nawet, że powstał on jeszcze przed 50 rokiem, po pierwszej wyprawie misyjnej, która objęła południową część prowincji Galacji. Powodem jego napisania były niepokojące wieści o niebezpieczeństwie zagrażającym wierze Galatów. Zagrożenie pochodziło od ludzi, którzy pojawili się w chrześcijańskich wspólnotach Galacji i zobowiązywali chrześcijan nawróconych z pogaństwa do zachowywania przepisów prawa Mojżeszowego (Ga 3,2; 4,21; 5,4), w szczególności zaś obrzezania (Ga 2,3n; 5,2; 6,12). W Liście do Galatów, w pierwszej części (Ga 1 – 2) Paweł przypomina, że Jezus Chrystus, który powołał go na apostoła, jest nieustannie w centrum jego nauczania. Dla każdego, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa, staje się On źródłem wyzwolenia i zjednoczenia z Bogiem. Rasa, kultura, pochodzenie nie mają tu żadnego znaczenia. W drugiej części (Ga 3 – 4) apostoł wyjaśnia relację między rzeczywistością Prawa a rzeczywistością wiary, poświęcając sporo miejsca wierze Abrahama jako zapowiedzi sposobu zbawienia zamierzonego przez Boga. W trzeciej części (Ga 5 – 6) ukazuje Prawo, synonim niewoli, jako przeciwieństwo Chrystusa, który daje wolność. Przez Niego i w Nim ludzie odnajdują wzajemną jedność, a odnowione stworzenie osiąga swoją pełną doskonałość. Apostoł występuje z całą mocą przeciwko nauczaniu, które fałszując głoszoną przez niego Ewangelię, sprowadza krzyż Chrystusa do czegoś niekoniecznego, a wręcz niepotrzebnego (Ga 2,21; 3,1; 5,11; 6,12-14). Apostoł wyjaśnia adresatom, że człowiek otrzymuje usprawiedliwienie, tzn. staje się w pełni wolny i jednoczy się z Bogiem, jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Nie można tego osiągnąć przez zachowywanie prawa Mojżeszowego (Ga 2,16). Apostoł nie neguje znaczenia Prawa, lecz ukazuje jego właściwą rolę: miało ono za zadanie przygotować nadejście czasu, kiedy każdy dzięki wierze w Jezusa Chrystusa będzie mógł dostąpić zbawienia (Ga 3,23-25). Przyjście Chrystusa sprawia, że prawo Mojżeszowe przestaje być środkiem prowadzącym do osiągnięcia zbawienia. Galaci stają więc przed decydującym wyborem: prawo Mojżeszowe albo wiara w Chrystusa. Oparcie się na Prawie oznacza, że człowiek chce zdobyć doskonałość przede wszystkim dzięki swojemu wysiłkowi. W postawie wiary źródłem doskonałości nie jest człowiek, ale łaska Chrystusa, przez którą uzdalnia On ludzi do czynienia dobra. Wprowadzone przez apostoła rozróżnienie ma uświadomić wszystkim chrześcijanom, że tym, czego najbardziej potrzebują, jest właśnie wiara w Chrystusa. Tylko dzięki wierze w Jezusa człowiek odnajduje sens życia i staje się autentycznie szczęśliwy. Temat wiary i Prawa został potem rozwinięty w Liście do Rzymian. O czytaniu: USPRAWIEDLIWIENIE PRZEZ WIARĘ W JEZUSA CHRYSTUSA Ga 1, Paweł apostołem Chrystusa 11Oświadczam wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie pochodzi od przyjąłem jej, ani nie nauczyłem się od człowieka, ale objawił mi ją Jezus Chrystus. 13Słyszeliście przecież o moim dawniejszym postępowaniu w judaizmie; o tym, jak bardzo prześladowałem Kościół Boży i chciałem go zniszczyć. 14Wiernością judaizmowi przewyższałem wielu rówieśników w moim narodzie, gorliwie przestrzegając tradycji przodków. 15Kiedy jednak Bogu – który wybrał mnie w łonie mojej matki i wezwał swą łaską – spodobało się 16objawić swego Syna we mnie dla głoszenia Ewangelii o Nim pośród narodów, wtedy nie szukałem już rady u ludzi. 17Nie pospieszyłem też do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się przede mną, ale natychmiast skierowałem się do Arabii, a potem znowu powróciłem do Damaszku. 18Następnie, trzy lata później poszedłem do Jerozolimy, aby poznać Kefasa i zostałem u niego piętnaście dni. 19Spośród apostołów nie widziałem natomiast nikogo, z wyjątkiem Jakuba, brata przed Bogiem, że w tym, co do was piszę, nie udałem się w okolice Syrii i Cylicji. 22Kościołom Chrystusa w Judei pozostawałem osobiście tylko: nasz dawny prześladowca głosi teraz wiarę, którą przedtem starał się zniszczyć. 24I chwalili Boga z mego powodu. Ga 2, Potwierdzenie przez apostołów misji Pawła 1Następnie, po czternastu latach, znowu poszedłem do Jerozolimy razem z Barnabą, zabierając ze sobą także Tytusa. 2A przybyłem pod wpływem objawienia. I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę poganom; osobno uczyniłem to wobec tych, którzy cieszą się uznaniem, aby upewnić się, że nie biegnę albo że nie biegłem na nawet towarzyszący mi Tytus, który jest Grekiem, nie został zobowiązany do się zaś tyczy fałszywych braci, którzy wkradli się, aby naruszyć naszą wolność w Chrystusie Jezusie i pogrążyć nas w niewoli,5to ani na chwilę nie ustąpiliśmy im, aby prawda Ewangelii pozostała wśród was. 6Również ze strony cieszących się uznaniem – a kim byli niegdyś, nic mnie to nie obchodzi, bo Bóg nie jest stronniczy – oni właśnie, cieszący się uznaniem, niczego mi nie narzucili. 7Wręcz przeciwnie. Gdy zobaczyli, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych – 8ponieważ Ten, który działał w Piotrze dla apostołowania wśród obrzezanych, działał i we mnie dla dobra pogan –9i gdy uznali daną mi łaskę, Jakub, Kefas i Jan, uważani za filary, podali prawą rękę mnie i Barnabie na znak łączności, abyśmy szli do pogan, oni zaś do obrzezanych. 10Mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, co też pilnie starałem się czynić. Sprzeciw Pawła wobec Piotra 11Kiedy jednak Kefas przybył do Antiochii, sprzeciwiłem się mu otwarcie, bo postąpił przybyli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział we wspólnych posiłkach z poganami. A gdy tamci przybyli, usunął się i odłączył, obawiając się z nim także inni Żydzi zaczęli się zachowywać nieszczerze i nawet Barnaba został wciągnięty w ich udawanie. 14Kiedy więc zobaczyłem, że nie postępują zgodnie z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: Jeśli ty, będąc Żydem, żyjesz według obyczajów pogan a nie Żydów, jak możesz zobowiązywać pogan do postępowania według obyczajów żydowskich? Zbawienie Żydów i pogan dzięki wierze 15My jesteśmy Żydami z urodzenia, a nie grzesznikami spośród pogan. 16Wiemy jednak, że człowiek nie zostaje usprawiedliwiony dzięki przestrzeganiu Prawa, ale jedynie dzięki wierze w Jezusa Chrystusa. Dlatego my uwierzyliśmy w Jezusa, abyśmy zostali usprawiedliwieni dzięki wierze w Chrystusa, a nie dzięki przestrzeganiu Prawa, ponieważ przez przestrzeganie Prawa nikt nie osiągnie jeśli szukając usprawiedliwienia w Chrystusie, jesteśmy uważani za grzeszników, to czy Chrystus prowadzi do grzechu? Z pewnością nie!18Jeśli zaś buduję na nowo to, co zburzyłem, sam przyznaję, że źle postąpiłem. 19Ja przez Prawo umarłem dla Prawa, aby żyć dla Boga. Z Chrystusem zostałem ukrzyżowany. 20Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus. A jeśli żyję teraz na świecie, to żyję dzięki wierze w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za nie lekceważę łaski Boga. Jeśli zaś usprawiedliwienie osiąga się dzięki Prawu, to Chrystus umarł na darmo. Paweł apostołem Chrystusa – Ga 1,11-24 – Apostoł podkreśla, że otrzymał Ewangelię wprost od Jezusa. Dowodem owocności spotkania ze zmartwychwstałym Panem jest radykalna zmiana nastawienia Szawła do Kościoła i Prawa. Sam Bóg go oświecił (2 Kor 4,6) i wybrał, aby głosił Ewangelię poganom. Przemiana Szawła dokonała się więc za sprawą łaski Bożej. Dzięki wydarzeniu pod Damaszkiem Szaweł z prześladowcy stał się gorliwym wyznawcą Chrystusa. Następnie wyruszył do Arabii, aby w samotności zgłębić to, czego Bóg pozwolił mu doświadczyć. Dopiero po trzech latach od wydarzenia pod Damaszkiem doszło do spotkania w Jerozolimie między Piotrem, który jako pierwszy widział Pana (1 Kor 15,5), a Pawłem, który tej łaski dostąpił jako ostatni (1 Kor 9,1; 15,8). Wzmianka o zaledwie dwutygodniowym pobycie w Jerozolimie i spotkaniu jedynie z Jakubem, naocznym świadkiem życia Jezusa, podkreśla niezależność Pawła jako apostoła, przejawiającą się także w działalności z dala od Judei, w okolicach Antiochii i Tarsu. Potwierdzenie przez apostołów misji Pawła – Ga 2,1-10 – Gdy z Jerozolimy przybyli do Antiochii chrześcijanie żydowskiego pochodzenia, ujawniła się różnica poglądów na temat zachowywania przepisów Prawa (Dz 15,1n). Paweł był oczywiście przekonany, że wraz z przyjściem Chrystusa wymogi prawa Mojżeszowego straciły swoją moc, lecz aby zakończyć ciągnące się spory, udał się do Jerozolimy. Ufał, że wypowiedź apostołów przekona niezdecydowanych, tym bardziej że Kościół Jerozolimski cieszył się wielkim autorytetem. Na tzw. Soborze Jerozolimskim pod wpływem Ducha Świętego, obecnego i działającego w Kościele, postanowiono, że wolność od prawa Mojżeszowego jest podstawowym rysem prawdziwej Ewangelii. Nie nałożono więc na pogan przyjmujących chrzest żadnych dodatkowych wymogów oprócz tych, które zawierała Ewangelia. Przypomniano także o obowiązku troszczenia się o ubogich. Chodziło szczególnie o biednych z Jerozolimy. Świadczona im pomoc była wyraźną oznaką jedności pomiędzy chrześcijanami z pogaństwa a pierwotnym Kościołem w Jerozolimie (Rz 15,26-28). Sprzeciw Pawła wobec Piotra – Ga 2, 11-14. Pomimo ustaleń tzw. Soboru Jerozolimskiego sprawa zachowywania Prawa nie została ostatecznie rozstrzygnięta. Tym razem spór dotyczył spożywania pokarmów. Jedni uważali, że ze względów religijnych nie wolno spożywać niektórych pokarmów. Inni nie uznawali takich zakazów. W ten sposób powstały dwie kategorie chrześcijan. Sytuację pogarszało niezdecydowanie samego Piotra, który najpierw zgadzał się w tej kwestii z chrześcijanami nawróconymi z pogaństwa, później, z obawy przed rygorystycznie nastawionymi chrześcijanami pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Jerozolimy, zaczął się wycofywać z przyjętego stanowiska i wrócił do żydowskich zwyczajów w sprawie spożywania posiłków. Paweł, obawiając się zagrożenia dla „prawdy Ewangelii” (w. 14), sprzeciwił się postawie Piotra. Chciał, aby chrześcijanie wiedzieli, że nie podlegają żadnym przepisom dzielącym pokarmy na tzw. „czyste” i „nieczyste”. Każdy może jeść to, co mu służy i smakuje. Nie jest ważne, co ktoś spożywa, ale jakim jest człowiekiem. Zamiast zajmować się sporami na temat pokarmów, chrześcijanie winni skupiać uwagę na sprawach naprawdę ważnych, takich jak: troska o zbawienie swoje i innych, kształtowanie prawego sumienia, walka z grzechem (Mt 6,31-33; 15,10-20; Rz 14,17). Zbawienie Żydów i pogan dzięki wierze – Ga 2, 15-21. Zapisane w tym fragmencie słowa są prawdopodobnie streszczeniem dłuższego przemówienia wygłoszonego w Antiochii. Zawierają one podstawową tezę teologiczną całego listu. Dotychczasowy podział na Żydów i pogan nie ma już znaczenia. Dla jednych i drugich istnieje tylko jedna droga usprawiedliwienia, a mianowicie wiara w Chrystusa (Rz 3,21n). Człowiek staje przed Bogiem jako sprawiedliwy, ponieważ wierzy w zbawczą moc Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Przez Niego Bóg uwolnił nas od grzechu. Nasza sprawiedliwość nie może nas zbawić ani ustrzec od zła. Jest to możliwe tylko dzięki łasce Boga, którą z wiarą przyjmujemy. Prawdy te uzasadnia apostoł kilkoma racjami, aby w końcu podać główny argument: Jeśli możliwe byłoby osiągnięcie zbawienia przez wypełnianie przepisów Prawa, to Chrystus nie musiałby umrzeć. Skoro umarł za nas w tak strasznych mękach, to znaczy, że był to jedyny sposób, aby uwolnić nas od zła i przywrócić nam jedność z Bogiem. Psalm (Ps 34, 2-3. 4-5. 6-7. 8-9. 10-11 (R.: por. 9a)) Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, * Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Dusza moja chlubi się Panem, * niech słyszą to pokorni i niech się weselą. Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Wysławiajcie razem ze mną Pana, * wspólnie wywyższajmy Jego imię. Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał * i wyzwolił od wszelkiej trwogi. Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, * oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, * i uwolnił od wszelkiego ucisku. Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, * aby ich ocalić. Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, * szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę. Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, * ci, co się Go boją, nie zaznają biedy. Bogacze zubożeli i zaznali głodu, * szukającym Pana niczego nie zbraknie. Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry Komentarz O księdze: Psałterz charakteryzuje się bogactwem gatunków literackich. Przyjmując je za kryterium podziału, można wyróżnić kilka grup utworów: 1) hymny – uroczyste pieśni pochwalne ku czci Boga (np. Ps 8; 19; 29; 100; 111; 148 – 150), które mogą wyrażać podziw nad dziełem stwórczym Boga (np. Ps 104) i nad Jego działaniem w historii (np. Ps 105). 2) lamentacje – liczne skargi i prośby o pomoc udręczonemu psalmiście, mogą być zbiorowe i indywidualne (np. Ps 3; 5; 13; 22; 44). Wśród lamentacji występują psalmy ufności (np. Ps 4; 11; 16; 62; 121), psalmy dziękczynne jednostki (np. Ps 30; 34; 92, 103) i wspólnoty (np. Ps 66; 117; 124) oraz kolekcja siedmiu psalmów pokutnych (Ps 6; 32; 38; 51; 102; 130; 143). 3) psalmy królewskie, które sławią królowanie Boga (np. Ps 47; 93 – 99), przejawiające się także w rządach dynastii Dawida (np. Ps 2; 18; 21; 45; 89; 110; 132). 4) pieśni Syjonu – modlitwy, które odgrywały szczególną rolę w liturgii świątynnej (Ps 15; 24; 46; 48; 76; 84; 87; 122; 134). Do nich należą też psalmy pielgrzymkowe (np. Ps 122; 126), sławiące świętą Jerozolimę i wyrażające radość ze spotkania z Bogiem w Jego ziemskiej świątyni. 5) pieśni liturgiczne, śpiewane podczas wieczerzy paschalnej i wielkich świąt Izraela. Szczególnie ważny jest tu zbiór hymnów: Hallelu (Ps 113 – 118) i Wielkiego Hallelu (Ps 136). Na ich prorocki charakter wskazał Chrystus, modląc się nimi w ostatnich godzinach ziemskiego życia (np. Mt 26,30). 6) psalmy dydaktyczne, które zawierają pouczenia o wartości prawa Bożego (Ps 25; 34; 111; 119), o sprawiedliwości i dobroci Boga (np. Ps 78; 145), rozważają problem odpłaty za dobre i złe uczynki (np. Ps 37; 49; 73; 112). 7) psalmy mesjańskie, które wprost wyrażają oczekiwanie na Pomazańca Pańskiego (np. Ps 2; 110). Tęsknota za Chrystusem, tj. Mesjaszem, obecna jest także w psalmach królewskich i pieśniach Syjonu. W każdym niemal psalmie można wyróżnić różne gatunki literackie, które nie pozwalają zaklasyfikować ich wyłącznie do jednej grupy. Psalmy są utworami poetyckimi. Autorzy zastosowali w nich liczne środki stylistyczne. Najbardziej charakterystycznym elementem poetyki hebrajskiej był paralelizm członów, czyli stychów wersetu. Polegał on na tym, że najczęściej daną myśl poeta zawarł w dwóch następujących po sobie stychach, które tworzyły najmniejszą jednostkę literacką utworu. Z innych środków należy wymienić rym i rytm. Niekiedy psalmiści komponowali swoje dzieła w formie akrostychów, czyli utworów alfabetycznych (Ps 25; 34; 37; 111; 112; 119; 145). Wersety czy strofy psalmu rozpoczynały się wtedy od kolejnych liter alfabetu hebrajskiego. Pomimo tak wielkiej różnorodności, będącej wyrazem rozwoju duchowego Izraela, „Psałterz” stanowi jedną zwartą księgę. Myśl przewodnia całego zbioru została zawarta we wprowadzeniu (Ps 1 – 2). Człowiek ma do wyboru dwie drogi życiowe: drogę posłuszeństwa Bożemu Prawu, która prowadzi do szczęścia, oraz drogę buntu, wiodącą do zagłady. Cała historia świata jest wypadkową tego podstawowego wyboru. Psalmista często posługuje się pojęciem „bezbożny” (Ps 1,3-4), które może oznaczać wrogie narody albo człowieka, który sprowadza sprawiedliwych z właściwej drogi. Może nim być nawet nieprzyjaciel wewnętrzny – zło ukryte w sercu ludzkim. Obrazy wojenne, tak często pojawiające się w psalmach, można więc tłumaczyć jako ilustracje walki duchowej. Łatwo dostrzec w psalmach rozwój idei szczęścia. Z początku pojmuje się je materialnie jako spokojne życie, posiadanie ziemi, bogactwo, rodzinę, która zapewnia przyszłość. Stopniowo jednak człowiek odkrywa, że prawdziwe szczęście kryje się głębiej. Wypełnianie Prawa prowadzi go do odkrycia wartości nieprzemijalnych. Pociąga to za sobą przemianę relacji z bliźnimi. Pragnienie zemsty na wrogach ustępuje miejsca oczekiwaniu na ich nawrócenie. Podobnie ewoluuje rozumienie nagrody za sprawiedliwe życie i kary za popełnione zło. Początkowo psalmista, który widzi ziemskie powodzenie grzeszników, głośno krzyczy o swej niewinności i domaga się za nią odpłaty. Z czasem jednak uświadamia sobie własną grzeszność i przynależność do grzesznego ludu i pozostawia Bogu wymierzenie wszystkim sprawiedliwości. Grecki przekład Biblii, „Septuaginta” (LXX), powstały w egipskiej Aleksandrii już w II w. przed Chr., pogłębia historyczną lekturę „Psałterza”, interpretując go jako proroctwo. W ślad za tą żydowską tradycją, Kościół dostrzega w psalmach zapowiedź tajemnicy Chrystusa i doskonałej wspólnoty czasów ostatecznych. Stąd nasza lektura odwołuje się nie tylko do sensu wyrazowego (dosłownego, historycznego) psalmów, ale szuka także wypełnienia ich treści w Chrystusie i w Kościele. O dzisiejszym psalmie: Ps 34, Bóg ochrania pobożnych 1Dawida, gdy udawał szalonego przed Abimelekiem i odszedł wypędzony. Alef 2Będę wysławiał Pana w każdym czasie, będę Go zawsze chwalił moimi ustami. Bet 3Chlubię się Panem, niech słyszą to uciśnieni i niech się weselą. Gimel 4Uwielbiajcie ze mną Pana, wspólnie wywyższajmy Jego imię. Dalet 5Zwróciłem się do Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił mnie od wszelkiego lęku. He 6Spójrzcie na Niego, a będziecie promienieć, niech wasze oblicze nie płonie wstydem. Zajin 7Oto ubogi zawołał, a Pan go wysłuchał, wybawił go ze wszystkich utrapień. Chet 8Anioł Pana otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić. Tet 9Skosztujcie i zobaczcie, że Pan jest dobry, szczęśliwy ten, kto się do Niego ucieka. Jod 10Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, gdyż bogobojni nie zaznają biedy. Kaf 11Bogaci popadli w biedę i zaznali głodu, a szukającym woli Pana niczego nie zabraknie. Lamed 12Przyjdźcie i posłuchajcie mnie, dzieci, nauczę was, czym jest bojaźń Pana! Mem 13Czy jesteś człowiekiem, który chce cieszyć się życiem? Czy pragniesz doczekać dni szczęśliwych? Nun 14Powstrzymaj od zła swój język, a wargi od obłudnej mowy! Samech 15Unikaj zła, a czyń dobro, pragnij pokoju i dąż do niego! Ajin 16Oczy Pana zwrócone ku sprawiedliwym, a Jego uszy słyszą ich błaganie. Pe 17Od złoczyńców Pan się odwraca, by nie zostało o nich wspomnienie na ziemi. Cade 18Pan słyszy wołających o pomoc i uwolni ich ze wszystkich ucisków. Qof 19 Pan jest blisko cierpiących udrękę, wybawi złamanych na duchu. Resz 20Liczne są utrapienia sprawiedliwych, lecz Pan ze wszystkich ich wyzwoli. Szin 21On strzeże wszystkich ich kości i żadna nie będzie złamana. Taw 22Zło sprowadza śmierć na bezbożnego, wrogów sprawiedliwego spotka kara. 23Pan wybawia swoje sługi, nie upadną ci, którzy Mu ufają. Psalm 34. to utwór w formie akrostychu, czyli psalmu alfabetycznego (Ps 9,1+; 25; 37; 111; 112; 119). Alfabet hebrajski zawiera 22 litery (alef, bet, gimel, dalet, hei, waw, zajin, tet, jod, kaf, lamed, mem, nun, samech, ajin, fej, cadi, kof, taw, sin, resz.). Psalm 34 łączy w sobie pieśń dziękczynną (ww. 2-11: 2Będę wysławiał Pana w każdym czasie, będę Go zawsze chwalił moimi ustami. 3Chlubię się Panem, niech słyszą to uciśnieni i niech się weselą. 4Uwielbiajcie ze mną Pana, wspólnie wywyższajmy Jego imię. 5Zwróciłem się do Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił mnie od wszelkiego lęku. 6Spójrzcie na Niego, a będziecie promienieć, niech wasze oblicze nie płonie wstydem. 7Oto ubogi zawołał, a Pan go wysłuchał, wybawił go ze wszystkich utrapień. 8Anioł Pana otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić. 9Skosztujcie i zobaczcie, że Pan jest dobry, szczęśliwy ten, kto się do Niego ucieka. 10Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, gdyż bogobojni nie zaznają biedy. 11Bogaci popadli w biedę i zaznali głodu, a szukającym woli Pana niczego nie zabraknie.) oraz pouczenie mądrościowe (ww. 12-23: 12Przyjdźcie i posłuchajcie mnie, dzieci, nauczę was, czym jest bojaźń Pana! 13Czy jesteś człowiekiem, który chce cieszyć się życiem? Czy pragniesz doczekać dni szczęśliwych? 14Powstrzymaj od zła swój język, a wargi od obłudnej mowy! 15Unikaj zła, a czyń dobro, pragnij pokoju i dąż do niego!16Oczy Pana zwrócone ku sprawiedliwym, a Jego uszy słyszą ich błaganie. 17Od złoczyńców Pan się odwraca, by nie zostało o nich wspomnienie na ziemi. 18Pan słyszy wołających o pomoc i uwolni ich ze wszystkich ucisków. 19 Pan jest blisko cierpiących udrękę, wybawi złamanych na duchu. 20Liczne są utrapienia sprawiedliwych, lecz Pan ze wszystkich ich wyzwoli. 21On strzeże wszystkich ich kości i żadna nie będzie złamana. 22Zło sprowadza śmierć na bezbożnego, wrogów sprawiedliwego spotka kara. 23Pan wybawia swoje sługi, nie upadną ci, którzy Mu ufają.). Psalmista wysławia Boga za doznane ocalenie i zachęca wspólnotę do podjęcia dziękczynienia wraz z nim. Doświadczenie bliskości Boga, który wysłuchuje modlitwy udręczonego człowieka, skłania psalmistę do pouczenia potomnych o dobroci Boga oraz o bojaźni Pańskiej (w. 12). Polega ona na uznaniu przez człowieka całkowitej zależności od Boga oraz na właściwej postawie moralnej człowieka (porzucenie grzechu, przestrzeganie Bożych przykazań). Psalmista burzy więc system złudnych wartości, który każe szukać pełni życia i szczęścia poza Bogiem. Takie szczęście nie może się ostać. Doznaną porażką bezbożnik będzie musiał obciążyć nie Boga, lecz siebie i zło, które wybrał świadomie. Ps 34, Bóg ochrania pobożnych 1Dawida, gdy udawał szalonego przed Abimelekiem i odszedł wypędzony. Alef 2Będę wysławiał Pana w każdym czasie, będę Go zawsze chwalił moimi ustami. Bet 3Chlubię się Panem, niech słyszą to uciśnieni i niech się weselą. Gimel 4Uwielbiajcie ze mną Pana, wspólnie wywyższajmy Jego imię. Dalet 5Zwróciłem się do Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił mnie od wszelkiego lęku. He 6Spójrzcie na Niego, a będziecie promienieć, niech wasze oblicze nie płonie wstydem. Zajin 7Oto ubogi zawołał, a Pan go wysłuchał, wybawił go ze wszystkich utrapień. Chet 8Anioł Pana otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić. Tet 9Skosztujcie i zobaczcie, że Pan jest dobry, szczęśliwy ten, kto się do Niego ucieka. Jod 10Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, gdyż bogobojni nie zaznają biedy. Kaf 11Bogaci popadli w biedę i zaznali głodu, a szukającym woli Pana niczego nie zabraknie. Lamed 12Przyjdźcie i posłuchajcie mnie, dzieci, nauczę was, czym jest bojaźń Pana! Mem 13Czy jesteś człowiekiem, który chce cieszyć się życiem? Czy pragniesz doczekać dni szczęśliwych? Nun 14Powstrzymaj od zła swój język, a wargi od obłudnej mowy! Samech 15Unikaj zła, a czyń dobro, pragnij pokoju i dąż do niego! Ajin 16Oczy Pana zwrócone ku sprawiedliwym, a Jego uszy słyszą ich błaganie. Pe 17Od złoczyńców Pan się odwraca, by nie zostało o nich wspomnienie na ziemi. Cade 18Pan słyszy wołających o pomoc i uwolni ich ze wszystkich ucisków. Qof 19 Pan jest blisko cierpiących udrękę, wybawi złamanych na duchu. Resz 20Liczne są utrapienia sprawiedliwych, lecz Pan ze wszystkich ich wyzwoli. Szin 21On strzeże wszystkich ich kości i żadna nie będzie złamana. Taw 22Zło sprowadza śmierć na bezbożnego, wrogów sprawiedliwego spotka kara. 23Pan wybawia swoje sługi, nie upadną ci, którzy Mu ufają. Psalm 34. to utwór w formie akrostychu, czyli psalmu alfabetycznego (Ps 9,1+; 25; 37; 111; 112; 119). Alfabet hebrajski zawiera 22 litery (alef, bet, gimel, dalet, hei, waw, zajin, tet, jod, kaf, lamed, mem, nun, samech, ajin, fej, cadi, kof, taw, sin, resz.). Psalm 34 łączy w sobie pieśń dziękczynną (ww. 2-11: 2Będę wysławiał Pana w każdym czasie, będę Go zawsze chwalił moimi ustami. 3Chlubię się Panem, niech słyszą to uciśnieni i niech się weselą. 4Uwielbiajcie ze mną Pana, wspólnie wywyższajmy Jego imię. 5Zwróciłem się do Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił mnie od wszelkiego lęku. 6Spójrzcie na Niego, a będziecie promienieć, niech wasze oblicze nie płonie wstydem. 7Oto ubogi zawołał, a Pan go wysłuchał, wybawił go ze wszystkich utrapień. 8Anioł Pana otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić. 9Skosztujcie i zobaczcie, że Pan jest dobry, szczęśliwy ten, kto się do Niego ucieka. 10Bójcie się Pana, wszyscy Jego święci, gdyż bogobojni nie zaznają biedy. 11Bogaci popadli w biedę i zaznali głodu, a szukającym woli Pana niczego nie zabraknie.) oraz pouczenie mądrościowe (ww. 12-23: 12Przyjdźcie i posłuchajcie mnie, dzieci, nauczę was, czym jest bojaźń Pana! 13Czy jesteś człowiekiem, który chce cieszyć się życiem? Czy pragniesz doczekać dni szczęśliwych? 14Powstrzymaj od zła swój język, a wargi od obłudnej mowy! 15Unikaj zła, a czyń dobro, pragnij pokoju i dąż do niego!16Oczy Pana zwrócone ku sprawiedliwym, a Jego uszy słyszą ich błaganie. 17Od złoczyńców Pan się odwraca, by nie zostało o nich wspomnienie na ziemi. 18Pan słyszy wołających o pomoc i uwolni ich ze wszystkich ucisków. 19 Pan jest blisko cierpiących udrękę, wybawi złamanych na duchu. 20Liczne są utrapienia sprawiedliwych, lecz Pan ze wszystkich ich wyzwoli. 21On strzeże wszystkich ich kości i żadna nie będzie złamana. 22Zło sprowadza śmierć na bezbożnego, wrogów sprawiedliwego spotka kara. 23Pan wybawia swoje sługi, nie upadną ci, którzy Mu ufają.). Psalmista wysławia Boga za doznane ocalenie i zachęca wspólnotę do podjęcia dziękczynienia wraz z nim. Doświadczenie bliskości Boga, który wysłuchuje modlitwy udręczonego człowieka, skłania psalmistę do pouczenia potomnych o dobroci Boga oraz o bojaźni Pańskiej (w. 12). Polega ona na uznaniu przez człowieka całkowitej zależności od Boga oraz na właściwej postawie moralnej człowieka (porzucenie grzechu, przestrzeganie Bożych przykazań). Psalmista burzy więc system złudnych wartości, który każe szukać pełni życia i szczęścia poza Bogiem. Takie szczęście nie może się ostać. Doznaną porażką bezbożnik będzie musiał obciążyć nie Boga, lecz siebie i zło, które wybrał świadomie. Ewangelia (J 15, 1-8) Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity Słowa Ewangelii według świętego Jana Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”. Komentarz O księdze: Kościelna tradycja, sięgająca końca II w., stwierdza, że autorem czwartej Ewangelii jest św. Jan Apostoł. Przyjmuje się, że powstała ona około 90 r. Ewangelia według św. Jana jest relacją o Jezusie Chrystusie, napisaną z wielkim talentem literackim i teologiczną głębią. Znacznie odbiega ona od Ewangelii synoptycznych napisanych przez Mateusza, Marka i Łukasza. Ma inny styl, ponieważ posługuje się często wypowiedziami dialogowymi, rozbudowanymi opowiadaniami, ironią i nieporozumieniem. Nadaje to Ewangelii specyficzny rytm, wolniejszy niż w posługujących się krótkimi opowiadaniami Ewangeliach synoptycznych. Brak natomiast w niej przypowieści, formy bardzo charakterystycznej dla trzech poprzednich Ewangelii. Można jednak wskazać w czwartej Ewangelii na punkty zbieżne z opowieściami innych ewangelistów. Wszyscy czterej ewangeliści piszą o świadectwie Jana Chrzciciela (J 1,26; por. Mt 3,11; Mk 1,7-8; Łk 3,16); chrzcie Jezusa (J 1,29-34; por. Mt 3,13-17; Mk 1,9-11; Łk 3,21n); oczyszczeniu świątyni (J 2,14-22; por. Mt 21,12n; Mk 11,15-17; Łk 19,45n); rozmnożeniu chlebów (J 6,1-15, por. Mt 14,13-21; Mk 6,34-44; Łk 9,12-17); wjeździe do Jerozolimy (J 12,12-19; por. Mt 21, Mk 11,1-11; Łk 19,29-44). Wiele wspólnych elementów występuje w opowieści o Męce i Zmartwychwstaniu Jezusa. Ewangelia dzieli się na dwie zasadnicze części: 1) opowiadanie o objawieniu się Jezusa Żydom poprzez znaki (J 1,19 – 12,50); 2) nauczanie skierowane do uczniów (J 13,1 – 20,31). Księgę rozpoczyna prolog (J 1,1-18), a rozdz. 21 jest dodanym do opowiadania epilogiem. Pierwsza część dzieli się na dwa etapy. Najpierw Jezus często zmienia miejsce pobytu (Galilea – Jerozolima). Etap ten kończy się mową o chlebie życia i opisem następujących po niej wydarzeń (J 1,19 – 7,9). Czas Jezusa jeszcze się nie wypełnił, dlatego Jego objawienie nie budzi sprzeciwów. Drugi etap pierwszej części (J 7,10 – 12,50) rozgrywa się w Jerozolimie i jej najbliższych okolicach (Betania). Naznaczony jest zaostrzającym się konfliktem między Jezusem a przywódcami religijnymi z Jerozolimy. Część ta dzieli się na czas nauczania (J 7,10 – 10,42) oraz bezpośredniego przygotowania do dramatycznych wydarzeń ostatniej Paschy Jezusa w Jerozolimie (J 11,1 – 12,50). Pierwsza część Ewangelii relacjonuje wydarzenia rozgrywające się w ciągu ponad dwóch lat, co można wywnioskować z aluzji do święta Paschy (J 2,13). Druga część Ewangelii (J 13,1 – 20,31) jest relacją obejmującą bardzo krótki okres: od dnia, w którym Jezus spożył Ostatnią Wieczerzę z uczniami, do dnia po szabacie, gdy Jezus Zmartwychwstał. Wydarzenia podczas Ostatniej Wieczerzy (J 13,1 – 14,31) oraz obszerna mowa Jezusa (J 15,1 – 17,26) poprzedzają opis Męki (J 18,1 – 19,42) i Zmartwychwstania Jezusa (J 20,1-31). Czwarta Ewangelia jest skupiona na problemie, który miał zasadnicze znaczenie w misji Jezusa: Bóg z miłości do świata dokonuje zbawienia, którego Syn Boży – Słowo Boga jest jednocześnie głosicielem i wykonawcą (J 3,16). Przedwieczne Słowo Boże w Jezusie objawiło się światu. Wielu ludzi uwierzyło w Bóstwo Jezusa i przyjęło Jego posłannictwo, ale częściej spotykał się On z niezrozumieniem, a nawet z wrogością. Jezus w Ewangelii według św. Jana jest przede wszystkim ukazany jako Syn Boży (J 20,31). Godność Jezusa już na początku Jego publicznej działalności została rozpoznana przez Jana Chrzciciela (J 1,34) i Natanaela (J 1,49). Sam Jezus użył tego określenia wobec siebie dopiero pod koniec swojego posługiwania wśród ludzi (J 10,36). Ogłoszenie wprost tej prawdy stało się powodem skazania i śmierci Jezusa (J 19,7). Śmierć na krzyżu stała się jednocześnie Jego wywyższeniem (J 3,14; 8,12; 12, Jezus przyniósł ludziom wierzącym w Niego (J 3, 6,40) i w Tego, który Go posłał (J 5,24), nadzieję życia wiecznego. Woda (J 4,14) i pokarm (J 6,27), pochodzące od Jezusa, dają życie wieczne, ale źródłem życia jest On sam (J 11,25). Jezus jest także światłem (J 8,12; 12,46), które sprawia, że rozpraszają się ciemności zła i grzechu. O czytaniu: Dzisiejsze czytanie jest ona kontynuacją i rozwinięciem myśli z rozdziałów 13 – 14 (J 15,4 i 14,20; 15,10 i 14,15; 15, i 13,34). Dosłowna rozumienie alegorii koncentruje się na uprawie winorośli, popularnej dziedziny rolnictwa w basenie Morza Śródziemnego. W opisie tym nie ma odwołania do relacji społecznych związanych z prowadzeniem winnicy tak, jak u Mateusza (np. Mt 21,33-41), ale mowa jest o samej technice uprawy. Symboliczna (przenośna) warstwa alegorii odnosi się do relacji między Ojcem, Jezusem i wspólnotą, którą On skupił wokół siebie. W obrazie nie zostały rozwinięte wszystkie możliwe elementy. Nie wiadomo na przykład, co należy rozumieć przez oczyszczanie krzewu: prześladowania dopuszczone przez Boga celem oczyszczenia wspólnoty czy też jakieś inne wydarzenia. Owoc, jaki przynoszą uczniowie, oraz sam fakt, że są uczniami – to objawienie chwały Bożej (J 15,8). Słowo owoc pojawiało się już wcześniej (J 4,36; por. J 12,24) w odniesieniu do tego, co z ludzkiego życia zachowuje wartość wobec próby śmierci. Podobne znaczenie słowo to zdaje się mieć w J 15, Wcześniejsze teksty nie mówiły jednak nic o tym, że warunkiem przynoszenia owocu jest związek z Jezusem. Ta myśl jest natomiast w J 15 najważniejsza. W J 15, mówi się o miłości Jezusa do uczniów, podobnie jak w J 13,35. Miłość ta polega na dawaniu siebie, co symbolizuje odżywianie gałązek przez krzew. Z tego obrazu wypływa zasada doskonałego modelu miłości, który zostanie ukazany w kolejnych wersetach, które nie znalazły się w dzisiejszym czytaniu. Według nich miłość polega na oddaniu życia za tego, kogo się kocha. Miłość Jezusa jest więc wymagająca. Wymagania te wyrażają się w przykazaniach, które mają być realizowane poprzez naśladowanie Jezusa (por. J 13,34).
  • Ιφոрαдыናоξ αչи
  • Еጅигሼչе ቡωглιжулε
    • Оքиբጦтуምօ βυжаби
    • Оպυճедаգэላ ሲት иፓеμ щ
    • ኜв иኞа
2. 6 marca 2023 r. – etap II (dekanalny) mogą awansować trzy osoby, które uzyskały najlepsze wyniki w szkole, zgłoszone do ks. Dziekana do dnia 16 grudnia 2022 roku. 3. 15 maja 2023 r. – etap III (w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu) uczestniczą po trzy osoby, które uzyskały najlepsze wyniki w dekanacie.
Święty Marek opisuje bardzo zwięźle wydarzenia niedzieli wielkanocnej. Historię uczniów z Emaus zamyka w jednym zdaniu, zaznaczając, że apostołowie im nie uwierzyli. Z relacji św. Łukasza wynika, że przynajmniej Piotr, po spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem, uwierzył. Wydaje się, że Marek upraszcza swoją relację, aby podkreślić fakt, o którym piszą wszyscy Ewangeliści: uczniowie nie potrafili przyjąć prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa na podstawie świadectwa tych, co już Go spotkali żyjącego. Pan Jezus czyni im z tego powodu wyrzut: „wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego”. Z pozostałych Ewangelii wiemy, że zrobił to w sposób łagodny, nie wywołując strachu czy skrupułów. Sami uczniowie z Emaus nie obrazili się na Jego reprymendę, od której zaczął swą katechezę na drodze z Jerozolimy. My jednak możemy być trochę zaskoczeni. Jego zmartwychwstanie to najbardziej zdumiewające zdarzenie w dziejach świata, nic dziwnego, że uczniowie nie chcą przyjąć za prawdziwe opowiadania kobiet ani samego Piotra. Kiedy jednak zastanowimy się głębiej nad wydarzeniami z niedzieli wielkanocnej, rozumiemy lepiej sens upomnienia. Można zrozumieć, że byli sceptyczni wobec świadectw Marii Magdaleny, innych kobiet, uczniów z Emaus czy Piotra. Owszem, jeśli chodzi o kobiety, mogły wchodzić w grę uprzedzenia, których Pan Jezus z pewnością nie pochwalał. Być może upomniał ich również z tego powodu. Ale nie był to powód najważniejszy. Problem uczniów polegał na tym, że nie tylko nie uwierzyli świadkom, ale samemu Pani Jezusowi. On sam zapowiedział swoje zmartwychwstanie wielokrotnie. Brak wiary w zmartwychwstanie oznaczał brak zaufania Jezusowi. Dziś wielu chrześcijan znajduje się w sytuacji uczniów w niedzielę wielkanocną. Uznają Jego istnienie, przyjmują przynajmniej część Jego nauki, może nawet w jakiś sposób uznają Jego boskość. Ale zmartwychwstanie jest sprzeczne z nauką, nie mówiąc o potocznym doświadczeniu. Czy ktoś kiedyś widział, żeby zmarły człowiek wrócił do życia? Zdarzają się przypadki letargu, śmierci klinicznej. Może coś takiego zdarzyło się samemu Jezusowi. A może to legenda, bardzo piękna i pouczająca, która mówi o tym, że idee głoszone przez Pana Jezusa są nieśmiertelne. Ale nie należy traktować tej opowieści dosłownie… Takie myślenie wydaje się całkowicie sprzeczne z wiarą chrześcijańską. Tymczasem, niestety, jest ono obecne, również wśród katolików. Być może i nas mogą ogarnąć wątpliwości, szczególnie gdy poglądy tego rodzaju przeczytamy lub usłyszymy od osoby uważającej się za wierzącą, może nawet kapłana. Przypomnijmy sobie wówczas dzisiejszą Ewangelię. Jeśli nie wierzymy świadectwu Tradycji Kościoła, jeśli nie traktujemy serio Ewangelii, ostatecznie nie wierzymy Chrystusowi. Pan Jezus upomina uczniów i jego upomnienie jest skuteczne. Wreszcie Mu uwierzyli. I nie boją się mówić. „My nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy” czytamy w dzisiejszym fragmencie z Dziejów Apostolskich. Spotykamy zmartwychwstałego Jezusa w modlitwie, lekturze Ewangelii i, w sposób szczególny, w Komunii świętej. Obyśmy było odważnymi świadkami Jego zmartwychwstania. Ja nie wierze w Boga mam 13 lat a nie wierze już od daaawna na religie nie chodze . :3 Wsumie sam nie wiem dlaczego nie wierze tak jakoś . Uważam, że to wszystko to kłamstwo . Uważam, że to wszystko to kłamstwo .
Akademickie Stowarzyszenie Katolickie Soli Deo organizuje w drugiej połowie maja siódmy już blok spotkań z cyklu Poruszyć Niebo Ziemię, tym razem pod zachęcającym do refleksji hasłem: Wierzę w Boga, nie wierzę w Kościół. Jak zwykle zapewniamy ciekawe debaty, w których nie ma tematów tabu i w których decydują merytoryczne argumenty, a nie emocje czy stereotypy. Nowy blok zacznie się od spotkania z ks. Dariuszem Szyszką: Słowo dla zniechęconych (wtorek 19 maja, godz. Aula 1, Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie). Nasz gość zmierzy się z pytaniami, które nurtują studentów: Czy można wierzyć w Boga bez pośrednictwa Kościoła? Czy mamy wierzyć w Kościół i we wszystko co naucza? Czy Kościół uczy myśleć czy też uczy jedynie wierzyć? Czy ten, kto w jakiejś kwestii nie zgadza się z Kościołem, nie zgadza się tym samym z Bogiem? W środę, 20 maja, o godz. również w Auli 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie, Muniek Staszczyk będzie rozmawiał o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim. Mottem rozmowy będzie marzenie: Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." Wokalista legendarnej grupy T-LOVE opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół. Odpowie też na pytanie: "dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do kościoła?". Opowie również o tym, co dla niego znaczy "być prawdziwym facetem" i czy Kościół mu w tym pomaga. Trzecie spotkanie odbędzie się pod tytułem: Męskie rozmowy o seksie. Z pewnością spotkanie to zaciekawi także studentki, mimo ze zaproszeni goście to mężczyźni: o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń (czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH). Będzie to debata o seksie w małżeństwie i o antykoncepcji. To męskie i merytoryczne starcie przedstawicieli "dwóch stron" zainteresuje NIE TYLKO mężczyzn. Będziemy szukać odpowiedzi na pytania, które są ważne dla młodych ludzi: Jaka jest nauka Kościoła o seksie? Jaka jest relacja między seksem a miłością? Jak komunikować miłość i czułość między małżonkami? Kiedy seks jest błogosławieństwem? Jakie uzasadnienie ma nauczanie Kościoła o antykoncepcji? Czy współżycie w małżeństwie powinno zawsze wiązać się z płodnością? Na czym polega naturalne planowanie rodziny(NPR)? Jakie wady i zalety ma NPR i antykoncepcja? Czwarte spotkanie odbędzie się pod tajemniczo brzmiącym tytułem: Z Archiwum X Kościoła. Naszymi gośćmi będą: prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski (czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUWie, Kampus Główny UW). Poruszymy wtedy tak ważne kwestie, jak: Czy Kościół katolicki ma prawo mówić o pokoju i wolności, skoro sam organizował krucjaty i uczestniczył w inkwizycji? Czy nieomylność papieża w sprawach wiary i moralności nie stawia człowieka w miejsce Boga? Czy kościelni hierarchowie mogą określać dogmaty? Czy i dlaczego Kościół na przestrzeni wieków zmienia własną naukę? Co robić, gdy sumienie podpowiada coś sprzecznego z nauką Kościoła? O tych zagadnieniach i o sprawach uznawanych za "czarne karty" w historii Kościoła, będą mówić profesorowie teologii i historii. Przewidujemy także czas na odważną debatę z publicznością. Szczegółowe informacje ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe na miejsce spotkań) znajdują się na stronie: Zachęcamy również do obejrzenia nagrań wideo ze spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków. Na kanale ASK Soli Deo ( znajdziecie konferencję ks. Piotra Pawlukiewicza - "Żyć Mocniej" i panel "Pokonać Siebie", w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy - Michał Jeliński i Szymon Kołecki oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów - Jan Mela. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy w imieniu organizatorów "Poruszyć Niebo i Ziemię". ASK “Soli Deo" We RESPOND You!
Misje Święte – Dzień 1. W 4. Niedzielę Wielkiego Postu rozpoczęliśmy nasze Parafialne Misje Święte. Powitaliśmy w naszej wspólnocie Ojca Waldemara Jareckiego OMI. To szczególny czas, który dany jest nam do jeszcze lepszego poznania siebie, poznania nas jako członków żywego Kościoła. Dzisiejsza myśl przewodnia przypomniała nam hasło obecnego roku duszpasterskiego

Renata Dancewicz jest zadeklarowaną feministką. Gwiazda mocno wspiera też społeczność LGBT+. Aktorka od wielu lat krytycznie podchodzi do Kościoła katolickiego. W rozmowie z serwisem zdradziła, dlaczego. Renata Dancewicz jest aktorką, która śmiało mówi o swoich poglądach. Gwiazda jest zadeklarowaną feministką, wspiera społeczność LGBT+ i otwarcie wyraża swoje zdanie na temat Kościoła katolickiego. W rozmowie z Michałem Misiorkiem z serwisu wyznała, że od lat ma bardzo krytyczne podejście do kościoła też: Renata Dancewicz odmówiła Kurskiemu. "Nie chcę brać w tym udziału" Renata Dancewicz: "Nie wierzę w Boga i nie chcę być częścią Kościoła katolickiego""Ja, już jako mała dziewczynka, zrozumiałam, że nie wierzę w Boga i nie chcę być częścią Kościoła katolickiego. Zobaczyłam, jak niesprawiedliwie Kościół traktuje kobiety. One mają być służącymi i tyle. Na samym szczycie hierarchii są księża, którzy mają kontakt z Bogiem, później mężczyźni, a na samym końcu kobiety" - powiedziała Dancewicz, dodając: "Przecież praktycznie w każdej parafii to zakonnice usługują księżom. Gdy byłam jakiś czas temu na Warmii, dowiedziałam się, że w tamtejszym seminarium gotują i sprzątają babcie z okolicznych wsi. A przecież mieszka tam stado dorodnych, młodych i przystojnych mężczyzn. I skoro przychodzili do mnie po autograf, to chyba oglądają telewizję i mają czas na rozrywki. A na umycie podłogi już nie? Musi za nich robić to jakaś kobieta w sile wieku? To jest dla mnie nie do pojęcia" - powiedziała oburzona początkowo nie mówiła swoim bliskim, że jest jej nie po drodze z Kościołem. Z czasem to się jednak zmieniło. Mimo że nie dokonała aktu apostazji, przyznała, że bardzo mocno o tym myśli."Myślę o tym od dawna i obiecuję sobie, że w końcu się tym zajmę. Żeby to zrobić, musiałabym pojechać do mojej parafii w Lublinie, a odkąd moi rodzice i brat się stamtąd wyprowadzili, w ogóle tam nie bywam. Może da się to zrobić przez internet? Muszę się tym zainteresować. Choć słyszałam, że księża to bardzo utrudniają" - przyznała Renata Dancewicz. fot. Viphoto/ East News Galeria Te gwiazdy nie chcą mieć dzieci [ZDJĘCIA]

WIERZĘ W DUCHA ŚWIĘTEGO. 1. Duch Święty. Trzecia część Symbolu Wiary dotyczy, jak wiadomo, trzeciej Osoby Trójcy Świętej czyli Ducha Świętego. Jest to fragment Symbolu znacznie krótszy niż jego dwie pierwsze części. Wierzyć w Ducha Świętego, to znaczy przede wszystkim uważać Ducha Świętego za jedną z trzech Osób Boskich.
Kościół? - pyszni hierarchowie; grzeszni i chciwi księża; bezduszna instytucja; wysokie, bezsensowne wymagania; mętne i zmieniające się z biegiem czasu nauczanie; ciemne karty historii…? - na te pytanie ma odpowiedzieć siódmy blok spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię". Zastanawiasz się, po co Ci Kościół? Szukasz w nim swojego miejsca? A może wcale się w nim nie odnajdujesz i… nie chcesz mieć z nim nic wspólnego? - pytają prowokacyjnie organizatorzy imprezy, która tym razem będzie przebiegać po hasłem: WIERZĘ W BOGA, NIE WIERZĘ W KOŚCIÓŁ. Próbując wyjść naprzeciw tym zagadnieniom zapewniają rzeczowe i merytoryczne debaty - "bez uciekania od trudnych pytań i owijania w bawełnę"! Poniżej plan najbliższych spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię”: 1. Słowo dla zniechęconych - ks. Dariusz Szyszka, wtorek 19 maja, godz. Aula 1 , Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie. Czy można wierzyć bez Kościoła? Wierzyć w Kościół ? - ale w który? Jak być w Kościele, skoro księża „są tacy” ? Ksiądz „też człowiek” czy chodzący ideał? Czy w Kościele jest miejsce dla grzeszników? Nauczanie Kościoła – restrykcyjne wymagania, wymuszanie heroizmu? Czy w Kościele jest miejsce dla osób samodzielnie myślących? Czy nie zgadzając się częściowo z jego nauczaniem mam szansę w nim być? ? Co jest ważniejsze – sztywne zasady czy miłość? Co robić, jeśli nie widzę swojego miejsca w Kościele? 2. "Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." - Muniek Staszczyk w rozmowie o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim, środa 20 maja, godz. Aula 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie Wokalista legendarnej grupy T-LOVE jakiego jeszcze nie znacie. Muniek opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół i jakie ma doświadczenie tej wspólnoty, odpowie na pytanie „dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do Kościoła?”, a także wyjaśni, co dla niego znaczy „być prawdziwym facetem”. 3. Męskie Rozmowy o Seksie - o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń, czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH Debata o seksie w małżeństwie i antykoncepcji – merytoryczne starcie przedstawicieli „dwóch stron”. Spotkanie nie tylko dla mężczyzn. Jaka jest nauka Kościoła o seksie, czyli co wolno, a czego wolno robić w małżeństwie. Jakie powinno być podejście małżonków do kwestii seksu? Czy można z czystym sumieniem eksperymentować w łóżku? Jakie jest zdanie Kościoła o antykoncepcji? Zabrania jej stosowania, czy dopuszcza jakieś wyjątki? Czy seks zawsze musi nieść za sobą założenia reprodukcyjne? Czy zabranianie parze spontanicznego okazywania sobie miłości poprzez współżycie nie jest czymś złym ? Na czym polega Naturalne Planowanie Rodziny? NPR i antykoncepcja – skuteczność, wady i zalety. 4. Z Archiwum X Kościoła - prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski, czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUW, Kampus Główny UW Ciemne karty w historii Kościoła, tajemnicze zakamarki… - obalamy mity, wyjaśniamy nieścisłości ! Inkwizycje, krucjaty, nieomylność papieża, sens dogmatów, zmiany w nauczaniu, wolność sumienia vs nakazy Kościoła. Szczegóły ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe) na stronie: Dodatkowo nagrania wideo spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków projektu: Na kanale ASK Soli Deo: konferencja ks. Piotra Pawlukiewicza „Żyć Mocniej” i panel „Pokonać Siebie”, w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy – Michał Jeliński i Szymon Kołecki, oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów – Jan Mela. «« | « | 1 | » | »»
.